logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: hdptcar/CC BY-SA 2.0/ Flickr

Niebezpieczeństwo nie maleje

Środa, 5 lutego 2014 (10:00)

Aktualizacja: Środa, 16 lipca 2014 (11:13)

Z o. Benedyktem Pączką OFMCap, misjonarzem posługującym w miejscowości Ngaoundaye w Republice Środkowej Afryki, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Od wczoraj oczy opinii publicznej w Polsce zwrócone są w stronę Republiki Środkowoafrykańskiej. Sytuacja polskich misjonarzy uległa zmianie?

- Wczoraj opuściliśmy naszą kryjówkę i powróciliśmy na misję. Myśleliśmy, że sytuacja powoli wraca do normy. Myliliśmy się. Niebezpieczeństwo wciąż istnieje. Dzisiaj około godz. 7.30 ponownie słychać było strzały, dlatego też kolejny raz podjęliśmy decyzję o ucieczce. Obecnie znajdujemy się w bezpiecznym miejscu leżącym kilka kilometrów od naszej misji. Wiemy, że dziś do Ngaoundaye wjechało jedenaście samochodów z uzbrojonymi rebeliantami z Seleki.

Wiadomo, jaki jest cel ich najazdu?

- Nigdy nie możemy być pewni w stu procentach, po co przyjeżdżają. Być może poszukują paliwa do swoich samochodów. Miejscowa ludność mówiła także, że rebeliantom zepsuły się dwa samochody i chcą je naprawić. To możliwe jest tylko u nas na misji, ponieważ posiadamy wiele narzędzi. Jednak z misji wszyscy uciekliśmy i nikogo tam nie zastaną.

Jaka pomoc jest teraz niezbędna?

- Rebelianci czują się bezkarni, ponieważ nasza wioska nie jest objęta żadną wojskową ochroną. Dlatego ponawiam apel o przybycie tu, na miejsce wojska, chociażby jednego patrolu.

Wystarczyłoby, żeby przejechał samochód z wojskiem, a najeźdźcy uciekliby. Rebelianci boją się wojska.

Z drugiej strony proszę o modlitwę. Ona też jest nam bardzo potrzebna, żeby mieć siłę do tego życia w nieustannym strachu. Rozpoczął się trzeci tydzień jak praktycznie codziennie musimy się ukrywać.

Wczoraj polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało obywateli RP do opuszczenia Republiki Środkowoafrykańskiej...

- Ewakuacja nie jest rozwiązaniem. Ratując siebie, pozostawiamy tutaj rzesze osób, które liczą na naszą pomoc. W całej tej sytuacji oni nie zapominają o nas. Troszczą się o swych misjonarzy, m.in. prowadząc znanymi im drogami w bezpieczniejsze miejsce. Uciekamy z naszymi podopiecznymi. Wśród nas są dzieci, osoby starsze, schorowane, niepełnosprawne. Oni wiedzą, że w tej trudnej sytuacji pomoc otrzymają od nas. Nie możemy ich zawieść.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl