logo
logo

Zdjęcie: IDuke/CC BY-SA 2.5/ Wikipedia

Kłamstwa w sprawie Dziekańskiego

Piątek, 14 marca 2014 (16:14)

Jeden z policjantów sądzonych w sprawie Roberta Dziekańskiego, który zmarł siedem lat temu na lotnisku w Vancouver po użyciu paralizatorów przez policję, usłyszy zarzut składania fałszywych zeznań.

Był to drugi z czterech przesłuchiwanych w tej sprawie funkcjonariuszy. O postawieniu mu zarzutu składania fałszywych zeznań postanowił Sąd Najwyższy prowincji Kolumbia Brytyjska, chociaż pierwszy z sądzonych policjantów, któremu stawiano ten sam zarzut, został uniewinniony w lipcu ub.r. Zarzut ten – jak wyjaśniały kanadyjskie media – dotyczy konkretnie tego, że podczas zeznań przed komisją sędziego Thomasa Braidwooda, która pracowała na zlecenie rządu Kolumbii Brytyjskiej, Kwesi Millington, czyli właśnie drugi z czterech policjantów uczestniczących w zajściu w Vancouver, zeznał, iż nigdy nie rozmawiał o wydarzeniach na lotnisku ze swoimi kolegami przed rozmową z oficerami prowadzącymi dochodzenie.

Adwokat Millingtona mówił, że zarzut działania w zmowie czterech policjantów został już w ub.r. oddalony przez sąd podczas procesu policjanta Billa Bentleya. Wówczas sędzia Sądu Najwyższego Kolumbii Brytyjskiej uznał, że prokurator przedstawił zarzuty „oparte w dużej części na dowodach wynikających z okoliczności”, jednak nie udowodnił, że Bentley działał w zmowie z pozostałymi policjantami w celu świadomego składania fałszywych zeznań. Prokuratura odwołała się od tego wyroku. Jednak obecnie prokurator argumentował, że w sprawie Millingtona dowody są inne niż w przypadku uniewinnionego w ub.r. policjanta – i sąd zgodził się z tym argumentem. Dalszy ciąg procesu nastąpi 31 października.

Media nie podawały, jakie to mogą być dowody. Jednak miesiąc temu telewizja CBC informowała o nowym świadku – znajomej kuzyna Bentleya, która zgłosiła się do prokuratora z informacją, że wszyscy czterej policjanci spotkali się u niej w domu przed złożeniem zeznań w sprawie przebiegu wypadków na lotnisku.

14 października 2007 r. Dziekański zmarł po tym, gdy na lotnisku w Vancouver funkcjonariusze RCMP – Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej – użyli paralizatorów, żeby go obezwładnić. Jak wynikało z nagrania wykonanego przez jednego z podróżnych na lotnisku, przedstawionego także w czasie procesu uniewinnionego już Bentleya, Dziekański zachowywał się dość gwałtownie po długim locie i dziesięciogodzinnym oczekiwaniu, kiedy nikt go nie skierował do właściwej części lotniska, jednak w niczym nie zagrażał policjantom. Procesy pozostałych dwóch policjantów są zaplanowane również na ten rok.

ŁS, PAP

NaszDziennik.pl