Właśnie odwiedził Ekscelencja sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Dlaczego Ksiądz Kardynał przybył do tego miejsca?
– Będąc w Krakowie, nie mogłem nie przybyć do sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Nabożeństwo do Pana Jezusa Miłosiernego jest bardzo praktykowane w samym Libanie. Mamy też całe grupy rodzin, które ofiarowują siebie Miłosierdziu Bożemu. W wielu parafiach jest już obraz Pana Jezusa Miłosiernego, a małe obrazki można kupić w wielu sklepach.To wszystko sprawia, że musiałem tu być.
Czym Boże Miłosierdzie jest dla ludzi Bliskiego Wschodu?
– Wiemy, że chrześcijanie na Bliskim Wschodzie są dziś prześladowani, w wielu krajach trwa wojna, więc oni bardzo potrzebują Bożego Miłosierdzia. Wojna rozpoczęła się w 1985 r. i do dziś się nie skończyła. Oni cierpią i potrzebują wyleczenia ran.
W liturgii Kościoła syro-antiocheńsko-maronickiego, którego jestem patriarchą, nie ma żadnego oficjum czy modlitwy, w której nie byłoby odwołania do Bożego Miłosierdzia. Ono jest obecne w każdej modlitwie i w całej naszej tradycji.
W okresie Wielkiego Postu we wszystkich kościołach przepowiada się Boże Miłosierdzie, nawiązując do sakramentu pojednania, prowadząc rekolekcje i mówiąc o konieczności otwarcia się na Boże Miłosierdzie.
Żyjemy w momencie, kiedy świat pokazał bestialskie, okrutne oblicze. Mamy wojnę poprzez politykę. To jest wojna, która zabija ludzi. Chrześcijanie, widząc te wszystkie problemy, mają świadomość, jak bardzo potrzeba Bożego Miłosierdzia wobec tego okrucieństwa, bestialstwa we wszystkich wymiarach. Z tego powodu wezwanie Ojca Świętego Franciszka do Roku Miłosierdzia zostało błyskawicznie podchwycone przez ludzi tam żyjących. Oni natychmiast to przyjęli, bo wiedzą, jak bardzo tego potrzebują.
Chcę zapytać Eminencję o sytuację, jaka teraz ma miejsce na Bliskim Wschodzie, o uchodźców, którzy zdążają do Europy...
– Według mnie, najważniejsze jest to, żeby się skończyła wojna w Iraku, w Syrii, w Jemenie. Dla mnie to niepojęte, że dyskutuje się o uchodźcach, o ich przyjęciu, a nie ma problemu, że ta wojna trwa. Tym się nikt nie zajmuje.
A jeżeli skończą się działania wojenne, wówczas ludzie będą mogli powrócić do swoich domów. Nie wolno wołać ich do Europy. Jeśli chcemy pomóc im humanitarnie, to skierujmy tę pomoc tam. To, co dzieje się teraz, to jest opróżnianie Bliskiego Wschodu z chrześcijan i z tych muzułmanów, którzy nie są islamistami. Jeżeli to zrobimy, to wyjadą chrześcijanie, a to spowoduje koniec chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie. Wyjadą muzułmanie ci bardziej umiarkowani i zostaną tam ekstremiści oraz terroryści.
Dlaczego pomoc powinna być udzielana na Bliskim Wschodzie?
– Można powiedzieć, że to są dwie wojny – w pierwszej już zniszczono wszystkie potęgi, a teraz jest druga, w której niszczy się społeczeństwo. Jeżeli oni tutaj przyjdą, będą zupełnie innej kultury. Oni mają problem z asymilacją. Szczególnie muzułmanie. W ten sposób Europa stworzy sobie niepotrzebnie nowe problemy. Jeśli chcemy naprawdę pomóc, nie być obojętnymi, to trzeba tę pomoc zorganizować tam, gdzie oni żyją. Stamtąd, np. z Libanu, oni wrócą do domu. Z Europy – nie.
Trzeba pamiętać o tym, że nikt nie może żyć pod bombami. Nikt nie może żyć w presji społecznej, socjalnej, rozwijać się czy zasypiać pod bombami. Nikt nie może wymagać od kogoś, żeby żył tam, gdzie się toczą wojny. I dlatego tu nie ma dyskusji z punktu widzenia ludzkiego i chrześcijańskiego. Tych ludzi trzeba przyjąć, trzeba im pomóc, aby wyleczyli swoje rany. I te fizyczne, i te duchowe. My w Libanie przyjęliśmy półtora miliona uchodźców. A Liban to jest dziesięć tysięcy metrów kwadratowych, a to jest mniej niż archidiecezja krakowska. I to nie jest takie proste, bo to są wysokie, bo ponad 3-tysięczne góry.
I jest jeszcze jedenproblem – jeśli oni zostaną wyrwani ze swojego środowiska, mogą być łatwo wykorzystani przez mafie, ale także przez terrorystów. To zrodzi problemy, z którymi nie wiadomo, czy będziemy umieli sobie poradzić.
I żeby nie było żadnych wątpliwości. Ja jestem za pomocą, proszę o nią, także dla muzułmanów. Ale nie tu! Tylko tam! W innym wypadku co my robimy? Niszczymy kulturę bycia razem ze sobą chrześcijan i muzułmanów. Oni chcą to kontynuować. Oni chcą pokazać, że jest możliwe i dziś to, co się udawało wcześniej. Bycie razem obok siebie. I oni chcą, żeby to trwało.

