logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Skręt USA na lewo

Wtorek, 12 stycznia 2021 (11:05)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak skomentuje Pan zatwierdzenie przez Izbę Reprezentantów nowych wytycznych dotyczących m.in. języka urzędowego wykluczającego używania słów, które nie są „neutralne płciowo”?

– To jest przejaw i zapowiedź tego, że Stany Zjednoczone pod rządami Demokratów będą zmierzać w stronę neokomunizmu, w kierunku rewolucji neomarksistowskiej. Jeśli dzisiaj mamy rewolucyjne zmiany na przykład w sferze w języka, który jak uznała Izba Niższa Kongresu Stanów Zjednoczonych, ma być „neutralny płciowo”, to za chwilę tego typu zmiany mogą pojawić się w innych obszarach. Być może przyjdzie czas, że tak jak kiedyś Związek Sowiecki był głównym propagatorem ideologii starego marksizmu, tak teraz podobną rolę przejmą Stany Zjednoczone, dając tym samym pewien impuls zmian w tym właśnie kierunku. Warto też pamiętać, że Stany Zjednoczone, to wciąż supermocarstwo stanowiące jakiś punkt odniesienia i to w różnym tego słowa znaczeniu.

Jaki jest cel tego typu działań forsowanych przez Nancy Pelosi i Partię Demokratyczną. Czy nie chodzi tu o przemodelowanie społeczeństwa amerykańskiego, które w wielu sprawach było wzorem dla innych?

– Nie przesadzałbym z tym amerykańskim wzorcem. Przypomnę, że nie tak dawno, bo w XIX wieku społeczeństwo amerykańskie – w skali świata – było uważane za zaściankowe. Natomiast w wieku XX Ameryka umocniła się i rzeczywiście dawała pewne wzorce ustrojowe, a także kulturowe, co więcej, zaczęła pod tym względem dominować w świecie. Tak czy inaczej, jeśli ogląda się amerykańskie produkcje filmowe – nawet historyczne, to widać, że poprawność polityczna Hollywood jest wręcz ahistoryczna.

Pamiętamy postanowienia, nowe standardy Amerykańskiej Akademii Filmowej, zgodnie z którymi promowane i dopuszczone do walki o Oscary są tylko filmy politycznie poprawne albo promujące lgbt. Mamy zatem pewien rodzaj ideologii, która ma dominować w szeroko pojętej kulturze, która następnie przenosi się na grunt parlamentarny i taka jest dzisiejsza rzeczywistość nie tylko Stanów Zjednoczonych. Można się zatem spodziewać, że tak przez najbliższe lata będzie wyglądał świat. Niestety.

Pamiętajmy, że w Stanach Zjednoczonych, w czerwcu – w miesiącu tzw. dumy gejowskiej na urzędach wszędzie wiszą flagi tęczowe i to jest to, co w imię poprawności politycznej ma łączyć każdą różnorodność. Jak daleko jeszcze to szaleństwo może sięgać? Patrząc na to, można powiedzieć, że jest to albo jeden wielki kabaret, albo jedna wielka tragedia, czy bardziej tragifarsa, która z czasem będzie coraz bardziej widoczna. Dlatego wprowadza się cenzurę, żeby nie wolno było wytykać tych absurdów, wyśmiewać ich, czy krytykować. Zresztą ta cenzura już się pojawiła na uniwersytetach amerykańskich, również w wielu innych przestrzeniach, jak chociażby wspomniane Hollywood. Co więcej dążenia idą w tym kierunku, aby te obostrzenia – cenzurę – poszerzać o kolejne dziedziny życia. Ale nie jest to dziwne, bo taka jest konsekwencja każdego socjalizmu, również nihilistycznego neomarksizmu.

Czy jest granica tego ideologicznego, lewackiego pochodu demokratów amerykańskich i tych absurdów, których coraz częściej jesteśmy świadkami? Zresztą nie tylko w wykonaniu Demokratów, bo Partia Republikańska też wydaje się odchodzić od poglądów konserwatywnych…

– Granica tego szaleństwa pewnie jest, pytanie gdzie…? Obawiam się, że dopiero wówczas, kiedy ten marsz osiągnie dno, kiedy ludzie przekroczą rubikon, to sama natura się odezwie, zaprotestuje, i nie pozostanie nic innego jak powrót do normalności. Kiedyś Ojciec prof. Mieczysław Albert Krąpiec, pisząc swoją filozofię, tworząc swoje kolejne dzieła, mówił, że pisze je dla przyszłych pokoleń, które przyjdą za sto i więcej lat. To znaczy, że przewidział, iż presja tego szaleństwa, odejście od racjonalności, od zasad, od wartości jest tak daleko idące, że trzeba będzie czasu, trzeba będzie sięgnąć dna i dopiero wtedy człowiek będzie się mógł otrząsnąć, zreflektować, uznając za fundament nie ideologię a prawdę, odnosząc się do tego, co najbardziej klasyczne, racjonalne, a więc do rozumu, do podstaw naszej kultury, do wiary i Pana Boga. Być może tak to będzie wyglądać – zależy od ludzkiej woli, od ludzkich postaw. Trudno zatem powiedzieć, co będzie, co się wydarzy, tym bardziej, w jakim wymiarze czasowym, bo to nie jest determinizm, ale przyszłość. Jaka ona będzie, zależy od konkretnych ludzi i ich postaw w konkretnym czasie.

Czego zatem możemy się spodziewać po rządach Demokratów, którzy politycznie mają wszystko – prezydenta oraz przewagę w obu izbach amerykańskiego Kongresu?

– Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to wydaje się, że Amerykanie będą się trzymać utartych torów, bo interesy Stanów Zjednoczonych są niezależne od układanek partyjnych, od tego, kto w danym momencie rządzi krajem. Natomiast w sferze ideologicznej – wielu spodziewa się, że Stany Zjednoczone staną się najbardziej rewolucyjnym państwem w świecie Zachodu.

Czy zatem nie mają racji ci, którzy twierdzą, że demokracja amerykańska coraz bardziej gnije?

– Warto tu dokonać pewnego rozróżnienia, bo demokracja to bardzo popularne słowo, którego każdy używa, natomiast mało kto je rozumie. W tym aspekcie bardziej chodziłoby o republikę ufundowaną na XVIII-wiecznej Konstytucji i w tym kontekście w Ameryce mamy gigantyczny wręcz kryzys. Warto zwrócić uwagę, że kiedy wydarzenia, jakie mają miejsce, jeśli dzieją się bez jakichkolwiek zasad, bez zdrowej podwaliny ideowej, to wtedy wszystko gnije. Dlatego potrzebna jest głęboka refleksja, aby zatrzymać ten destrukcyjny proces i dotyczy to każdego państwa, nie tylko Stanów Zjednoczonych.

Dzisiaj, kiedy patrzymy na zapędy i cały ten pochód lewactwa pod wodzą Demokratów, czy można zaryzykować twierdzenie, że Donald Trump był niewygodny dla tego frontu i dlatego przegrał?

– Donald Trump był niewygodny z wielu powodów, ale trzeba powiedzieć, że on również ulegał pewnym rewolucyjnym trendom. Przypomnę tylko, że Ambasada Amerykańska w Polsce – za rządów prezydenta Trumpa – włączała się w poparcie „tęczowych marszów”. Oceniając Trumpa, nie można przereklamować jego osoby i postawy, która w wielu kwestiach nie była aż tak przejrzysta. Nie powinno się nikomu sięgać do życia prywatnego, ale jeśli chodzi o osoby publiczne, tym bardziej o prezydenta Stanów Zjednoczonych, to jest to uzasadnione, i trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o życie rodzinne, to trudno Donalda Trumpa uznać za przykład konserwatysty. Na tle postępującej rewolucji, która się dokonuje w Ameryce – nawet ktoś, kto się rozwodził, i na tym froncie – rzec można – był rozregulowany, Trump pokazał pewne plusy. Chociażby był i jest przeciwnikiem aborcji i w tym sensie uchodził za konserwatystę.

Jakie mogą być najbliższe cztery lata, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, mam na myśli sferę ideologiczną?   

– To wszystko będzie zależało od rozwoju wydarzeń, na ile prezydent Joe Biden, który jest uważany za polityka umiarkowanego, będzie miał siłę fizyczną, zdolności i chęci, żeby zapanować nad tą sytuacją, do jakiego stopnia ludzie z jego bezpośredniego zaplecza – w rodzaju wiceprezydent Kamali Harris będą zawiadowali w tej przestrzeni. Od tego będzie dużo zależeć. Jest też pytanie, czy i na ile w obozie Partii Demokratycznej będą podziały, czy wszyscy pójdą drogą radykalnej rewolucji, czy może ten marsz nie będzie aż tak szybki i zdecydowany. Zatem jest wiele pytań, cały szereg niewiadomych. Niezależnie od tego Stany Zjednoczone na pewno przesuną się na lewo. Jeśli tak, to Unia Europejska nie będzie miała hamulca i będzie jeszcze bardziej radykalizować swoje działania, które już mają miejsce. Wobec tego cały świat Zachodu będzie słabł od strony swojej siły politycznej, gospodarczej, społecznej w relacji Chin. Zatem sytuacja jest bardzo dynamiczna, kurs jest oczywiście niekorzystny, ale jak bardzo, to dopiero się okaże.

Co ta sytuacja oznacza dla Polski?    

– W gronie wielkich krajów, wielkich sił – jesteśmy osamotnieni. Niestety, oznacza to, że jesteśmy sami w świecie i trzeba to sobie uzmysłowić. Jesteśmy sami – w sensie rządów państw, bo nie mam na myśli społeczeństw, gdyż na przykład połowa Amerykanów ma inne niż lewicowe, czy wręcz lewackie poglądy jak radykalni Demokraci. Natomiast jeśli mówimy o rządach państw, to trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że zostaliśmy sami. Oczywiście są też Węgry i inne mniejsze państwa. Trudno przecież liczyć dajmy na to na Chiny, które nie są dla nas wzorcem, również Unia Europejska – w sensie ideowym nie może być też wzorcem dla Polski. Jeśli Stany Zjednoczone również nie mogą być dla nas tym wzorcem, to nie pozostaje nam nic innego, jak dalej walczyć.

Czy to, że jesteśmy – jak Pan Profesor zauważył – sami, znaczy, że z góry skazani na porażkę?  

– Trzeba pozbyć się złudzeń, że potężne mocarstwa – jak chociażby Stany Zjednoczone stoją za nami, bo Waszyngton owszem był i pozostanie naszym sojusznikiem, ale relacje mogą nie być już tak bliskie jak za prezydentury Donalda Trumpa. Musimy zatem dobrać odpowiednie środki do sytuacji i zamiast uzależniać się emocjonalnie od innych powinniśmy – jak mówi przysłowie – „umiesz liczyć, licz na siebie”, oczywiście współpracując z innymi państwami.

               Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl