logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ukraiński pat

Czwartek, 13 marca 2014 (02:00)

Ukraina nie chce interweniować militarnie na Krymie.

Kijów zamierza się skupić na obronie wschodniej granicy, przy której wciąż koncentrują się rosyjskie wojska. – Ukraińska armia nie będzie interweniowała na Krymie, by zapobiec aneksji półwyspu przez Rosję – zapowiedział pełniący obowiązki prezydent Ukrainy Ołeksandr Turczynow.

Szef państwa podkreślił, że armia nie zaangażuje się na Krymie, bo chce skoncentrować swój potencjał na obronie wschodniej granicy. Turczynow wyraził ubolewanie, że Rosja odmawia wszelkich kontaktów z władzami Ukrainy w celu dyplomatycznego rozwiązania konfliktu.

Ta niechęć ma związek ze stale rosnącą liczbą jednostek wojskowych, jakie po swojej stronie granicy gromadzi Federacja Rosyjska. –Rosyjska armia wciąż koncentruje się na wschodniej granicy Ukrainy, a liczba jej żołnierzy wzrasta – oświadczył wicepremier Witalij Jarema. –Rosyjskie wojska nadal znajdują się wzdłuż wschodniej granicy Ukrainy i stale zwiększają swą liczebność. Siły zbrojne Ukrainy są postawione w stan gotowości bojowej – dodał.

Jarema zapewnia, że ukraińscy wojskowi nie ulegają rosyjskim prowokacjom, normalnie wypełniają zadania. – Żadna z prowokacji nie spotkała się z odpowiedzią. Kiedy nasi przeciwnicy zobaczyli, że ich plany nie są realizowane, zaczęli angażować najemników i agitatorów, by ci rozpalali sytuację od wewnątrz – zaznaczył Jarema, mówiąc o prorosyjskich demonstracjach we wschodnich i południowych regionach Ukrainy.

Tymczasem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu rosyjskiej wojskowej grupy zwiadowczej, która przedostała się z Krymu do sąsiadującego z nim obwodu chersońskiego na południu kraju. SBU podała, że zwiadowcy szczególnie interesowali się 3. Dywizjonem Rakietowym i 208. Brygadą Rakietową w mieście Kachowka.

Nie damy się sprowokować

Z kolei minister obrony Ihor Teniuch wyraził opinię, że duża rotacja wojsk rosyjskich na Krymie wywołana jest obawą przed zbytnim zbliżeniem żołnierzy Federacji Rosyjskiej z miejscową ludnością. – Rotacja trwa. Oddziały specjalne wymieniane są na bataliony wojsk zmechanizowanych – powiedział w trakcie posiedzenia Rady Ministrów w Kijowie. Teniuch przekazał też informację, że Rosjanie przywożą na Krym żołnierzy z oddziałów specjalnych stacjonujących w Czeczenii. Kijów szacuje, że Rosja ma teraz na Krymie prawie 19 tys. wojskowych, 11,4 tys. to żołnierze Floty Czarnomorskiej, pozostali służą w jednostkach stacjonujących na stałe na terytorium Federacji.

Jako rosyjską prowokację władze w Kijowie oceniły także ostatnie wystąpienie byłego prezydenta Ukrainy, który za pośrednictwem rosyjskiej telewizji apelował z Rostowa nad Donem, by armia nie wykonywała rozkazów nowych zwierzchników. Zdaniem Prokuratury Generalnej Ukrainy, wystąpienie Wiktora Janukowycza miało na celu rozpalenie w kraju konfliktów na tle etnicznym. Prokuratura uznała, że Janukowycz wspiera nastroje separatystyczne w południowo-wschodnich regionach Ukrainy i podważa działalność legalnych władz państwowych.

Janukowycz, pozbawiony fotela prezydenta przez parlament 22 lutego, jest ścigany listem gończym. Zarzuca się mu nadużycie władzy i odpowiedzialność za śmierć ludzi podczas trwających od listopada ubiegłego roku do lutego 2014 r. protestów. W swoim ostatnim wystąpieniu Janukowycz nie tylko powtórzył po raz kolejny, że uważa się za prawowitego prezydenta kraju, ale stwierdził, że nadal pozostaje zwierzchnikiem ukraińskich sił zbrojnych. Wyraził przekonanie, że oficerowie armii ukraińskiej nie będą wykonywać „przestępczych rozkazów” obecnej ekipy rządzącej.

Komu sąd, komu laury?

Ukraińscy śledczy ścigają jednak nie tylko samego Janukowycza, ale i jego bliskich współpracowników. Wobec Mychajły Dobkina, byłego gubernatora obwodu charkowskiego, sąd rejonowy w Kijowie zadecydował o zastosowaniu aresztu domowego. Prokuratura zarzuca mu dążenie do zmiany granic państwowych. Sąd zakazał mu opuszczania Kijowa oraz wychodzenia z mieszkania między godz. 14.00 a 9.00 rano. Sam Dobkin śledztwo w tej sprawie uznał za polityczne. Ale zapowiedział, że nie zrezygnuje z planów startu w wyznaczonych na maj wyborach prezydenckich.

We wtorek gotowość wniesienia kaucji i osobistego poręczenia za Dobkina wyraził znany ukraiński biznesmen Rinat Achmetow. W jego ocenie, zatrzymanie Dobkina może zaognić sytuację na południu i wschodzie Ukrainy. Jak wyjaśnił, kiedy władza aresztuje jednego z liderów wschodu, to nie uspokaja sytuacji w regionie, ale jeszcze bardziej ją zaognia.

Pozwami sądowymi straszy też Rosja. Sąd rejonowy w Moskwie wydał wczoraj zaocznie nakaz aresztowania Dmytra Jarosza, lidera ukraińskiego Prawego Sektora.

O zastosowanie wobec Jarosza takiego środka zapobiegawczego wystąpił Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej, który wszczął przeciwko niemu śledztwo, oskarżając go o publiczne nawoływanie sił antyrosyjskich do ekstremistycznych akcji i terroru na terytorium Rosji. Wcześniej Komitet Śledczy FR wysłał za Jaroszem międzynarodowy list gończy. Prokuratura Generalna Ukrainy oświadczyła już, że nie widzi podstaw do zatrzymania i wydania ukraińskiego obywatela obcemu państwu. Jarosz uważany jest za potencjalnego kandydata na prezydenta Ukrainy podczas wyborów zaplanowanych na 25 maja.

W związku z napiętą sytuacją na Ukrainie dwa natowskie samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia systemu AWACS prowadzą zadania rozpoznawcze nad Polską i Rumunią. Jak poinformował rzecznik NATO Jay Janzen, maszyny nie opuszczą przestrzeni powietrznej państw NATO, by nie naruszyć przestrzeni powietrznej Ukrainy lub Rosji. Samoloty mogą obserwować obszar o powierzchni ponad 300 tys. km kwadratowych.

Rada Północnoatlantycka zdecydowała o wykorzystaniu AWACS- -ów nad Polską i Rumunią w związku ze staraniami Sojuszu dotyczącymi monitorowania kryzysu na Ukrainie. W ubiegłym tygodniu NATO potępiło rosyjską interwencję na Krymie i wezwało Rosję do wycofania wojsk do baz. Sekretarz generalny Sojuszu Anders Fogh Rasmussen ogłosił pełną rewizję współpracy NATO z Rosją na poziomie cywilnym i wojskowym.

Łukasz Sianożęcki

Aktualizacja 2 kwietnia 2014 (13:30)

Nasz Dziennik