logo
logo

Zdjęcie: arch/ -

Szef MFW sowieckim szpiegiem

Środa, 3 kwietnia 2013 (02:12)

Twórca Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego Harry Dexter White był sowieckim szpiegiem i agentem wpływu.

Pomysłodawca międzynarodowej globalnej architektury finansowej sam wierzył głęboko w komunizm i gospodarkę planową – ujawnia ekspert think tanku CFR Benn Steil.

White (1892-1948) był niezwykle wpływowym urzędnikiem Departamentu Skarbu, twórcą podwalin pod istniejący do dziś globalny ład finansowy zwany „systemem z Bretton Woods” od miasta, gdzie w 1944 r. odbyła się konferencja, w efekcie której powołano do życia Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Od lat znane są oskarżenia, że White był jednocześnie szpiegiem na rzecz ZSRS.

Dotychczas jednak tajemnicą dla historyków była jego motywacja. Nie umiano pogodzić jego publicznie deklarowanych poglądów polityczno-gospodarczych z tajną działalnością dla Sowietów, o którą oskarżyła White’a FBI.

 

Wierzył w komunizm

Dopiero niedawno Ben Steil, dyrektor ds. gospodarki międzynarodowej w Radzie Stosunków Międzynarodowych (CFR), amerykańskim think tanku, dotarł do nieznanego wcześniej eseju autorstwa Whita z 1944 r., w którym ujawnia swoją głęboką wiarę w komunizm i gospodarkę socjalistyczną.

– Byłem niezwykle zdumiony, czytając ten esej. White napisał go, kiedy był u szczytu swej kariery w Departamencie Skarbu USA i pewne jest, że nie chciał, aby dokument ujrzał światło dzienne – mówi Steil.

W odnalezionym w rodzinnym archiwum eseju White pisał, że Zachód demonizuje Związek Sowiecki i opowiedział się za sojuszem wojskowym USA z ZSRS, by zapobiec ponownej agresji ze strony Niemiec i Japonii.

Ubolewał, że taki sojusz jest niemożliwy ze względu na „szerzący się imperializm USA”. O torpedowanie sojuszu z ZSRS oskarżał „bardzo silną katolicką hierarchię”. „Rosja to pierwszy przykład socjalistycznej gospodarki w akcji. I to działa!” – tymi słowami kończy się odnaleziony dokument.

Zdaniem eksperta, dowodzi to, że White wierzył w sukces sowieckiego eksperymentu z socjalizmem. Za najbardziej przekonujący przykład ślepego uwielbienia ekonomisty dla ZSRS Steil wskazuje jego udane zabiegi, by udostępnić Sowietom kopie amerykańskich matryc do produkcji waluty w powojennych Niemczech.

Choć inni ostrzegali, że Rosjanie będą drukować pieniądze dla siebie, White miał przekonywać kolegów w rządzie, że „USA niewystarczająco doceniły Związek Sowiecki i jeśli skorzysta on na tych matrycach, to będzie to oznaką uznania ich wysiłków”.

Rzeczywiście Sowieci wydrukowali ogromną ilość pieniędzy o wartości przewyższającej ponad osiem razy te wydrukowane przez aliantów. Lwią część wymieniono po sztywnym, wynegocjowanym przez White’a kursie na dolary, ze stratą dla USA szacowaną na 4-6,5 mld USD, według obecnej wartości. – To była bardzo „hojna” oznaka wdzięczności dla ZSRS „na koszt amerykańskich podatników” – ocenia Steil.

Ekspert uważa jednak, że praca White’a z ZSRS nie miała wpływu na jego udział w powstaniu międzynarodowych instytucji finansowych, bo Sowieci nie mieli wtedy definiowanej doktryny w odniesieniu do polityki monetarnej w świecie kapitalistycznym. W negocjacjach White wspierał różne sowieckie żądania, nie udało mu się jednak załatwić dla ZSRS pożyczki na odbudowę kraju po wojnie o bardzo niskim oprocentowaniu (trzy razy niższym niż dla Wielkiej Brytanii). W efekcie ZSRS ostatecznie nie przystąpił ani do MFW, ani do Banku Światowego.

 

Hoover zablokował nominację

Prezydent Harry Truman mianował White’a w 1946 r. pierwszym dyrektorem Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Nominację musiał jednak wycofać pod presją raportu szefa FBI Edgara Hoovera, który wskazywał na działalność White’a na rzecz Sowietów.

Truman wprawdzie nie wierzył Hooverowi, ale by uniknąć skandalu, zdecydował się na Belga Camille Gutta. White został dyrektorem wykonawczym, co jest stanowiskiem znacząco niższym. Nie jest jasne, czy był świadom podejrzeń, jakie pod jego adresem wysunęła FBI.

Zrezygnował z pracy w Funduszu wiosną 1947 roku. Rok później, na krótko przed śmiercią, Whittaker Chambers, zdekonspirowany łącznik między sowieckim wywiadem a źródłami w rządzie USA, publicznie oskarżył White’a o szpiegostwo na rzecz ZSRS od 1935 roku. Zeznał, że White regularnie udostępniał mu do sfotografowania dokumenty z Departamentu Skarbu, a także pisał co tydzień lub dwa noty z informacjami użytecznymi dla ZSRS.

White pod przysięgą zaprzeczył w Kongresie tym oskarżeniom. Przekonał o swej niewinności, ale nazajutrz przeszedł zawał serca i dwa dni później zmarł. W 1950 roku republikański kongresman Richard Nixon (późniejszy prezydent) ujawnił, że jest w posiadaniu otrzymanych od Chambersa not szpiegowskich dla Sowietów napisanych przez White’a, co później potwierdzili eksperci.

Pod koniec lat 50. Amerykanom udało się odczytać zaszyfrowane depesze wychodzące z USA do Moskwy w poprzednim dziesięcioleciu. Wiele z nich odwoływało się do White’a. Sowieci byli szczególnie zainteresowani jego informacjami z międzynarodowej konferencji w San Francisco z 1945 r., której rezultatem była Karta Narodów Zjednoczonych.

White był wówczas doradcą rządu USA. Przekazał sowieckiemu szpiegowi informację o pozycji negocjacyjnej swojego kraju. Biały Dom „chciał sukcesu konferencji za wszelką cenę” i dlatego był gotowy przyznać Moskwie prawo weta w ONZ, co też się stało. Oceniając te depesze 50 lat później, senacka komisja uznała, że współudział White’a w szpiegostwie „wydaje się ustalony”.

Zdaniem Steila, inne informacje dostarczane przez White’a Sowietom nie były bardzo ważne w porównaniu z działaniami szpiegów, którzy przekazywali informacje o programie nuklearnym USA. – Ważne w przypadku White’a było to, że mieli oni stały dostęp do osoby w rządzie, która była w stanie umieszczać w administracji innych ludzi sympatyzujących z Sowietami. I są dowody na to, że rzeczywiście miał na to wpływ – ocenia ekspert.

O działalności White’a dla ZSRS cały czas wiedziała jego żona, nie ma natomiast żadnych dowodów na to, że był on przez ZSRS opłacany. Przyjął jedynie w prezencie od ZSRS cenny uzbecki dywan, a także pomniejsze podarki. – On naprawdę wierzył w komunizm –uważa Steil.

Piotr Falkowski, PAP

Nasz Dziennik