logo
logo

Zdjęcie: Ivan Bandura/CC BY 2.0/ Flickr

Krym narzędziem w rękach Rosji

Czwartek, 27 lutego 2014 (10:35)

Z dr. Konradem Zasztowtem, analitykiem w Polskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Powołany dziś rząd i premier Ukrainy będą w stanie zapewnić pewną stabilność u naszego wschodniego sąsiada?

Tymczasową stabilność w Kijowie na pewno tak. Pojawia się jednak pytanie, czy rząd ten będzie w stanie zapewnić tę kontrolę nad wschodnimi regionami Ukrainy, a zwłaszcza nad Krymem. Arsenij Jaceniuk wydaje się dobrą kandydaturą. To doświadczony polityk, minister gospodarki i szef kancelarii prezydenckiej w czasie prezydentury Juszczenki, wprawdzie pozbawiony jest charyzmy Tymoszenko czy Kliczki, ale posiada wizerunek skutecznego technokraty. Nie jest on też postacią kontrowersyjną. Choć od dwóch lat stoi na czele stworzonej przez Tymoszenko Batkiwszczyny, wcześniej był liderem centrowo-liberalnej partii Front Zmian. Również za czasów Janukowycza spekulowano na temat premierostwa Jaceniuka. Polityk pozostał jednak w opozycji. Na Majdanie odegrał rolę jednego z trzech politycznych „tenorów” obok Olecha Tiahnyboka i Witalija Kliczki.

Jaką rolę odegra Julia Tymoszenko, która nie stanęła na czele tymczasowych władz?

– Deklaracja byłej premier Ukrainy mówiąca o tym, że nie stanie na czele tymczasowych władz, była jednoznacznym przekazem. Tymoszenko ma większe ambicje polityczne i chce sięgnąć po prezydencki fotel. Startując w wyborach prezydenckich, co jest bardzo realne, wydaje się bezkonkurencyjna. Oczywiście także Witalij Kliczko, założyciel partii politycznej Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform (UDAR), który stał na Majdanie w czasie walki z Janukowyczem, jest bardzo popularnym politykiem. Jednak w zderzeniu z Tymoszenko może przegrać. Była premier Ukrainy zapewne skuteczniej potrafiła porwać Ukraińców swoimi płomiennymi przemówieniami. Poza tym na pewno Tymoszenko będzie zarzucać Kliczce, że próbował dogadywać się z Janukowyczem. W tej chwili stanowisko wielu ludzi na Ukrainie jest bezkompromisowe. Uważa się, że w ogóle nie należało negocjować z obalonym prezydentem. Uważany jest on za zbrodniarza winnego śmierci dziesiątek osób. Takie radykalne i maksymalistyczne stanowisko oznacza brak akceptacji dla działań Kliczki, Arsenija Jaceniuka i Oleha Tiahnyboka, którzy jako politycy starali się wynegocjować wariant pozwalający na realizację postulatów Majdanu i zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. Jednak Tymoszenko może teraz tych polityków populistycznie krytykować za zbytnią ustępliwość wobec Janukowycza.

Podpisane w ubiegły piątek porozumienie dawno jest już nieaktualne. W jakim więc kierunku zmierza Ukraina?

– Autonomiczna Republika Krymu jest jedyną autonomiczną jednostką na Ukrainie. Kraj ten jest unitarnym państwem za wyjątkiem Krymu. Dlatego tam istnieje największe ryzyko separatyzmu. Analizując pod tym względem inne ukraińskie regiony, to ryzyko ich odłączenia jest znacznie mniejsze. Jedno jest jasne – Wiktor Janukowycz przestał być stroną w tym konflikcie i nie ma ryzyka jego powrotu.

Na Krymie nie ustają protesty zarówno zwolenników, jak i przeciwników odłączenia go od Ukrainy. Zajęto budynki parlamentu i rządu Autonomicznej Republiki Krymu. Komu zależy na zaostrzaniu konfliktu w tym regionie?

– Na zaostrzeniu sytuacji na Krymie zależy przede wszystkim Federacji Rosyjskiej, która traktuje konflikty na obszarze państw należących niegdyś do Związku Sowieckiego jako narzędzie wpływu na te kraje. W kilku państwach byłego ZSRS mamy do czynienia z „zamrożonymi” konfliktami, m.in. w Gruzji (Abchazja i Osetia Południowa), w Górskim Karabachu czy Naddniestrzu w Mołdawii. Dotychczas Krym nie był zaliczany do „zamrożonych” konfliktów, lecz mówiło się o nim, że w każdej chwili może dojść tam do zaostrzenia sytuacji. Po rewolucyjnej zmianie rządu w Kijowie powstaje na Ukrainie władza proeuropejska, prozachodnia, to Kreml może podsycać separatyzm na Krymie. Nastroje antyukraińskie w tej części Ukrainy były tam od zawsze. Społeczeństwo Krymu ma dość niejasne pojęcie o tym, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach w Kijowie. Oni postrzegają nowe władze jako polityków reprezentujących jedynie zachodnich Ukraińców. Mieszkańcy Krymu uważają, że te nowe władze są także przedstawicielami tradycji banderowskich, które odwołują się do niepodległościowych ruchów ukraińskich z czasów drugiej wojny światowej.

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin polecił Ministerstwu Obrony FR sprawdzenie gotowości bojowej sił zachodniego i centralnego okręgu wojskowego, a także niektórych rodzajów wojsk. Jest to próba wywarcia presji na zachodnią opinię publiczną i Ukraińców. Realna jest zbrojna interwencja Rosji na Krymie?

– Decyzja ta nie jest zaskakująca. Mogliśmy spodziewać się, że prezydent Putin będzie próbował naciskać na nowe władze ukraińskie. Te z kolei muszą liczyć się z zachowaniem Rosji. Kwestia integralności terytorialnej jest bardzo istotna. Jeśli doszłoby do odłączenia Krymu na Ukrainie, wówczas ten nowy rząd będzie obciążony za to odpowiedzialnością. To w konsekwencji może doprowadzić do radykalnego spadku popularności tych władz.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

Aktualizacja 19 marca 2014 (14:42)

NaszDziennik.pl