logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: ANGELO CARCONI/ PAP/EPA

Tymczasowy wzrost?

Niedziela, 15 marca 2020 (10:36)

Koronawirus nie zatrzymuje się we Włoszech, rośnie liczba przypadków w Lacjum, Piemoncie i Toskanii – odnotował epidemiolog Paolo D’Ancona z Instytutu Zdrowia. W dzienniku „Corriere della Sera” wyraził nadzieję, że restrykcje w kraju przyniosą rezultaty.

W opublikowanej dzisiaj rozmowie D’Ancona podkreślił, że wzrost i spadek zachorowań w najbardziej zaatakowanych przez wirusa regionach na północy może być tymczasowy. Jego zdaniem coś więcej na temat tendencji będzie można powiedzieć w przyszłym tygodniu. 

Jak zauważył epidemiolog, w stołecznym regionie Lacjum potwierdzono 320 przypadków, co oznacza, że „wirus krąży”. Wskazał następnie, że dokładniejszej oceny sytuacji w centrum i na południu Włoch można będzie dokonać na podstawie obserwacji ciężko chorych przebywających na intensywnej terapii.

– Ci pacjenci są wskaźnikiem tego, jak szerzy się pandemia. W kilka dni może zmienić się wszystko, ale nie spodziewamy się raptownego wzrostu, jaki miał miejsce w Lombardii i Wenecji Euganejskiej – dodał Paolo D’Ancona przypominając, że w ostatnich dniach wprowadzono we Włoszech „surowe kroki”. Ograniczono przede wszystkim możliwość wychodzenia z domu.

– Liczymy na to, że indywidualne zachowania mogą wpłynąć w istotny sposób na ogólny obraz sytuacji – powiedział.

Podkreślił, że obecnie nie ma podstaw do tego, by stawiać precyzyjne prognozy. – My mamy nadzieję na to, że uda nam się ograniczyć krążenie wirusa – powiedział lekarz z Instytutu Zdrowia.

– We Włoszech wprowadziliśmy zdecydowane kroki, a zatem czekamy na rezultaty – wyjaśnił. Zaznaczył, że niewiadomą pozostaje to, jak te restrykcje wpłyną na przebieg zachorowań.

Analizując dotychczasowy bilans Paolo D’Ancona zauważył, że wśród 1441 zmarłych jest 11 osób w wieku od 38 do 50 lat, co jest „nadzwyczaj niskim odsetkiem”. Niemal wszyscy obciążeni byli innymi chorobami.

– Ta infekcja jest bardziej niebezpieczna dla osób starszych i pacjentów ze współistniejącymi chorobami. Nasz instytut już zebrał sto kart pacjentów, by w pełni przeanalizować przyczyny śmierci – wyjaśnił włoski lekarz.

Odnosząc się do danych wskazujących, że wśród pracowników służby zdrowia we Włoszech jest 1500 zakażonych, stwierdził, że należy wyjaśnić, czy zarazili się w pracy, czy też poza nią. Poza tym, zaznaczył, personel medyczny teraz już z większą uwagą stosuje środki ochronne.

Epidemiolog pytany o zalecenia dla obywateli odparł, że zasadą powinno być zawsze zachowanie odległości; także w domu, „w dopuszczalnych limitach”.

Lekarz zaapelował, by już przy łagodnych objawach, jak zapalenie spojówek czy zwykłe przeziębienie z gorączką pozostać w domu. – Nie wychodźcie. Pomyślcie, że może to być wina koronawirusa i zastosujcie maksimum prewencji nie mając nawet tego potwierdzenia – wezwał.

– Unikajcie biegu na test. Nawet nie robiąc go czekajcie na wyleczenie z czegoś, co może być zwykłym podniesieniem temperatury lub objawami podobnymi do grypy. Zostańcie w domu – poprosił specjalista.

Dotychczas we Włoszech zanotowano ponad 21 tysięcy przypadków koronawirusa. Zmarło 1441 zakażonych nim.

RP, PAP

Aktualizacja 15 marca 2020 (13:41)

NaszDziennik.pl