Autorzy raportu oceniają, że chińska ofensywa eksportowa coraz silniej uderza w RFN. „Niemcy są epicentrum drugiego szoku chińskiego” – napisali Sander Tordoir
i Brat Setser z CER. Termin ten opisuje gwałtowny wzrost chińskiego eksportu, który szczególnie mocno dotyka niemiecką gospodarkę. Za pierwszy „szok chiński” uznaje się przystąpienie ChRL do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w 2001 r. i jego skutki dla przemysłu tekstylnego oraz elektronicznego – wyjaśnił „Handelsblatt”.
Według CER Niemcy znalazły się obecnie w wyjątkowo trudnej sytuacji gospodarczej. Jak wskazano, produkcja przemysłowa spada od lat, a kurczą się branże szczególnie narażone na konkurencję ze strony chińskich producentów. Maleje również eksport do Chin.
Szacuje się, że w pierwszym kwartale br. chiński eksport rósł o 15 proc. szybciej niż światowy handel. Zdaniem analityków wynika to z faktu, że Chiny nie tylko nadrobiły zaległości technologiczne, ale także hojnie wspierają przedsiębiorstwa poprzez dotacje, tanie kredyty
i preferencyjne warunki zakupu gruntów. Dzięki temu koszty produkcji pozostają niskie, co pozwala chińskim firmom zwiększać ekspansję na rynkach światowych.
Wzrost chińskiego eksportu szczególnie mocno uderza
w Niemcy. Jak wynika z raportu, w kraju zniknęło około 400 tys. miejsc pracy. Autorzy ostrzegają, że zbyt szybki upadek dotychczasowych gałęzi przemysłu może prowadzić nie do „kreatywnej destrukcji”, lecz do deindustrializacji.
W raporcie oceniono, że znika wiedza fachowa, większa zależność od chińskiego eksportu dodatkowo zwiększa podatność niemieckiej gospodarki na wstrząsy.
W konsekwencji rośnie też ryzyko politycznej presji
ze strony Chin – dodano.
Zdaniem autorów niemieccy politycy popełniają „błąd diagnostyczny”, zakładając, że niemiecką gospodarkę mogą ponownie pobudzić wyłącznie poprzez reformy strukturalne. Eksperci postulują, by Niemcy wspierały działania UE wobec Chin, nawet jeśli pozostają
one ważnym partnerem handlowym RFN.

