logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Bądźcie wierni

Środa, 6 lutego 2019 (03:54)

Rozmowa z ks. Samim Hallakiem SJ, dyrektorem Jesuit Refugee Service, jezuickiej organizacji służącej ofiarom wojny w Aleppo w Syrii

Bitwa o Aleppo się skończyła, ale pozostała ciężka powojenna rzeczywistość. Jak ona wygląda oczami duszpasterza posługującego w tym zrujnowanym mieście?

– To prawda, że w Aleppo walki się skończyły. One jeszcze trwają w niektórych regionach Syrii, jednak zapanował względny spokój. W samym Aleppo ludzie, widząc zniszczenia, zastanawiają się, jak mają dalej żyć. Oni chcieliby odbudować swoje miasto i wrócić do normalności. To się nie dzieje z dnia na dzień, przed nami jest jeszcze dużo pracy.

Zazwyczaj, gdy powie się komuś, że wojna się skończyła, to on od razu myśli, że wszystko już wróciło do normalności i że jest tak, jak było wcześniej. To oczywiście nie jest prawda. Dla nas jest to taka sytuacja, jakby się skończył pożar, a my pozostaliśmy ze spalonym domem.

Przez wiele lat prowadził Ksiądz kuchnię polową, która wydała tysiące obiadów potrzebującym. Czym dziś zajmuje się Ksiądz w Aleppo?

– Jak wszyscy w Aleppo zajmuję się odbudową życia w naszym mieście. To należy rozumieć na dwa sposoby. Po pierwsze, jest to odbudowa budynków, domów i potrzebnej do funkcjonowania aglomeracji infrastruktury. Po drugie – co jest znacznie trudniejsze – to odbudowa człowieka. My, kapłani, skupiamy się na tym drugim.

W czasie wojny naprzeciw siebie stanęli obywatele tego samego kraju. To, co doprowadziło do tych konfliktów, teraz powinno zostać wyeliminowane. Naszym celem jest zmiana mentalności, która powoduje, że ludzie chcą śmierci swoich rodaków, których postrzegają jako wrogów. To jest bardzo trudne, ale bardzo potrzebne. Tych ludzi należy nauczyć żyć we wspólnocie. W tym zadaniu szczególnie wyeksponowana zostaje rola chrześcijan, którzy dają świadectwo dobrej woli i otwartości na dialog. To my, wierzący, mamy wyjść do drugiego człowieka i pokazać mu możliwe drogi pojednania. Kiedy ktoś mnie pyta, czy chrześcijanie powinni zostać w Aleppo i Syrii, zawsze odpowiadam, że tak. Uważam, że chrześcijanie mają tu wyjątkową misję: świadczyć o możliwości pojednania.

Jak na relacje chrześcijan i muzułmanów patrzy ksiądz urodzony w kraju arabskim?

– W Syrii były już podejmowane próby realizacji różnych sposobów koegzystencji muzułmanów i chrześcijan. Była nawet próba stworzenia modelu świeckiego, w którym wierni odseparowują się od innych wyznań. To jednak na nic. Normalne relacje można zbudować tylko na dialogu.

Ojciec Święty Franciszek w czasie zakończonej wczoraj pielgrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich mówił o muzułmanach jako o braciach oraz wezwał do dialogu na rzecz pokoju w świecie. Ta intuicja papieska jest słuszna?

– Zdecydowanie tak. Dialog jest jednak obarczony brakiem zaufania. To wynika ze strachu, który popycha ludzi do budowania murów i odgradzania się od siebie. Papież Franciszek na taką postawę odpowiada, że rolą Kościoła jest budowanie mostów, a nie murów.

My naszą ciężką sytuację w Aleppo staramy się przekuć na budowanie porozumienia. Próbujemy docierać do muzułmanów i jak najwięcej rozmawiać, by zrodziło się wzajemne zaufanie. Ojciec Święty podkreśla, że pierwszym krokiem do pojednania jest miłosierdzie. To może wydawać się błahe, ale my w naszej pracy doświadczamy, że to jest nasza siła i klucz do ludzkich serc. Kiedy zaczęliśmy pracować w dzielnicy muzułmańskiej, pojawił się strach, że my przychodzimy ewangelizować. Zaufanie pojawiło się po pół roku. Oni sami poczuli, że w miłosierdziu jest coś pięknego. To powoduje, że nie pytają już, dlaczego przychodzimy do nich z pomocą.

Nie zaprzeczy Ksiądz jednak, że w tej posłudze jest także ziarenko ewangelizacji?

– Tak, ale jest to droga świadectwa, a nie nauki słowem i katechizmem. Wychodzimy do ludzi z miłością. Oni to czują i odpowiadają życzliwością i otwartością. Zdarza się, że ludzie, którzy otrzymali pomoc, po jakimś czasie przychodzą, dziękują i dzielą się tym, co sami mają. To jest nasz sposób na budowanie społeczeństwa zróżnicowanego, ale wzajemnie się szanującego.

W Polsce mamy przysłowie mówiące, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Wojna była czasem cierpienia dla chrześcijan i muzułmanów, czy to doświadczenie zjednoczyło społeczeństwo?

– Odpowiednik tego przysłowia mamy w języku arabskim i ono rzeczywiście się sprawdziło. Napisałem kiedyś o tym artykuł, który zatytułowałem „Łaska wojny”. To z pozoru paradoksalne połączenie słów miało wyrazić, że tragiczne doświadczenie konfliktu może przynieść dobry owoc, jakim jest międzyludzka solidarność. Nie dotyczy to oczywiście polityków, ale sąsiadów, którzy razem przezwyciężali wojenne trudy.

Przed 2011 r. był Ksiądz nauczycielem teologii, naukowcem i rekolekcjonistą. Czy w realiach wojennych zdobyte wcześniej teologiczne przygotowanie okazało się przydatne?

– Doświadczenie tego tragicznego konfliktu pogłębiło moje wcześniejsze refleksje. Wojna powoduje, że człowiek zadaje sobie pytania, których w innych okolicznościach by sobie nigdy nie zadał. Gdy dzieci umierają na ulicy, ludzie pytają: gdzie jest Bóg? Pytają o sens życia i o to, czym jest śmierć. Szukają odpowiedzi, dlaczego akurat ta osoba zginęła, a nie inna.

Te rozważania były z nami codziennie. Wojna uświadomiła mi, że nie jest ważne, ile lat przeżyjesz – ważne jest, jak przeżyjesz dany ci przez Boga czas, choćby był najkrótszy. Wojna rodzi trudne ludzkie pytania, na które wiara i teologia pomagają odpowiedzieć.

Czy chrześcijanie w Aleppo po doświadczeniu wojny mają pragnienie zbliżać się do Boga, czy pragną Mszy św., nabożeństw i katechizacji?

– Ludzie mają te bardzo głębokie potrzeby. Wiadomo, że ich zmartwieniem jest odbudowywanie mieszkań i normalnego życia, ale błędem byłoby ignorowanie ich potrzeb duchowych. Wychodzimy naprzeciw potrzebom duchowym i psychologicznym. Organizujemy rekolekcje i adoracje Najświętszego Sakramentu i wierni zawsze przychodzą. Ludzie potrzebują pokoju serca, który mogą uzyskać tylko w oparciu o Boga.

Znając sytuację Kościoła w Syrii i patrząc teraz na Kościół w Polsce, jakie słowa by Ksiądz skierował do polskich wiernych?

– Dostrzegam w Polsce, że wielu ludzi nie wstydzi się powiedzieć, że wierzy w Boga i że jest katolikiem. Wyjątkowo cenne jest, by Polska się tego trzymała. My w Aleppo przez wojnę i trudne chwile na nowo odkryliśmy piękno wiary. Nie traćcie jej, jak uczyniły to kraje zachodniej Europy. Wiara to siła, która chroni w trudnych czasach, ona nadaje sens życiu. Gdy byłem w Belgii czy we Francji, nie widziałem tej wiary, co w polskich kościołach. Wiara jest waszą misją w Europie, bądźcie jej wierni.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Gajkowski

Nasz Dziennik