logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zabór ukraińskiej floty

Czwartek, 27 marca 2014 (02:00)

Rosja chce, by ukraińscy żołnierze jak najszybciej opuścili Krym.

Jak wynika z informacji przedstawionych przez ministerstwo obrony Ukrainy, kwestia wyjazdu żołnierzy ukraińskich z Krymu nie jest jeszcze uzgodniona. „Rozmowy jeszcze trwają, nie ma ostatecznych ustaleń” – głosi komunikat resortu.

Tymczasem według szefa rosyjskiego Sztabu Generalnego gen. Walerija Gierasimowa, ewakuacja ukraińskich wojskowych i ich rodzin z Krymu już się rozpoczęła, a władze w Kijowie wyraziły na to zgodę. Jednocześnie Gierasimow oświadczył, że ukraińscy wojskowi opuszczą zaanektowany przez Rosję półwysep koleją, bez broni. W tym celu od 26 marca w głównych węzłach kolejowych – Sewastopolu, Symferopolu, Eupatorii, Teodozji i Kerczu – będą podstawiane wagony pasażerskie z kuszetkami, które następnie będą doczepiane do pociągów jadących na Ukrainę – cytują agencje Gierasimowa.

Według rosyjskiego generała, wszyscy wojskowi, którzy wyrazili chęć kontynuowania służby w siłach zbrojnych Ukrainy, zdali broń i opuścili teren jednostek wojskowych, obecnie przygotowują się do wyjazdu na Ukrainę. – W Sewastopolu otwarto dla nich tymczasowy punkt rejestracji. Według stanu z 25 marca zarejestrowało się w nim około 1,5 tys. wojskowych – przekazał Gierasimow. Według niego, po przekroczeniu granicy wojskowi z Krymu udadzą się do punktu zbiórki w jednostce wojskowej w miejscowości Nowoalek- siejewka, gdzie otrzymają skierowania do nowych miejsc służby.

Nie składamy broni

Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk zadeklarował, że przeciwko ewentualnej rosyjskiej interwencji wojskowej na południowym wschodzie państwa zostaną użyte wszelkie środki obronne. – Będziemy walczyć – powiedział Jaceniuk, dodając, iż jest to także obowiązek obywatelski. Wskazał jednocześnie na konieczność wsparcia wysiłków obronnych Ukrainy przez inne państwa. – Potrzebujemy pomocy technicznej i wojskowej, by odnowić ukraińskie siły zbrojne, unowocześnić je i uczynić je gotowymi nie tylko do walki, ale także do zwyciężania – zaznaczył premier.

Według doniesień mediów, USA odmówiły militarnego wsparcia Kijowowi, by nie powodować dodatkowego wzrostu napięcia w stosunkach z Rosją. Także Jaceniuk wykluczył, by dążył do konfliktu zbrojnego. – Jest całkowicie jasne, że nikt na świecie nie chce trzeciej wojny światowej – powiedział. Jednakże – jak dodał – w jego ocenie zamiary Rosji są jednoznaczne – Władimir Putin chce odtworzyć Związek Sowiecki i stać się carem nowego rodzaju ZSRS w wersji 2.0 – stwierdził Jaceniuk.

W związku z tym p.o. prezydent Ukrainy Oleksandr Turczynow uznał za usprawiedliwione kopanie rowów przeciwczołgowych na granicy z Rosją. Powstają one w obwodzie chersońskim, przy wjeździe na półwysep. – Bronimy dziś kraju i jego granic, w tym również z pomocą rowów przeciwczołgowych. Nie widzę w tym żadnego problemu dla ludzi, którzy myślą o obronie ojczyzny – oświadczył Turczynow. Polityk przypomniał, że po rosyjskiej stronie granic Ukrainy Rosjanie skoncentrowali duże siły wojskowe wraz z pojazdami pancernymi.

