logo
logo

Zdjęcie: European Commission/ -

Komisja Europejska dba o interesy Rosji?

Czwartek, 19 września 2019 (23:33)

KE nie wyklucza, że odwoła się od wyroku Sądu UE anulującego jej decyzję, która pozwoliła Gazpromowi wysyłać więcej gazu do Unii gazociągiem OPAL. Inny scenariusz to – jak powiedział wiceszef KE Marosz Szefczovicz – nowy wniosek Niemiec ws. przesyłu gazu tą nitką.

W Brukseli odbyły się dzisiaj rozmowy Rosji, Ukrainy i Komisji Europejskiej ws. tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę po wygaśnięciu kontraktu z końcem 2019 r. Na ich marginesie Marosz Szefczovicz rozmawiał z ministrem energetyki Rosji Aleksandrem Nowakiem o niedawnym wyroku Sądu UE anulującym decyzję Komisji Europejskiej w sprawie przesyłu większych ilości rosyjskie gazu gazociągiem OPAL.

– Wyjaśniliśmy wyrok Sądu UE, w którym anulowana została decyzja dotycząca gazociągu OPAL (...). Wyrok opiera się na założeniu, że potrzebna jest lepsza ocena europejskiej solidarności i implikacji decyzji dla rynków sąsiadujących, szczególnie Polski – powiedział wiceszef KE na konferencji prasowej.

Jak dodał, obecnie KE analizuje możliwe scenariusze. – Komisja Europejska ma dwie możliwości. Pierwsza to odwołać się od wyroku. Sprawdzamy, co by to oznaczało, ile zajmie to czasu. Oceniamy, na podstawie wcześniejszej praktyki, że zajęłoby to około 2-3 lat. Drugi scenariusz zakłada brak odwołania od decyzji albo decyzję niemieckiego regulatora [Bundesnetzagentur – PAP], aby przygotować nową ocenę i przedstawić ją Komisji, tak jak to zostało zrobione w przypadku decyzji, która została anulowana przez Sąd UE – wskazał.

Obecnie – jak powiedział – eksperci Komisji analizują wyrok. – Oczywiście decyzja musi zostać podjęta na poziomie politycznym przez kolegium komisarzy. Jesteśmy w kontakcie ze stroną niemiecką i niemieckim regulatorem w sprawie tego, jak planują podejść do tej kwestii – wskazał.

OPAL to biegnący wzdłuż niemiecko-polskiej granicy gazociąg, który połączony jest z Nord Streamem.

W 2009 roku OPAL-owi przyznano na 22 lata wyjątkowe traktowanie w ramach unijnego III pakietu energetycznego, który wymaga m.in. dostępu stron trzecich, czyli innych firm, w tym przypadku konkurentów Gazpromu, do infrastruktury przesyłu gazu w UE.

Zgodnie z przyznanym wyjątkiem Gazprom miał rezerwację na 50 proc. przepustowości gazociągu OPAL, ale mógł ją zwiększyć, wdrażając tzw. program uwalniania gazu, czyli oferowania części gazu, dokładnie 3 mld m sześc., na rynku poza kontraktami.

Gazprom nie spełnił jednak nigdy tych warunków – nie uruchomił programu uwalniania gazu, uznając, że byłoby to nieopłacalne. Ostatecznie został tylko z 50 procentami przepustowości. Tak było aż do 2016 r., gdy Bundesnetzagentur poinformował Komisję o zamiarze zwiększenia, na wniosek Gazpromu, rezerwacji przepustowości dla rosyjskiego koncernu. Komisja się zgodziła.

Polski rząd, a także spółka zależna PGNiG, w grudniu 2016 roku złożyły do unijnego sądu pozwy przeciwko KE. Warszawa argumentowała, że postanowienie Komisji jest niekorzystne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski.

10 września Polska wygrała z Komisją Europejską w Sądzie UE w sprawie decyzji dotyczącej umożliwienia Gazpromowi większego wykorzystania gazociągu OPAL. Sąd UE orzekł wtedy, że zgoda Komisji Europejskiej na większe wykorzystanie lądowej odnogi Nord Streamu została wydana z naruszeniem zasady solidarności energetycznej i dlatego jest nieważna.

RP, PAP

NaszDziennik.pl