logo
logo

Kazachstan

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Cud ryb

Sobota, 24 sierpnia 2019 (12:42)

Ryby, które zapełniły jezioro w Oziornoje w roku 100-lecia objawień fatimskich, do dziś są znakiem Bożej opatrzności na kazachskim stepie.

Miejscowość, którą utworzyli polscy zesłańcy z terenów dzisiejszej Ukrainy, została uratowana od głodu dzięki powstałemu jezioru i obecnym w nim rybom. Te wydarzenia z lat 40. ubiegłego wieku mają dziś swoją kontynuację. – Cud w Oziornoje to znak dla wierzących. Został on jednoznacznie odczytany już w 1941 roku. Znak z lat 40. powtórzył się na 100-lecie objawień Matki Bożej w Fatimie i trwa do dziś – akcentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. abp Tomasz Peta, metropolita Astany w Kazachstanie.

– Wydarzenia z lat 40. – gdy powstało jezioro pełne ryb – w świadomości ludzi, którzy tu mieszkali, i ich potomków jest uznawane za zjawisko nadzwyczajne. Tu ludzie dużo się modlili i prosili Boga o pomoc w ich trudnej egzystencji, więc gdy pojawiła się możliwość odławiania ryb, od razu potraktowano to jako Bożą interwencję za wstawiennictwem Matki Przenajświętszej. Oni nie mieli wątpliwości, że Bóg odpowiedział na prośby – przypomina w rozmowie z nami ks. Wojciech Matuszewski, kustosz sanktuarium Matki Bożej Pokoju w Oziornoje. – Teraz to jezioro w przedziwny sposób powróciło do dawnych rozmiarów i znowu pojawiła się możliwość odławiania ryb. Od dwóch lat trwają połowy, one są obfite szczególnie zimą i – co ciekawe – jezioro się utrzymuje – wyjaśnia.

Choć wielu współczesnych oswoiło się już z obecnością jeziora i możliwością odłowu ryb, przez co nie przypisują temu religijnej interpretacji, to – jak podkreśla s. Lidia Nowak ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – cudownych znaków jest więcej. – W Oziornoje jesteśmy świadkami innego cudu. Jest nim regularna, trwająca od 1996 r. każdego dnia od godz. 10.00 do 18.00 adoracja Najświętszego Sakramentu – wskazuje. Jak relacjonuje siostra, są tacy, którzy przychodzili na adorację, choć nie uczestniczyli w Mszach św. Przez udział w adoracjach uwierzyli i przyszli prosić o przygotowanie do przyjęcia sakramentów.

Ratunek z Nieba

W 1936 r. do Oziornoje trafili polscy przesiedleńcy z terenów dzisiejszej Ukrainy. Gdy przybyli, nie istniały tu żadne zabudowania, nie było nawet krzewów, tylko z każdej strony daleki step. – Po pięciu latach pobytu w zbudowanych przez siebie ziemiankach, w ciężkich warunkach i głodzie, w okolicy uroczystości Zwiastowania Pańskiego rozpoczęła się wiosna, podczas której z topniejącego śniegu utworzyło się jezioro. Miało ono około pięciu kilometrów długości i siedmiu metrów głębokości. Bardzo szybko zapełniły je ryby. Okazały się one wielkim ratunkiem dla ludzi, którzy zmuszeni zostali tam żyć. Powstrzymały one wysoką śmiertelność najmłodszych i najstarszych przesiedleńców. Ze świadectw ludzi wiemy, że od razu potraktowano to jako dar Boga – opowiada ks. abp Tomasz Peta.

Po wojnie jezioro wyschło, co kilkanaście lat znowu się nawadniało, jednak ryby nie pojawiały się w dużych ilościach. Dopiero po dwóch zimach z lat 2016 i 2017 powstało ogromne jezioro, które ponownie zapełniło się rybami.

– Byłam świadkiem, jak obecne jezioro powstało z topniejącego śniegu. Było to niesamowite, w jak szybkim czasie śnieg się roztapiał i doprowadził do powstania jeziora. Razem z nim pojawiły się ryby. Ludzie dosłownie każdego dnia przyjeżdżali, by je odławiać. Dla nikogo nie zabrakło, pomimo że ruch był bardzo duży. Mieszkańcy łowili dla swoich potrzeb i na handel. W tym roku ryb jest mniej, ale mimo odłowów nadal dla wszystkich starcza – relacjonuje s. Lidia.

Ryby zaczęto odławiać w okolicy 8 grudnia 2017 r., czyli święta Niepokalanego Poczęcia. Ryba, która zapełniła wody, to ratan, drapieżnik, którego 1/3 stanowi głowa. Jest ona bardzo smaczna i występuje bardzo obficie.

– Żeby mówić o cudzie, trzeba spojrzeć na całe wydarzenie szerzej. Z mojej strony mogę do tego zachęcać moich parafian, by spojrzeli na pojawienie się jeziora z perspektywy wiary. Bóg po stu latach od objawień fatimskich chce nam w tym znaku o czymś przypomnieć. Nie mam wątpliwości, że dla ludzi pobożnych jest to czytelne – zauważa ks. Wojciech Matuszewski. Podkreśla, że obok Mszy św. i sakramentów ten znak jest impulsem do pogłębienia wiary i skoncentrowania się na odczytywaniu działania Bożego w naszej rzeczywistości i naszym obecnym życiu.

Karmel na stepie

Jedenaście lat temu do Oziornoje przybyły karmelitanki z Częstochowy. Przez wiele lat żyły w trudnych warunkach, obecnie dysponują nowym budynkiem Karmelu. Z tej wioski jest już sześć powołań żeńskich do życia zakonnego i jedno męskie do kapłaństwa. W sumie sześciu mężczyzn podjęło próbę w seminarium duchownym. Od 1994 r. w Oziornoje pracują Siostry Służebniczki Niepokalanego Poczęcia z gałęzi wielkopolskiej. W tym roku przeżywają one jubileusz 25-lecia pełnionej tu posługi.

– W Oziornoje można doświadczyć realnej obecności Matki Bożej. To nie jest tylko moje przeświadczenie, ale wielu osób, które były w naszym sanktuarium i modliły się na adoracji. W miejscu, gdzie dziś jest jezioro, w końcu lat dziewięćdziesiątych postawiono figurę Matki Bożej. Jest to wotum wdzięczności za ocalenie zesłańców z lat 40. Dziś figura stoi w wodzie i wygląda tak, jakby Maryja stała na wodzie i pod nogami miała ryby – mówi s. Lidia. – To symbol Jej obecności tu. Tej obecności doświadczyło wielu pielgrzymów, którzy wracają, by przyjść na adorację albo odbyć rekolekcje – dodaje.

Nie tylko w kontekście ryb, ale wszystkich wydarzeń związanych z religijnością tego miejsca widać znaki Bożej opieki. W Oziornoje co roku odbywają się spotkania młodzieży z całego Kazachstanu. W 2014 r. umieszczono tu ołtarz Gwiazda Kazachstanu, który znajduje się w kaplicy nieustannej adoracji. W ten sposób powstała jedna z dwunastu na świecie kaplic pokoju, w których bez przerwy trwa modlitwa o pokój na świecie.

– Oziornoje to miejsce wybrane przez samą Matkę Bożą. Gdy spojrzymy na historię znanych sanktuariów maryjnych, jak Lourdes, Fatima czy La Salette, widzimy, że Matka Boża wybrała i wyróżniła miej-scowości nieznane. Podobnie jest w Kazachstanie. Sanktuarium narodowe znajduje się w miejscowości, o której pięćdziesiąt lat temu nikt nie słyszał – akcentuje ks. abp Peta.

Krzysztof Gajkowski

Nasz Dziennik