Autobus, którym poruszała się misja OBWE, został zatrzymany przy wjeździe do Słowiańska od strony Kramatorska w piątek około południa. Członkowie misji zostali skierowani do zajętego przez prorosyjskich separatystów budynku Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i wciąż są tam przetrzymywani.
Według SBU, zatrzymani są zakładnikami, których separatyści będą chcieli wykorzystać jako żywe tarcze. Przedstawiciele samozwańczych władz Słowiańska i Donbasu twierdzą, że chcieliby wymienić przetrzymywanych na własnych bojowników, których aresztowały władze Ukrainy. Pytany o wymianę Ponomariow, samozwańczy mer Słowiańska, powiedział dziennikarzom: – Kijowska junta ma naszych ludzi i towarzyszy, więc, jeśli będzie możliwość, jesteśmy gotowi do wymiany – powiedział samozwańczy mer Słowiańska Wiaczesław Ponomariow.
SBU twierdzi, że członkowie misji są źle traktowani. „Oficjalni przedstawiciele OBWE przetrzymywani są w nieludzkich warunkach w pomieszczeniu piwnicznym sztabu terrorystów. Wśród zatrzymanych jest człowiek, któremu potrzebna jest natychmiastowa pomoc medyczna. Sztab operacji antyterrorystycznej gotów jest jej udzielić, jednak terroryści na to nie pozwalają” – napisano w oświadczeniu. Resort przypisuje zatrzymanie zagranicznych obserwatorów grupie kierowanej przez obywatela Rosji Iwana Striełkowa, którego podejrzewa też o porwanie i brutalny mord na miejscowym działaczu Batkiwszczyny Wołodimirze Rybaku. Ponomariow zapewnia jednak, że obserwatorzy są w dobrej kondycji, a jeden z oficerów, chory na cukrzycę, nie jest w złym stanie i ma lekarstwo.
Zatrzymano 13 osób. To trzech niemieckich oficerów, po jednym oficerze z Danii, Szwecji, Polski i Czech. Jest z nimi tłumacz (cywil, obywatel Niemiec) oraz pięciu wojskowych ukraińskich. Ponomariow, a za nim rosyjskie media, nie mają wątpliwości, że zatrzymani wojskowi to szpiedzy NATO (pomimo obecności Szweda). – Są to wojskowi przebywający na naszym terytorium bez naszego zezwolenia, to oczywiste, że są więźniami. Są to zawodowi wojskowi państw NATO oraz grupa ukraińskich wojskowych z pracownikiem sztabu generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy na czele. Zrozumiałe, że w misji cywilnej OBWE nie mogą znajdować się zawodowi żołnierze. Przypuszczamy, że są to zwykli szpiedzy, którzy działają na naszym terytorium – powiedział w sobotę. Wcześniej twierdził, że mają ze sobą niedozwolone „wybuchowe pociski i inną amunicję”.
Rosyjska telewizja LifeNews (ta sama, która w listopadzie ub.r. uczestniczyła w prowokacji pod polską ambasadą w Moskwie) pokazała część przedmiotów zabranych wojskowym. Są to dokumenty, dystynkcje wojskowe, a nawet symbole religijne i tzw. nieśmiertelniki (metalowe tabliczki z danymi, które żołnierze zakładają na szyję w celu umożliwienia identyfikacji na wypadek śmierci czy utraty przytomności). Podobno mieli także mapę okolic Słowiańska z zaznaczonymi posterunkami separatystów.
Grupa działała na podstawie układu o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa (Dokument Wiedeński z 1999). Został on przyjęty w ramach OBWE w związku z nową sytuacją wojskowo-polityczną w Europie po rozpadzie Układu Warszawskiego i wojnie w Jugosławii. W celu uniknięcia niepokoju i napięcia na skutek ruchów wojsk w sąsiednim kraju wprowadzono mechanizm wzajemnego powiadamiania o tego rodzaju działaniach (np. manewrach) oraz inspekcje i obserwacje weryfikujące pokojowy charakter prowadzonych operacji. Stronami dokumentu są m.in. Ukraina i Rosja.
Obecna misja przyjechała na zaproszenie rządu Ukrainy skierowane do władz niemieckich. W związku z tym to Niemcy zorganizowali i kierują grupą obserwatorów. Dowodzi nimi płk Axel Schneider. Polski przedstawiciel jest majorem (na prośbę MON i MSZ nie podajemy jego danych). Nie są więc oni wprost obserwatorami OBWE, chociaż misja jest częścią międzynarodowej współpracy w ramach tej organizacji.
