logo
logo

Zdjęcie: Valsts kanceleja/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Wikipedia

Brońmy naszej wiary

Wtorek, 16 lipca 2019 (22:21)

ROZMOWA z ks. abp. Zbigniewem Stankiewiczem, metropolitą Rygi

 

Ksiądz Arcybiskup podkreślał niedawno, że wybiła godzina, aby katolicy świeccy uświadomili sobie, iż są wezwani do obrony wiary, do powstrzymywania ataków na Kościół, do utożsamiania się z Kościołem.

– Zauważam to na Łotwie, ale w Polsce też, że Kościół traktowany jest czasem tak, jakby to była sprawa tylko kapłanów, księży biskupów, zakonników, sióstr zakonnych. Jeśli są jakieś ataki, dyskusja o Kościele w mediach, to świeccy stoją trochę z boku, tak jakby ich to nie dotyczyło. Oczywiście nie wszyscy, bo są też ludzie bardzo zaangażowani w życie Kościoła, ale zdecydowana większość, niestety, pozostaje bierna. Dlatego dużym wyzwaniem jest, żeby nasi wierni świeccy mieli świadomość, że oni też są Kościołem. Każdy ochrzczony ma misję do zabierania głosu w obronie Kościoła, w obronie nauczania dotyczącego wiary i moralności. Szczególnie w tych sytuacjach, kiedy pojawia się wyszydzanie albo gdy mamy do czynienia ze zwykłym krytykanctwem opartym na przesądach, ignorancji, emocjach i całkowitym niezrozumieniu istoty rzeczy.

Jak w praktyce to robić?

– Na przykład kilka lat temu na naszych łotewskich Dniach Młodzieży zachęcałem młodych, żeby jako katolicy zabierali głos w sieciach społecznościowych. Internet to dziś ogromne forum wymiany myśli. Tam również dokonuje się bezpośredni kontakt z wieloma ludźmi. Bardzo często kilku bardzo aktywnych antykościelnych „krzykaczy” potrafi wypełnić całą przestrzeń danego forum, stwarzając wrażenie, że wszyscy tak myślą. Wywołuje to pewną presję na innych, wpływając ostatecznie na opinię publiczną. Dlatego potrzeba, żeby katolicy zabierali tam głos, żeby dyskutowali, żeby argumentowali, dlaczego jest takie, a nie inne stanowisko Kościoła w danym temacie.

Pamiętam, jak po tym moim apelu jeden ze znajomych wyznał mi, że tego wieczoru odłożył prace nad swym doktoratem i zaczął w internecie reagować na wpisy tych, którzy błotem obrzucają chrześcijaństwo i Kościół.

Ważne jest, aby w komentarzach i dyskusjach katolicy świeccy nie bali się bronić swej wiary, umieli podać dobre argumenty i służyli prawdzie, zawstydzając nawet czasem tych, którym internet służy jedynie do wylewania swych negatywnych emocji.

Oczywiście sieci społecznościowe to tylko jedna sfera. Są jeszcze kultura, teatr, prasa i inne media. Bardzo ważne, aby wszędzie tam byli dobrzy świeccy chrześcijanie, którzy będą na przykład pisać rzetelne artykuły, broniące prawdy i piętnujące wszystko to, co uderza w Boży ład w różnych wymiarach życia rodzinnego i społecznego; którzy będą reagować na tendencyjne i zmanipulowane antykościelne publikacje i audycje.

Przykładem może być kwestia nadużyć niektórych duchownych wobec nieletnich. Grzechy nielicznych posłużyły do ataku na tysiące niewinnych i oddanych służbie Bogu i ludziom kapłanów. Dobrze, że znaleźli się tacy świeccy, którzy w obliczu propagandy antyklerykalnej dostrzegali i pokazywali te proporcje. Oczywiście nie chodzi o to, aby usprawiedliwiać kogokolwiek, bo zło trzeba nazwać złem. Jednak właśnie ludzie świeccy zwracali uwagę, że nie mówi się nic o nadużyciach w innych środowiskach, tylko wybiórczo i stronniczo ukazuje się ten ułamek procenta, który dotyczy księży. Obiektywizowanie takich spraw w przestrzeni publicznej jest bardzo ważne.

W Polsce obserwujemy ogromny atak na autorytet osób duchownych. Czy dziś nie potrzeba większego wsparcia kapłanów ze strony właśnie katolików świeckich?

– Na pewno. Kapłani to nie są jacyś nadludzie, którzy są odporni na wszystko. Ksiądz jest w sumie takim samym człowiekiem, jak każdy inny, choć oczywiście ma szczególną misję, szczególne powiązanie z Chrystusem. Ma jednak też swoją wrażliwość. Jeżeli wokół są tylko tacy, którzy obrzucają go błotem, to będzie to dla każdego trudny okres. Dlatego modlitwa i takie czysto ludzkie wsparcie, słowo zachęty i stanięcie w obronie ze strony wiernych jest potrzebne.

Niewinni księża stają się ofiarami tzw. odpowiedzialności zbiorowej. Nieliczne przypadki nadużyć są generalizowane i wykorzystywane do ataku na wszystkich. W oczach opinii publicznej po jednym przypadku od razu się mówi, że „to wszyscy księża są tacy”, „wszyscy są pedofilami”. To jest nieuzasadnione, ogromnie niesprawiedliwe i krzywdzące. Dlatego wierni muszą wspierać swych duszpasterzy, modlić się za kapłanów i bronić przed niesprawiedliwymi atakami.

Kiedyś komunistyczna systemowa ateizacja była głównym źródłem osłabiania wiary. A jakie są główne przyczyny odchodzenia od Boga dziś?

– To jest problem wielopłaszczyznowy. Czerwona dyktatura narzucała ateizm teoretyczny, to, co teraz nastało, to ateizm praktyczny. Ten pierwszy był jak wirus, który zniszczył pewien system odpornościowy. Dlatego ateizm praktyczny w naszych czasach znalazł już przygotowaną glebę – pustkę duchową. Weszły w nią mentalność konsumistyczna, pogoń za pieniądzem, za dobrobytem, za doświadczeniami zmysłowymi. To dziś niszczy wiarę.

To jest jeden wymiar problemu. Drugi dotyczy tego, co nazywamy „rewolucją seksualną”. Dokonała się ona gdzieś w latach 60. i całkowicie zmieniła stosunek do ciała ludzkiego. Seksualność ukazana została jako potrzeba, podobna do potrzeby jedzenia, picia, oddychania. Realizowanie jej ukazane zostało jako konieczność, bez której nie da się żyć. W takim ujęciu nie ma już miejsca na takie wartości, jak wstrzemięźliwość, czystość przedmałżeńska i również realizowana w wierności czystość małżeńska. Uważa się, że to jest dzisiaj już przestarzałe. Słyszy się opinię, że Kościół jest zupełnie zacofany w swym nauczaniu moralnym, i nawołuje się do ignorowania go. A wiadomo, że jeżeli nauczanie moralne Kościoła zaczyna się traktować wybiórczo, sumienie wtedy drętwieje, pojawia się jego znieczulica, wiara słabnie i zanika.

To bardzo współbrzmi ze wspomnianą mentalnością konsumistyczną.

– Problemem zasadniczym jest tu fałszywe pojęcie wolności, bez odpowiedzialności. Ale musimy też dostrzegać, że za komuny ateizacja była przeprowadzana bardzo otwarcie, systemowo. Ta obecna ateizacja praktyczna, ale też „rewolucja seksualna” jest narzucana można powiedzieć systemowo, ale czasem tylnymi drzwiami. Widzimy na przykład, jak społeczeństwom narzucana jest ideologia gender przez system edukacji, przez filmy i przez mass media i różne organizacje międzynarodowe. To też jest takie przeprogramowywanie świadomości człowieka. To doprowadza właśnie do zniszczenia prawego sumienia i niszczenia poczucia sacrum i ostatecznie wiary.

Czy nie dlatego narody niegdyś chrześcijańskie dziś poganieją?

– Jedną z takich podstawowych przyczyn kryzysu Europy, i w ogóle świata zachodniego, jest to, że chrześcijanie wycofali się z aktywnego udziału w życiu społecznym. Na przykład w latach 60., 70. chrześcijańscy twórcy, reżyserzy wycofali się z Hollywood, uznając, że w tym zepsutym środowisku nie można funkcjonować. Niestety, dziś widzimy, że od dziesięcioleci właśnie Hollywood kształtuje świadomość milionów ludzi.

To samo jest w świecie kultury, w świecie teatru. Dla niektórych także świat biznesu to brudna sprawa. U nas słyszy się czasem, że katolicy to do biznesu nie powinni wchodzić. To samo z polityką, bo nie jest możliwe chrześcijańskie jej uprawianie.

Problem tylko w tym, że jeżeli chrześcijanie, osoby wierzące, wycofują się z życia społecznego, to wszystkie te dziedziny zostają opanowane przez osoby, które wyznają inny system wartości. A przecież Pan Bóg już na pierwszych stronach Biblii powiedział: czyńcie sobie ziemię poddaną, troszczcie się też o nią. Nie powiedział: uciekajcie z tego świata i żyjcie na jakiejś wyspie. Mamy rozpowszechniać w świecie Królestwo Boże, wprowadzać w świat wartości ewangeliczne. To jest obowiązek, to jest misja chrześcijanina. Kryzys wiary w Europie ma swoje źródło w tym wycofaniu się chrześcijan z aktywnego współtworzenia cywilizacji europejskiej. Mamy świadomie wchodzić w te różne dziedziny i poddawać je panowaniu Chrystusa.

We Włoszech był taki ideolog komunizmu Antonio Gramsci, który podkreślał, że aby przejąć kontrolę nad państwem, trzeba przejąć uniwersytety. I kazał wysyłać najzdolniejszych właśnie na wyższe uczelnie, aby tam robili karierę. No i do dziś te uniwersytety są dosyć lewicowe. Myślę, że to dotyczy też innych krajów Europy. Pytanie tylko, dlaczego my, chrześcijanie, na to nie reagujemy właściwie.

Może dlatego, że jest problem z wiarygodnością postaw ludzi, którzy określają się jako wierzący? Ksiądz Arcybiskup w mocnych słowach zwrócił uwagę, że współcześni poganie to także ludzie ochrzczeni, dla których bożkiem stały się władza, kariera, pieniądz, rozrywka…

– Pan Jezus mówił: Nie można dwóm panom służyć – mamonie i Bogu. Dlatego swego rodzaju schizofrenia duchowa jest antyświadectwem: ktoś chodzi do kościoła, przystępuje do sakramentów w niedzielę, a potem wychodzi poza teren kościoła i żyje według pogańskiego systemu wartości. Jeżeli dla kogoś na pierwszym miejscu jest władza, kariera, pieniądz i rozrywka, no to niestety trzeba zadać pytanie, kim on tak naprawdę jest. Czy chrześcijaństwo nie jest tylko jakąś przykrywką, maską, którą on nakłada, a wewnątrz jest zupełnie coś innego.

Na pewno ten brak wiarygodności osób wierzących to jedna z głównych przyczyn poganienia Europy. Widać to bardzo dobrze w świecie polityki, gdy osoby, które deklarują się jako katolicy, potem popierają projekty i działania niezgodne z chrześcijańskim światopoglądem.

W Polsce w ostatnim czasie uaktywniły się środowiska LGBT, które w sposób bluźnierczy i prowokacyjny targają się na nasze świętości i atakują moralne nauczanie katolickie. Czy stawką nie jest tutaj obrona antropologii chrześcijańskiej i obrona prawa do nazywania określonych zachowań grzechem?

– Wywieranie ogromnej presji przez lobby LGBT widoczne jest na wielu płaszczyznach, także tej politycznej, w całej Unii Europejskiej. Dzisiejszy świat nie respektuje Ewangelii i zasad moralnych przyniesionych przez Chrystusa. Dlatego biskupi, kapłani, ale i wierni świeccy są pod presją. Nauka Kościoła na temat homoseksualizmu i nazywanie takich aktów grzechem, jeśli wprost nie denerwuje, to na pewno sprawia dyskomfort u kogoś, kto ma te sprawy głęboko nieuporządkowane. Prawda jest bolesna. Dlatego wywierają presję, żebyśmy milczeli, żebyśmy po prostu dostosowali swoje wartości do ich pseudowartości. W przeciwnym razie jesteśmy nazywani homofobami, piętnowani jako nietolerancyjni.

Nie możemy jednak nigdy przyjmować narzucanej przez środowiska LGBT i lewicowe media propagandy. Mamy mówić prawdę, nazywać rzeczy po imieniu i rzeczywiście bronić chrześcijańskiej antropologii, chrześcijańskiej koncepcji rodziny, bo to są podstawy całej cywilizacji. Jeżeli to będzie zniszczone, to już nie będzie cywilizacja europejska.

Pamiętajmy, co Pan Bóg powiedział prorokowi Ezechielowi: Ustanowiłem cię stróżem domu Izraela i masz grzesznika ostrzec. Jeżeli nie powiesz, a on zginie, to będziesz odpowiadał za jego krew. Jeżeli powiesz, a on nie posłucha i zginie, no to ty będziesz usprawiedliwiony. Ale jeśli ty mu powiesz i on nawróci się, to będzie wielka radość.

Czyny homoseksualne trzeba nazywać grzechem. Uleganie skłonnościom homoseksualnym to poważny nieporządek moralny. Trzeba pomagać takim osobom uporządkować swoje wnętrze. Pamiętajmy zawsze o tym, czego naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, że nie potępia się osoby, tylko złe i grzeszne czyny.

Wobec jakich największych wyzwań stoi dzisiaj Kościół katolicki na Łotwie?

– Przebudzić śpiącego olbrzyma, czyli wiernych świeckich. Tego właściwie dotyczą zagadnienia, o których rozmawiamy. Chodzi o to, aby odnowić w świadomości każdego katolika to, że on ma misję, że jest powołany do rozpowszechniania Królestwa Bożego, do bycia świadkiem Ewangelii w ramach swoich kompetencji i w tym środowisku, w którym żyje; że jest odpowiedzialny za Kościół. To jest pierwsze i najważniejsze wyzwanie.

Wyzwaniem też jest umiejętność mądrego dialogu z inaczej myślącymi. Jesteśmy wezwani do tego, aby przemieniać świat. Musimy być apostołami. Jednak nie można otwierać się na dialog, tracąc własną tożsamość. Właśnie z tym w wielu krajach po Soborze Watykańskim II był problem. Otworzyli się tak, że zatracili własną tożsamość. Zaczęło się przemilczanie pewnych tematów w imię świętego spokoju. Mamy być otwarci na dialog, ale pozostać sobą. Nie wstydzić się swej wiary, niczego nie przemilczać, choćby cały świat mówił inaczej, nie iść na kompromisy, ale zawsze szanować partnera dialogu. Mamy głosić prawdę, ale z miłością – to nie jest łatwe, ale z Bożą pomocą jest możliwe.

Naszą troską są też powołania do kapłaństwa, bo ostatnio jest ich mniej. Potrzeba nam też katolickich liderów we wszystkich dziedzinach. Ale nie takich, którzy realizują własne ambicje, tylko liderów namaszczonych przez Ducha Świętego. Liderów, którzy w swoim życiu potrafią bazować na czterech cnotach kardynalnych: roztropności, sprawiedliwości, umiarkowaniu i męstwie, łącząc je z dwiema innymi cnotami – pokorą i wspaniałomyślnością.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Sławomir Jagodziński

Nasz Dziennik