Aktywność wojsk rosyjskich na terenach graniczących z Ukrainą potwierdza Państwowa Służba Graniczna w Kijowie. W ciągu ostatniej doby miało dojść do kilkunastu przypadków naruszenia ukraińskiej przestrzeni powietrznej.

Wczoraj Turczynow zwolnił swego stałego przedstawiciela na Krymie Serhija Kunicyna, który wcześniej sam podał się do dymisji w proteście przeciwko bezczynności ukraińskich władz wobec rosyjskiej okupacji półwyspu. Turczynow wydał dekret, w którym jako przyczynę zwolnienia podano „nienależyte wykonywanie obowiązków służbowych”. Kunicyn, były premier Autonomicznej Republiki Krymu, a obecnie deputowany partii UDAR Witalija Kliczki uważa, że władze Ukrainy dysponują instrumentami, dzięki którym mogłyby wpływać na sytuację na Krymie oraz wspierać znajdujących się tam ukraińskich żołnierzy, jednakże tego w ogóle nie robią.

„Czerkasy” wzięty

O bierności sił ukraińskich na Krymie świadczy także zajęcie ostatniego już okrętu wojennego pływającego pod niebiesko-żółtą banderą. We wtorek po zaledwie dwóch godzinach szturmu rosyjscy żołnierze przejęli kontrolę nad trałowcem „Czerkasy”. Jednostka ta wraz z innymi ukraińskimi okrętami była zablokowana na jeziorze Donuzław na zachodzie Krymu. W wąskim przesmyku, który prowadzi z jeziora na Morze Czarne, Rosjanie zatopili stare statki. Trałowiec kilka razy próbował pokonać blokadę i raz prawie mu się to udało, jednak gdy przepływał między wrakami, rosyjski kuter zepchnął go na mieliznę. Atak rozpoczął się w godzinach wieczornych, gdy nad ukraińską jednostką pojawiły się dwa rosyjskie helikoptery Mi-35. Trałowiec „Czerkasy” otoczyły także trzy szybkie łodzie z uzbrojonymi ludźmi na pokładzie. Dotychczas unikał szturmu, przemieszczając się po wodach Donuzławu i manewrując między łodziami przeciwnika. Wcześniej w ręce Rosjan przeszedł duży okręt desantowy „Kostiantyn Olszański”. Podniesiono na nim banderę Federacji Rosyjskiej. Stacjonująca na Krymie Flota Czarnomorska zajęła też na Donuzławie okręt „Sławutycz”.

Marynarce wojennej Ukrainy pozostało tylko dziesięć okrętów na Krymie. W ostatnich tygodniach Rosjanie przejęli aż 51 jednostek pływających dotychczas pod ukraińską banderą.

Monitoring OBWE

Na Ukrainie rozpoczęła oficjalnie działalność misja monitorująca Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która będzie obserwowała sytuację w zakresie przestrzegania praw mniejszości oraz bezpieczeństwa tego kraju. Do Kijowa przybyło już 40 przedstawicieli, którzy przechodzą obecnie szkolenia przed wyjazdem w teren. Misja wysłała także zespoły przygotowawcze, które założą jej bazy w Charkowie, Odessie, Dniepropietrowsku i Doniecku. Rezultatem prac misji ma być raport, który stanie się źródłem informacji o Ukrainie dla państw OBWE. Na razie misja ma mandat do działania w dziesięciu miastach na terytorium Ukrainy prócz zajętego przez Rosję Krymu. Ma ona trwać pół roku, a na początku w jej skład wejdzie 100 cywilnych obserwatorów. Początkowo przeciwko misji występowała Rosja, jednak ostatecznie wyraziła na nią zgodę. Kreml może jednak nie dopuścić do wjazdu przedstawicieli OBWE na Krym, gdyż – jak podano w komunikacie – „misja odzwierciedla nowe realia polityczno-prawne, ale nie odnosi się do Krymu i Sewastopola, które stały się częścią Rosji”.

Łukasz Sianożęcki

Aktualizacja 16 kwietnia 2014 (11:15)

Nasz Dziennik