Jednocześnie działa na Ukrainie wysłana po uzgodnieniach genewskich cywilna misja OBWE kierowana przez Turka Ertogrula Apakana, która również pracuje na wschodniej Ukrainie i była m.in. w Słowiańsku. Jej przedstawiciele udali się teraz do tego miasta, żeby negocjować uwolnienie zatrzymanych wojskowych.
Niemieckie ministerstwo spraw zagranicznych powołało sztab kryzysowy, rząd federalny oraz resorty obrony i dyplomacji na bieżąco podają informacje o sytuacji. Natychmiastowego uwolnienia zatrzymanych obserwatorów zażądali też ministrowie spraw zagranicznych Szwecji Carl Bildt oraz Czech Lubomír Zaorálek.
– Wykorzystujemy wszelkie środki, jakie mamy do dyspozycji, by wyjaśnić sytuację, w jakiej znaleźli się dzisiaj obserwatorzy OBWE w obwodzie donieckim oraz by zagwarantować kontynuowanie ich misji – oświadczyła rzecznik MSZ Niemiec. – Ważne jest to, byśmy wykorzystali teraz wszystkie kanały dyplomatyczne dla zapewnienia, że zespół ten zostanie bezzwłocznie uwolniony – powiedziała niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen.
Na tym tle polskie MON i MSZ okazały się niezwykle powściągliwe. Podobny komunikat potępiający porwanie, wzywający do uwolnienia zatrzymanych i zapewniający o działaniach na rzecz ich zwolnienia wydano dopiero w sobotę wieczorem, po tym jak wyjątkową bierność w tej sprawie skrytykowała opozycja. – Polski rząd do tej pory milczy i nic nie robi w tej sprawie – napisał w oświadczeniu prezes PiS Jarosław Kaczyński. Rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski tłumaczył, że dyplomacja i inne resorty podejmują odpowiednie działania, których dla dobra sprawy nie chce nagłaśniać. Minister Radosław Sikorski zarzucił Kaczyńskiemu polityczne wykorzystywanie sytuacji. Wiceminister Bogusław Wiland pisze o stałych konsultacjach na linii Warszawa – Wiedeń – Berno – Kijów – Berlin – Moskwa. Stolica Austrii jest siedzibą OBWE, a Szwajcaria sprawuje w nim rotacyjne przewodnictwo. Polska rola jest jednak wyraźnie drugoplanowa. – To Niemcy prowadzą negocjacje – przyznaje rzecznik MON Jacek Sońta.
Według pełniącego obowiązki prezydenta Ukrainy Ołeksandra Turczynowa, „porwanie nie byłoby możliwe bez przyzwolenia albo nawet bezpośredniej wskazówki Rosji”, a „uzbrojeni prorosyjscy terroryści działający we wschodnich regionach jego kraju są koordynowani i demonstracyjnie popierani przez Moskwę”. Także SBU twierdzi, iż sami terroryści przyznają, że uzgadniają swoje działania z Rosjanami.
Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier jeszcze w piątek rozmawiał telefonicznie na temat incydentu ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem. Niemiecki MSZ zwrócił się do Rosji o pomoc w uwolnieniu obserwatorów. Rosyjski ambasador przy OBWE Andriej Kielin, a następnie sam Ławrow obiecali, że pomogą. Powszechnie wiadomo, że siły separatystyczne we wschodniej Ukrainie są kierowane przez znajdujących się tam w mundurach bez oznaczeń żołnierzy rosyjskich, lecz Rosja wciąż temu zaprzecza i twierdzi, że nie ma wpływu na działania prorosyjskich bojowników ani działających w obwodzie donieckim i ługańskim samozwańczych władz „Ludowej Republiki Donbasu”. Także te władze oficjalnie uważają się za niezależne i od Kijowa, i od Moskwy. Stąd na przykład odrzuciły one uzgodnienia z Genewy. Wiaczesław Ponomariow powiedział, że rosyjskie władze nie kontaktowały się z nim w sprawie przedyskutowania uwolnienia obserwatorów.
W Słowiańsku poza obserwatorami został też zatrzymany dziennikarz ze Lwowa Jurij Lelawski, już 18. od początku kwietnia przedstawiciel mediów, którego aresztowano na terenie Donbasu.

