logo
logo

Zdjęcie: VATICAN MEDIA/ Inne

Blisko 50 osób zginęło

Sobota, 29 sierpnia 2026 (16:23)

Aktualizacja: Sobota, 29 sierpnia 2026 (20:07)

Wciąż dochodzi do przemocy między grupami etnicznymi z różnych stanów Sudanu Południowego.

Jej przyczyną są spory o bydło oraz konflikty między lokalnymi społecznościami. Niestabilność prowadzi do kolejnych fal wysiedleń i napięć, pogłębiając i tak już trudną sytuację humanitarną oraz niepokojąc władze i społeczność międzynarodową. Cały region jest poważnie zagrożony destabilizacją – ostrzega Misja ONZ w Sudanie Południowym, o czym informuje Vatican News.

Co najmniej 49 osób zginęło, a 33 zostały ranne w czwartek 27 sierpnia w wyniku zbrojnych ataków na obóz dla bydła i wioskę w stanie Warrap, w północno-zachodniej części Sudanu Południowego. Według władz kraj znajduje się obecnie w niezwykle trudnej sytuacji, a przemoc międzyplemienna, szczególnie w tym regionie, nasila się.

Do przemocy doszło około godz. 5.00 czasu lokalnego w obozie dla bydła Machar-Pakuek oraz w wiosce Mading Juer Boma. Jak poinformowały władze stanu Warrap w komunikacie, wśród zabitych jest 21 domniemanych napastników z plemienia Nuer oraz 15 członków społeczności Juer Dinka. Wśród ofiar są również przedstawiciele innych plemion.

Lokalne władze przypisały ataki „transgranicznej siatce przestępczej”. Według nich w starciach uczestniczyli uzbrojeni członkowie różnych grup etnicznych z sąsiedniego stanu Unity, położonego w centralno-północnej części kraju, a także przedstawiciele innych społeczności z tego regionu.

Minister informacji stanu Unity Nyakenya Johannes powiedział agencji Reuters, że nie wszyscy napastnicy pochodzili z Unity. Dodał jednak, że władze stanowe intensywnie pracują nad zapewnieniem pokojowego współistnienia społeczności z obu regionów.

Władze stanu Warrap zwróciły się do organizacji humanitarnych i innych partnerów międzynarodowych z apelem o pomoc. Jak podkreślono, niestabilność i przemoc powodują kolejne fale wysiedleń oraz prowadzą do powstawania pilnych potrzeb humanitarnych.

JG, PAP

NaszDziennik.pl