logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: FOT. ADOBE STOCK/ -

USA petentem Rosji

Piątek, 28 maja 2021 (00:01)

Aktualizacja: 28 maja 2021 (09:24)

Z dr. Markiem Kawą, amerykanistą z Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Joe Biden i Władimir Putin spotkają się 16 czerwca w Genewie. Jakie są Pana oczekiwania w związku z tym spotkaniem?

– Jestem rozczarowany dotychczasową polityką administracji Joe Bidena. Widać, że priorytetem stało się poszukiwanie sukcesu wizerunkowego prezydenta w kontaktach z Rosją. A sytuacja powinna być zupełnie inna. Moskwa przeżywa tak poważne problemy, że to jej powinno zależeć na tym, aby prezydent Stanów Zjednoczonych zechciał się spotkać z ich przywódcą. Wszyscy wiemy, co działo się i dzieje na Białorusi. Nie zapomnieliśmy o sytuacji na wschodzie Ukrainy, o Aleksieju Nawalnym. Przełom roku to także masowe ataki hakerskie na SolarWinds, za którymi – według amerykańskich służb wywiadowczych – stała Rosja. W tej sytuacji prezydent Joe Biden postanowił uwiarygodnić Putina i chce się z nim spotkać. Co więcej, jego administracja nawet o to zabiegała. Obserwujemy teraz całkowitą zmianę prowadzenia polityki zagranicznej USA. Donald Trump opierał ją na interesach i za każde działanie oczekiwał czegoś w zamian. Z kolei Joe Biden szuka porozumienia za wszelką cenę. Tak amerykańscy dyplomaci stają się petentami. To jest ta kwestia zewnętrzna tego spotkania. Kluczowe będzie to, co uda się ugrać Amerykanom.

Wśród tematów spotkania wymieniono przyszłość dwustronnych stosunków, walkę z COVID-19, problemy nuklearne i konflikty regionalne.

– Wydaje mi się, że rozmowa skupi się na sytuacji w Korei Północnej, Chinach, Iranie i na Bliskim Wschodzie. To są dzisiaj cele strategiczne amerykańskiej polityki zagranicznej. Dzisiaj Pacyfik i Azja przykuwają uwagę największych graczy. Gdy patrzę na kontekst tego spotkania – a więc ignorowanie przez Waszyngton takich faktów, jak wspomniana sytuacja w Europie Środkowej i Wschodniej – to jestem pesymistą. Jedyne, na co możemy liczyć, to to, że Amerykanie mają opracowaną szczegółową mapę drogową, która ma ich doprowadzić do celu, a przy tym uwzględniającą wszystkie nasze potrzeby i interesy. Czas pokaże, czy ta nowa strategia będzie skuteczniejsza od tej, którą realizował Donald Trump.

Joe Biden zapowiedział, że żadnych sankcji za Nord Stream 2 nie będzie. To jest cena, którą musiał zapłacić za rozpoczęcie nowego etapu amerykańskiej polityki wobec Rosji?

– Można się było tego spodziewać. Proszę pamiętać, że demokraci od miesięcy powtarzają, że kluczową dla nich sprawą będzie odbudowanie relacji z Niemcami po prezydenturze Donalda Trumpa. Co prawda w kwietniu Joe Biden sięgnął po sankcje w stosunku do Rosji, ale dotyczyły one ataków hakerskich i ingerencji w amerykańskie wybory. Na deklaracji Joe Bidena wygrał duet Niemiec i Rosji. Chociaż Biden zaczyna swoją prezydenturę od polityki dyplomatycznej łagodności, to jednak uważam, że jakiś rachunek Moskwie i Berlinowi musiał być wystawiony za rezygnację z sankcji. I tego faktu naprawdę nie zmieni to, że gazociąg i tak był już zbudowany w ponad 95 procentach.

Co mogło być ceną?

– Raczej sprawy niezwiązane z naszym regionem. Może jakieś konretne posunięcia w sprawie Chin lub Bliskiego Wschodu. Rosja może być kluczowym graczem przy renegocjacji umowy atomowej z Iranem. Ma ona także decydujące zdanie w dostarczeniu pomocy humanitarnej do dużej części Syrii. Wachlarz prezentów, które Stany Zjednoczone mogą otrzymać od Putina, jest naprawdę duży. Dlatego też od tygodni zanosiło się na to, że Nord Stream 2 zostanie przehandlowane. Oczywiście, projekt ten dalej będzie krytykowany. Waszyngton będzie twierdził, że jest on zagrożeniem dla Europy. I na tym poprzestanie. Bo polityki Niemiec i Rosji w żaden sposób to nie zmieni.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik