logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Unia przekracza niebezpieczne granice

Wtorek, 7 stycznia 2020 (13:20)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wobec ataków Putina na Polskę głos zabierają przedstawiciele różnych państw, ale Bruksela milczy. Jak Pan sądzi, dlaczego?

– Nikt nie chce drażnić Rosji, co tylko pokazuje, że są ukryte interesy między Brukselą czy przywódcami europejskimi spersonalizowanymi w instytucjach Unii Europejskiej przez Niemców, a także Francuzów. Trzeba bowiem powiedzieć jasno, że o ile pewna część polityków francuskich w Parlamencie Europejskim, począwszy od Marine Le Pen, czyli Grupa Identity and Democracy, a więc Tożsamość i Demokracja, bardzo chciałaby być konserwatywna, to jeśli chodzi o głosowania, to zawsze głosuje za Putinem, argumentując, że jest to, jak i inni, normalny polityk, co nas, konserwatystów w europarlamencie, z grupą Le Pen bardzo różni. Natomiast dlaczego Bruksela milczy? Bo są tam różne ukryte interesy niemiecko-rosyjskie, które notabene były niestety zawsze – po I, jak też po II wojnie światowej, począwszy od różnych inwestycji. Były niemiecki kanclerz Gerhard Schröder jest jednym z filarów interesu gazowego Nord Stream 2. To oczywiście nie jest przypadek, a zatem Bruksela nie chce zrażać Putina, marząc o tym, że w różnego rodzaju sytuacjach będzie on rozbijał te kraje, które chciałyby pełnej niepodległości, które chciałyby, aby Unia Europejska rozwijała się w obszarze Europy ojczyzn, jak zakładali ojcowie założyciele Unii, Alcide De Gasperi czy Robert Schuman, którzy są kandydatami na ołtarze, czy Konrad Adenauer. Dlatego Bruksela milczy, a dla Ursuli von der Leyen i dla Komisji Europejskiej jest to bardzo wygodne.

I to jest ten główny powód?

– Tak, interes ekonomiczny, którego głównymi beneficjentami są dominujące w Unii kraje Niemcy i Francja. Jest to coraz bardziej widoczne zwłaszcza teraz, kiedy Wielka Brytania opuszcza szeregi Unii, kiedy interesy ekonomiczne, gospodarcze obliczone na dłuższą skalę są bardziej istotne dla Brukseli niż potwierdzenie prawdy historycznej. To jest oczywiście przykre, to jest nienaturalne, to jest dziwne, ale wydaje się, że czeka nas długi marsz – nas, Polaków, i tych polityków, którzy chcą powiedzieć prawdę w tej kwestii, aby prawda, a nie kłamstwo, funkcjonowała w przestrzeni publicznej, nie tylko doraźne cele, doraźne interesy brały górę nad faktami.                     

Tyle że to Polska, a nie Rosja jest członkiem Unii Europejskiej. Należy pamiętać, że Putin skrytykował także rezolucję Parlamentu Europejskiego z września 2019 roku dotyczącą wybuchu II wojny światowej…

– Putin robi, co chce, robi to, na co pozwala mu bezrefleksyjna – jak widać – wspólnota międzynarodowa. Widać też, że ma u siebie w Rosji dość gorący okres, bo tak niskich notowań nie miał chyba nigdy i jak ryba tlenu potrzebuje sukcesu na arenie międzynarodowej. Dla Rosjan „car” Putin i jego pozycja oraz rozgłos są dużo ważniejsze niż codzienne trudne warunki wielu Rosjan. Putin jest liderem państwa, które nie szanuje demokracji, nie szanuje prawdy i kłamstwo jest niejako wpisane w funkcjonowanie tego, co by nie powiedzieć, mocarstwa. Liczy się to, co jest dobre dla Rosji, a sami Rosjanie muszą mówić to, co wmawia im propaganda moskiewska i różne pseudoautorytety kremlowskie. Putin zakłamuje, wręcz drukuje historię i w ten sposób – moim zdaniem – próbuje umacniać swoją pozycję. Ma też świadomość, że z uwagi na doraźne interesy nie zostanie strofowany przez Brukselę i poszczególne państwa unijne, jak Niemcy czy Francja, dlatego idzie w zaparte. Zresztą sam słyszę na sali plenarnej europarlamentu, jak Francuzi chwalą Putina. Niedawno została przyjęta rezolucja o braku wolności dziennikarskiej w Rosji i europosłowie francuscy zgromadzeni wokół Marine Le Pen głosowali przeciwko tejże rezolucji, podczas gdy cały Parlament Europejski głosował za jej przyjęciem. To kolejny dowód, że interesy doraźne są bardzo istotne w Unii, która jako organizacja nie jest przejrzysta, jak chociażby w powszechnie obowiązującej narracji, gdzie na sztandarach widnieje hasło „kochajmy się, jednoczmy”, a w rzeczywistości rozgrywane są doraźne interesy, związane chociażby z energetyką, z inwestycjami, z handlem, oczywiście też z przepływem różnego rodzaju kapitałów inwestycyjnych.

A zatem Unia Europejska nie jest organizacją, która mogłaby wprost zastopować kłamstwa historyczne, jakie rozpowszechnia Putin?

– Więcej, woli przemilczać niektóre rzeczy, jakie płyną z Kremla. Teraz dla Unii ważniejsze jest to, żeby wszystkie inwestycje miały zielony charakter, żeby zamknąć kopalnie, nie korzystać z gazu, wyeliminować atom i opierać gospodarkę na źródłach solarnych, na energetyce wiatrowej, na źródłach wodnych. Tyle że za tym stoją doraźne, ukryte interesy różnych państw, a my jako Polska jesteśmy szczególnie strofowani za to, że nie chcemy przyjąć pakietu klimatycznego na 2050 rok. Fakty są takie, że nie możemy tego zrobić, bo w przypadku zamknięcia kopalń zaraz na drugi dzień musielibyśmy kupować energię od Niemców czy Francuzów i o to właśnie chodzi. Dlatego na to wszystko należy patrzeć przez pryzmat ekonomiczny, przez pryzmat umocnienia się Putina jako wielkiego gracza, grającego na różnych fortepianach, zapraszanego na największe konferencje, spotkania, gdzie zawsze będzie miał okazję powiedzieć, jakie jest zdanie Rosji i to będzie słyszane. Niestety sama Komisja Europejska czy szef Rady Europejskiej nie chcą nawet wymusić, żeby Putin mówił prawdę, tylko zadowalają się tym, że po cichu można będzie dalej robić interesy z Moskwą... Ta bierność z kolei otwiera Putinowi kolejne pola ataków na takie kraje jak Polska, a Unia Europejska w tej materii nie kiwnie nawet palcem.                   

Warto też chyba przypomnieć, że to nie kto inny jak kanclerz Angela Merkel wprowadziła Putina na salony europejskie i światowe, co z kolei pozwoliło mu poznać grunt, rozgrywać swoją partię i krok po kroku realizować własne interesy…

– Dokładnie tak. Niemiecka gospodarka jest wspierana przez energetykę rosyjską i tak ma być. Zresztą jest na to cały szereg dowodów, dlatego też gospodarczy tandem niemiecko-rosyjski w dalszym ciągu buduje układ gospodarczy w Europie, układ, do którego co rusz, po cichu doskakują Włosi, którzy do projektu Nord Stream 2 sprzedają swoje technologie, a także Francuzi. 

Czym ta bezrefleksyjna polityka Unii Europejskiej może się skończyć?      

– Obserwuję dyskusję w kuluarach chociażby przy okazji brexitu, i Szwedzi, Holendrzy czy Duńczycy mówią np. po co mam dopłaty do rolnictwa, zostawmy to, bo nie powinniśmy finansować polityki rolnej. Holendrzy, Duńczycy czy chociażby Niemcy mówią, że jeśli będzie dziura budżetowa, to nie dołożą ani jednego euro więcej, a po dziurze związanej z brexitem będzie to kilkanaście miliardów euro rocznie, więc jakoś trzeba to będzie załatać. Ta bezmyślność, bezideowość wynika z braku dogłębnych analiz gospodarczych ,natomiast prawdziwe problemy, typu niski wzrost gospodarczy w Niemczech, bardzo poważny kryzys gospodarczy we Francji, w Hiszpanii czy w Grecji są przykrywane próbą narzucenia systemu praworządności poszczególnym krajom czy niby najnowocześniejszego systemu wychowawczego. Z kolei prezydent Macron próbuje namówić wszystkich na stworzenie europejskiej armii, co się oczywiście nie może udać chociażby dlatego, że nie ma na to pieniędzy.

To pokazuje, że w Unii nie ma dzisiaj jasnego programu w obszarze społecznym czy gospodarczym…

– Do tego dochodzi jeszcze brak systemu wartości, od czego chyba powinniśmy zacząć budować Unię, zwłaszcza kiedy ten system jest podważany przez środowiska bardzo mocno sponsorowane z różnych środków, także z Unii Europejskiej. Niestety na rządy w poszczególnych krajach coraz większy wpływ mają też zieloni i socjaliści, a kraje, gdzie są rządy konserwatywne, są krytykowane czy wręcz posądzane o nacjonalizm. To jest droga, która – jak sądzę – nie zaprowadzi Unii do sukcesów. Lepiej jest dzisiaj produkować kolejne rezolucje w sprawie Ugandy czy tego, co dzieje się na Malcie, LGBT i tzw. praworządności, niż przyjrzeć się możliwości wprowadzenia programu gospodarczego, w którym wszystkie kraje byłyby podmiotami, a nie przedmiotami wielkich koncernów, które żerują na mniejszych krajach i chcą dalej to robić. Tak należy bowiem rozumieć chociażby pomysły, aby systemy energetyczne oprzeć na odnawialnych źródłach energii. Poprzez takie działania stracimy tylko konkurencyjność, bo w chwili, kiedy w Europie mówi się o zamykaniu kopalń czy gazowni, w tym samym czasie wzrasta zanieczyszczenie środowiska, przy czym 10 procent udziału ma w tym Europa, ale aż 90 procent płynie z innych kontynentów. Chodzi o to, żeby wmawiać ludziom, że tylko energetyka odnawialna ma przyszłość, tymczasem nadmiar energii, które będą miały Francja czy Niemcy, byłby transponowany do krajów, na których chce się wymusić transformację energetyczną. Trzeba więc cały czas analizować sytuację i starać się mówić prawdę, jak robi to polski rząd, żeby zadbać przede wszystkim o polski interes, oczywiście popierając dobre przykłady współpracy. Interes narodowy powinien być zawsze na pierwszym miejscu i wokół niego powinniśmy koncentrować budowanie Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 7 stycznia 2020 (13:25)

NaszDziennik.pl