logo
logo
zdjęcie

Dym unosi się po izraelskich nalotach na Dahieh, na południowych przedmieściach Bejrutu, Liban, 5 kwietnia 2026 r. Według libańskiego Ministerstwa Zdrowia Publicznego od początku wznowienia działań wojennych w izraelskich nalotach na południowe przedmieścia Bejrutu i wioski w południowym Libanie zginęło co najmniej 1460 osób, a ponad 4430 zostało rannych Zdjęcie: WAEL HAMZEH / PAP/EPA

Nie gaśnie wiara

Poniedziałek, 6 kwietnia 2026 (09:40)

Aktualizacja: Poniedziałek, 6 kwietnia 2026 (11:22)

To są jedne z najsmutniejszych świąt w historii Libanu. Panuje atmosfera niepewności, zmęczenia i strachu przed przyszłością, ale nie gaśnie wiara, która mimo wszystko nadal podtrzymuje Libańczyków. „Nasze modlitwy przeplatają się z odgłosem wybuchów. Liturgie sprawowane są z zachowaniem środków bezpieczeństwa” – mówi
ks. Charbel Chidiac.

Maronicki kapłan na stałe przebywa w Bejrucie, który, jak mówi, przypomina jedno wielkie obozowisko. „Nie wszyscy przesiedleńcy znaleźli dach nad głową, wielu koczuje na ulicach i śpi w samochodach” – opowiada. Wskazuje, że sytuacja w kraju jest krytyczna, a całkowita zapaść humanitarna to jedynie kwestia czasu. „Zapasów już nie ma, jeśli nie przyjdzie konkretna pomoc z zagranicy, Liban czekają naprawdę mroczne dni” – mówi ks. Chidiac.

„Ludność żyje w atmosferze ogromnego niepokoju, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo: obecność osób powiązanych z Hezbollahem w niektórych obszarach zamieszkanych również przez chrześcijan naraża wszystkich na realne zagrożenia i potęguje poczucie ogólnej bezbronności” – relacjonuje ks. Chidiac. Wskazuje, że obecna wojna dobija libańskie społeczeństwo, które już wcześniej cierpiało z powodu przedłużającego się kryzysu gospodarczo-ekonomicznego. „Gospodarka jest praktycznie sparaliżowana: brakuje możliwości zatrudnienia, coraz więcej rodzin znajduje się w poważnych trudnościach” – mówi. Ludzie są zmęczeni ciągłym odłosem bombardowań, które słychać także w Bejrucie. „Panuje atmosfera niepewności, zmęczenia i strachu przed przyszłością, ale nie gaśnie wiara, która mimo wszystko nadal podtrzymuje Libańczyków” – zauważa ks. Chidiac.

Libański kapłan wskazuje, że ludzie obawiają się, iż obecna wojna może wciągnąć kraj w jeszcze poważniejszą spiralę przemocy. „Wielu boi się scenariusza podziału lub okupacji: północ narażona jest na wpływy syryjskie, a południe znajduje się pod presją izraelską. To budzi głęboką traumę wojny domowej, która rozpoczęła się w 1975 roku i pozostaje wciąż otwartą raną w zbiorowej pamięci” – mówi ks. Chidiac. Do tego dochodzi dramat emigracji. Po kryzysie gospodarczym z 2019 roku i załamaniu się systemu bankowego wielu chrześcijan opuściło już kraj. Druga fala emigracji nastąpiła po wybuchu w porcie w Bejrucie w 2020 roku, a trzecia związana jest z najnowszymi napięciami i starciami między Izraelem
a Hezbollahem. „Dzisiaj niestety dla wielu młodych ludzi horyzont jest tylko jeden: wyjazd. Liban bez chrześcijan zatraci swoją tożsamość” – mówi libański kapłan. Odnosząc się do obecnej sytuacji międzynarodowej, podkreśla: „Nie można myśleć jedynie o bezpieczeństwie niektórych, nie biorąc pod uwagę ludzkiej i historycznej ceny, jaką mogą zapłacić chrześcijanie w Libanie. Błędy przeszłości nie mogą się powtórzyć”.

Wojenna Wielkanoc naznaczona jest nie tylko biedą materialną, ale przede wszystkim bólem związanym z rozłąką. Do tego dochodzi konkretny strach związany z bezpieczeństwem. „Pociski przelatujące nad miastami, a czasem nawet nad kościołami tworzą atmosferę silnego napięcia” – wyjaśnia ks. Chidiac. To sprawiło, że organizowanie procesji na ulicach w Wielkim Tygodniu było bardzo trudne, a w niektórych przypadkach ryzykowne. „Mimo to Libańczycy nie dali sobie odebrać tych świętych dni. Jest wielkie pragnienie, by nie rezygnować z modlitwy i uczestnictwa, nawet kosztem znacznych wyrzeczeń” – relacjonuje maronicki kapłan. Jak mówi, mimo wielkanocnych obchodów droga krzyżowa Libanu wciąż trwa. „Oddajemy wszystko Panu, prosząc Go, by przyjął nasz krzyż”

Ksiądz Chidiac wskazuje, że poszczególne wspólnoty kościelne starały się zapewnić swym wiernym możliwość choćby skromnego świętowania Wielkanocy. Wolontariusze dostarczali potrzebującym paczki z żywnością, w kościołach organizowano grupy wsparcia psychologicznego, specjalne grupy dbały o bezpieczeństwo wiernych spotykających się na modlitwie. „Staramy się łagodzić bezpośrednie cierpienia, ale także strzec nadziei” – opowiada ks. Chidiac. Kapłan wyznaje, że w jego parafii Wielki Tydzień obchodzony był pośród odgłosów izraelskich samolotów bombardujących południową część Bejrutu. „Składamy – mówi – na ołtarzu wszystko, czego doświadczamy: nasze lęki, niepokoje i cierpienia Libanu, a także bóle całego świata dotkniętego nienawiścią”. Kapłan podkreśla, że w Libańczykach mimo wszystko trwa wciąż nadzieja. „W najciemniejszej nocy – zaznacza – nadal wierzymy, że światło Zmartwychwstania może jeszcze zwyciężyć ciemność”.

APW, KAI

NaszDziennik.pl