logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Historyczny wybór Amerykanów

Niedziela, 1 listopada 2020 (19:51)

Z Ewą Kowalewską, prezes Human Life International Polska, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W Stanach Zjednoczonych trwa kampania wyborcza. Jaką rolę odgrywa w niej kwestia obrony życia?

– To jest sprawa kluczowa, która może przesądzić o końcowym wyniku głosowania. Przez wiele lat znaczna część Demokratów stała po stronie pro-life. Teraz zmienili oni swoje nastawienie. Domagają się aborcji bez żadnych ograniczeń i chcą zachowania precedensu Roe przeciwko Wade z początku lat 70. XX wieku, który zalegalizował aborcję w Stanach Zjednoczonych. Ich kandydat Joe Biden jasno opowiedział się przeciwko życiu. O wiele bardziej radykalne w tej kwestii jest jego zaplecze polityczne. Kandydatka na wiceprezydenta Kamala Harris jest skrajną proaborcjonistką. Trudno znaleźć osobę o bardziej radykalnych poglądach w sprawach aborcji. Oni jasno określili swoje stanowisko w tej sprawie. Były nawet przypadki, kiedy to Demokraci głosowali za rozwiązaniami pozwalającymi zabić dziecko, które przeżyło dokonaną na nim aborcję i się urodziło. Do takich sytuacji dochodziło nawet w 9. miesiącu ciąży! To unaocznia prawdę, czym jest aborcja.

Tymczasem badania pokazują, że aż 55 proc. społeczeństwa amerykańskiego ma dosyć rozpasania aborcyjnego. Ich naturalnym kandydatem jest Donald Trump, który okazuje się najbardziej oddanym sprawie pro-life prezydentem w historii tego państwa. A więc te wybory są języczkiem u wagi w sprawie obrony życia. Walka jest tam bardzo brutalna. Pojawia się wiele kłamstw uderzających w obecnego prezydenta. Obrońcy życia mają wielką nadzieję, że Trump zostanie wybrany ponownie.

Amerykanie są w większości przeciwko aborcji?

 – Jedna z prawd odnoszących się do badań opinii publicznej stwierdza, że odpowiedź uzależniona jest od sposobu zadania pytania. Tak zawsze było. Demokraci pytają, czy powinien być zmieniony wyrok w sprawie Roe przeciwko Wade. Większość Amerykanów nawet nie wie, co to jest. Myśli, że jego obalenie doprowadzi do całkowitego zakazu wykonywania aborcji w USA. Niestety, Amerykanie są przyzwyczajeni do wolności, nawet tej, która pozwala zabić dziecko w łonie matki. Dużo ludzi twierdzi, że są sytuacje, w których można to zrobić. Jednak jak przeprowadza się szczegółowe badania, to wynika z nich, że coraz więcej osób nie akceptuje zachowań krańcowych, a więc np. zabicia dziecka przed samym porodem lub zaraz po jego urodzeniu.

Wielkie wzburzenie wywołała też kwestia sprzedawania narządów dzieci zabijanych poprzez aborcję. I gdy przeanalizujemy badania amerykańskiego społeczeństwa, to wynika z nich, że osoby, które chcą pełnej ochrony życia, i ci, którzy dopuszczają aborcję w wyjątkowych sytuacjach, stanowią większość. Osoby pro-choice są w mniejszości.

A co zrobił Donald Trump dla ochrony życia człowieka?

 – Ograniczył pieniądze na programy aborcyjne. Demokraci walczą o to, aby te środki przywrócić. Ich tłumaczenia są kuriozalne. Bo skoro mamy teraz czas epidemii COVID-19, to kobiecie, która jest w ciąży, trzeba dać coś, „co jest jej najbardziej potrzebne”: możliwość zabicia własnego dziecka. To są te sprawy, którym wiele osób w USA mówi zdecydowane „nie!”.

Liczymy na to, że sumienia będą się coraz bardziej budzić. Ruchy pro-life są tam bardzo aktywne. Tworzą je katolicy, protestanci czy żydzi, przedstawiciele wielu religii i wspólnot religijnych. To jest sprawa, która łączy ponad podziałami. Poza tym Trump był pierwszym prezydentem USA, który wziął udział w Mar­szu Życia. To jest świadectwo. Akty, które pokazują, po której jest się stronie. Teraz się okaże, po której stronie jest społeczeństwo amerykańskie: czy jest za życiem, czy przeciwko niemu. To są historyczne wybory.

Co dla spraw pro-life na całym świecie oznaczałoby zwycięstwo Joe Bidena?

 – Wygrana Bidena będzie tragedią dla sprawy obrony życia. Już teraz wiele organizacji międzynarodowych – także Organizacja Narodów Zjednoczonych – promuje aborcję jako usługę medyczną. Wywiera się presję na wiele krajów, zwłaszcza tych biednych. Dzisiaj uzależnia się pomoc międzynarodową dla tych państw od uległości ich przywódców w sprawie promocji aborcji. Ostatnią głośną sprawą była presja na Ekwador, aby ten zalegalizował aborcję. Temu państwu udało się jednak obronić.

Presja nasiliła się po pojawieniu się wirusa SARS-CoV-2. Biednym krajom stawia się ultimatum: jeżeli chcecie pieniądze na walkę z wirusem i kryzysem gospodarczym, to zalegalizujcie aborcję. To jest skandaliczne.

Dzisiaj – dzięki Trumpowi – dyplomaci amerykańscy nie mogą opowiadać się po stronie pro-choice. I to jest niesłychanie ważne. Trump zatrzymał ogromne fundusze, które szły na aborcję w wymiarze międzynarodowym. To są miliardy dolarów. Te pieniądze trafiałyby również do Polski. Jeżeli wygra Biden, to cały świat będzie zasypany dolarami, które będą promowały zabijanie dzieci w łonach matek.

Organizacje aborcyjne włączają się w kampanię?

 – Tak, i to bardzo silnie. Nie tylko George Soros sponsoruje kampanie przeciwników Trumpa. Planned Parenthood stało się stroną kampanii. Jest także wielu milionerów, którzy walczą ze światem wartości i bardzo mocno wspierają Joe Bidena.

Dziękuję za rozmowę.  

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl