logo
logo

Zdjęcie: Goku122/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Pielgrzymka do Polski

Sobota, 13 sierpnia 2016 (11:00)

Z ks. dr. Michałem Bajcarem, proboszczem parafii rzymskokatolickiej pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach k. Sambora na Ukrainie, sędzią Sądu Metropolitalnego Archidiecezji Lwowskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak licznie przybyli w tym roku wierni z Ukrainy na Wielki Odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny do Kalwarii Pacławskiej?

– To już 25. jubileuszowa Pielgrzymka Archidiecezji Lwowskiej do Kalwarii Pacławskiej. Tworzą ją dwie grupy: licząca ok. 150 osób Grupa Lwowska prowadzona przez ojców franciszkanów, której patronuje św. Franciszek, i Grupa z Mościsk, której patronuje św. Józef, gdzie idzie ok. 110 osób. Duchową pieczę nad pielgrzymami sprawują osoby konsekrowane. W naszej Grupie Lwowskiej razem z nami idzie biskup pomocniczy archidiecezji lwowskiej Leon Mały, jest także czterech kapłanów i siedem sióstr zakonnych, natomiast w Grupie Mościskiej idzie trzech kapłanów i dwie siostry zakonne.

Jakie intencje niosą pielgrzymi z Ukrainy do Matki Bożej Słuchającej?

– Różne są intencje, ale najważniejszą, która przyświeca wszystkim pątnikom, jest prośba o pokój na Ukrainie. Oczywiście intencje o umocnienie w wierze i odnalezienie drogi do Pana Boga w tym współczesnym bardzo skomplikowanym świecie przyświecają kapłanom poszczególnych parafii. Każdy z wiernych niesie też własne i swoich bliskich intencje o zdrowie, opiekę Maryi i Boże błogosławieństwo dla rodzin w codziennym życiu.

Sporą grupę stanowi młodzież. To chyba dobry znak...?

– Młodzież potrzebuje Boga, bo przed nimi całe życie. Kiedy tak wiele niebezpieczeństw czyha, zwłaszcza na młodych, modlitwa i zaufanie Bożej Opatrzności to podstawa. Stąd idą do Matki Bożej, aby Jej zawierzyć swoje życie. Niestety nie ma młodych mężczyzn, nie ma też chłopców, którzy w tym letnim okresie podejmują pracę zarobkową, bo życie na Ukrainie jest bardzo trudne, a niektórzy za chlebem wyjechali za granicę. Sytuacja w tym kraju jest bardzo trudna, wiąże się to m.in. z działaniami wojennymi na wschodzie Ukrainy, ale także z licznymi upokorzeniami spowodowanymi brakiem pracy, perspektyw życiowych oraz stabilności w rodzinach. I te problemy pielgrzymi niosą w sercach, chcąc złożyć je przed tronem Matki Bożej Kalwaryjskiej, ufając w Jej pośrednictwo przed Panem Bogiem.

Jak pielgrzymi z Ukrainy są przyjmowani w Polsce, w końcu w swojej Ojczyźnie, Ojczyźnie swoich przodków?

– Ludzie są dla nas bardzo serdeczni, mili, dobrzy. Kiedy słyszą, że jesteśmy ze Lwowa, to w ich głosie, spojrzeniu, czasem po łezce w oku widać sentyment do tego miasta, do tych terenów. Lwów ciągle jest w ich sercach i cieszą się, że stamtąd przychodzimy. Dla nich nie ma znaczenia, że wśród pątników są obok Polaków także Ukraińcy. Tak jest w Medyce, gdzie dzielą się z nami, czym tylko mogą, podejmują obiadem. Również w Przemyślu, gdzie dzisiaj rano w archikatedrze przemyskiej Mszę św. specjalnie dla nas odprawił metropolita przemyski ks. abp Adam Szal, co było dla nas bardzo miłe i budujące. Ks. abp Szal nas powitał i nam pobłogosławił na trud pielgrzymowania na Kalwarię. Co więcej, idzie z grupą przed nami. To dobre traktowanie nas tu, w Polsce, pozwala wielu ludziom zapomnieć choć na chwilę o codziennych problemach, a bardziej skoncentrować się na tym, co Boże. Polska dla tych ludzi jest można powiedzieć „ziemią obiecaną”.     

Jak zrodziła się idea pielgrzymowania wiernych z Ukrainy na Kalwarię Pacławską?

– Jeszcze przed wojną na Kalwarię chodzili wierni, którzy zamieszkiwali bliżej Przemyśla. Kiedy ZSRS się rozpadł i powstało państwo ukraińskie, wówczas księża pochodzący z diecezji przemyskiej a pracujący na Ukrainie postanowili odnowić tamte dawne, przedwojenne tradycje pielgrzymkowe. I oto w 1991 r., z chwilą odnowienia się struktur Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie i struktur archidiecezji lwowskiej ruch pielgrzymkowy odżył i tak rokrocznie wierni zmierzają na Kalwarię. W Pielgrzymce Archidiecezji Lwowskiej do Kalwarii Pacławskiej dziś idą głównie Polacy. Między sobą mówimy, że jest to pielgrzymka Polaków do Polski. Choć w Grupie Lwowskiej idzie też wielu Ukraińców.

Kalwaria Pacławska to – jak Ksiądz wspomniał – pielgrzymka głównie Polaków do Polski, a jakie miejsca kultu Maryjnego nawiedzają wierni na Ukrainie?

– W archidiecezji lwowskiej od mniej więcej 9 lat wierni, głównie Ukraińcy, pielgrzymują do znajdującego się pod pieczą ojców franciszkanów w Bołszowcach sanktuarium Matki Bożej Bołszowieckiej. Czcią wiernych ukraińskojęzycznych cieszy się także narodowe rzymskokatolickie sanktuarium Ukrainy sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Berdyczowie w diecezji kijowsko-żytomierskiej.

Co skłania wiernych do pielgrzymowania do Kalwarii Pacławskiej?

– Przede wszystkim tym, co przyciąga ludzi w Kalwarii Pacławskiej, jest cudowny obraz Matki Bożej i specyfika tego miejsca, tak pięknie położonego na wzgórzu wśród lasów i pól. Ludzie na Ukrainie – tak jak już wspomniałem – przeżywają różne trudności, brak stabilizacji w różnych obszarach i to wszystko chcą przedstawić Matce Bożej na kalwaryjskim wzgórzu. Kiedy się z tymi ludźmi rozmawia, to przebija przez nich głęboka wiara, że zostaną wysłuchani. Ludzie są niespokojni, bo niespokojny jest czas i dlatego chcą sobie niejako zaskarbić Matczyną opiekę Maryi na tej niełatwej życiowej drodze.

Jakie są największe problemy, z jakimi borykają się w tej chwili ludzie na zachodniej Ukrainie?

– Na zachodniej Ukrainie nas jeszcze ratuje Polska. Większość ludzi zamieszkująca na terenach przygranicznych żyje dzięki tej bliskości z Polską. Jest to widoczne zwłaszcza w rodzinach, w domach, w parafiach. Ci ludzie, głównie Polacy, ale też Ukraińcy kierują swą myśl ku Polsce, bo stąd płynie coś, co stanowi ich finansowe zaplecze, ale także tu, w Polsce, widzą wzór do naśladowania. Na tych terenach panuje względny spokój, natomiast im dalej w głąb Ukrainy, tym bardziej widoczny jest brak perspektyw, doskwiera brak pracy, pewności jutra. Tam ludzie muszą walczyć, czasem zdobywać pożywienie, nie mówiąc już o innych dobrach, o których mogą tylko pomarzyć. Kto ma choć trochę pieniędzy, stara się w pośpiechu budować czy remontować swoje domy. Ludzie chcą dobrze ulokować swoje oszczędności.

Proszę powiedzieć, jaka jest sytuacja Polaków na Ukrainie związana z wydarzeniami na wschodzie tego kraju i działaniami ze strony Rosji?

– Sytuacja Polaków żyjących na Ukrainie jest trudna. Ukraina nie dba o Polaków, zresztą Ukraina nie dba też o swoich obywateli. To kraj, który się nie zrealizował i trudno oczekiwać, że się zrealizuje. Powodem jest brak elementów krystalizujących, budujących państwo i państwowość. Niestety obserwujemy powolny rozkład Ukrainy, temu rozkładowi podlega także człowiek. Ludzie są na bakier z etyką i moralnością. Spada też poziom religijności, duchowości nawet wśród wiernych praktykujących. Z perspektywy Ukraińców Polakom żyjącym w tym kraju powodzi się lepiej, bo Polska Polakom pomaga. Zapominają tylko, że Polska im również pomaga, tylko Ukraińcy nie umieją, a często wręcz nie chcą tego docenić.

Jak przyjęto na Ukrainie uchwałę Sejmu RP uznającą zbrodnie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dokonane przez OUN-UPA za ludobójstwo?

– Ci, którzy nie znają historii, to uważają uchwałę polskiego Sejmu za cios wymierzony w Ukrainę. Ukraińcy w zasadzie nie mają żadnej alternatywy, bo jeśli zwrócą się na wschód, ku Rosji, to ta ich pochłonie, tak jak to już było wcześniej. Ci, którzy znają historię i śledzą wieści, jakie napływają z Werchownej Rady Ukrainy, mogą zauważyć, że relacje Ukrainy z Polską uległy ochłodzeniu. Zresztą da się to również odczuć w relacjach między duchowieństwem greckokatolickim a rzymskokatolickim, choć oczywiście jest to kwestia indywidualna i w dużej mierze zależy od poszczególnych duchownych – czyli od człowieka i jego nastawienia do bliźniego.

W jakim kierunku zmierza dziś Ukraina?   

– Przyrównałbym to do wiru na rzece i Ukraina kręci się jeszcze w tym wirze, na razie utrzymuje się na powierzchni i jest widoczna, ale tylko kwestią czasu jest, jak ten wir ją wciągnie i pójdzie na dno. Nawet sami Ukraińcy, z którym się spotykam, których znam, podkreślają, że niestety nie udało się stworzyć państwa i chyba go nie będzie. Szkoda, bo ono na razie jest i mogłoby być, ale nie ma go kto podnieść z upadku, w którym coraz bardziej się pogrąża. Tam nie widać dynamiki, za to wszechobecna jest stagnacja, która prowadzi do wewnętrznego rozkładu. I tak jak powiedziałem wcześniej – widać to po ludziach, zwłaszcza ludziach młodych, którzy masowo wyjeżdżają na zachód Europy, bo nie wierzą, że cokolwiek się zmieni na lepsze w ich kraju.

Co sprawia, że część Ukraińców, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, skłania się do idei banderowskiej. Czy powodem jest brak idei, brak mocnych podstaw moralnych, etycznych…?

– To ich gubi. Nie szukają innych wartości, mają tylko tę jedną ideę Stepana Bandery. Nie znając też historii, popadają w uzależnienie się od tej ideologii. Może i chcieliby zrobić coś dobrego, ale to niemożliwe, skoro chwytają się za zło i brną w grzech, być może sami do końca nie zdając sobie sprawy, że to jest zło, a nawet jeśli ktoś próbuje im na to zwrócić uwagę – w dobrej wierze, żeby spróbowali sięgnąć do źródeł, do historii i poznać prawdę, która wyzwala i która mogłaby ich samych oczyści, to niestety jest to poczytywane za złą monetę.

Wspomniał Ksiądz wcześniej o kapłanach, jaka jest ich rola, aby scalić to, co się sypie w podstawach, i nakierować tych ludzi na poznanie prawdy, dobra i na tej prawdzie budować?

– Niestety, ale wielu kapłanów nie chce dotykać tych problemów. Młodzi księża tego tematu nie podejmują, bo często sami nie znają historii, wielu też się pogubiło w tym wszystkim, a ci, którzy znają się na rzeczy, to niestety nie mają siły przebicia. Zgodnie z duchem poprawności politycznej wielu księży uważa, że lepiej będzie tych drażliwych tematów nie podejmować, dla tzw. świętego spokoju.

Czego życzyć pielgrzymom z Ukrainy, którzy przybywają do Matki Bożej Kalwaryjskiej?

– Przede wszystkim, aby był to czas modlitwy i skupienia. Żeby na Kalwarii zaczerpnęli wiary, nadziei i sił, co po powrocie na Ukrainę pozwoli znosić trudy niełatwej codzienności.

Życząc tego, dziękuję Księdzu za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl