logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 25 sierpnia 2019 (09:28)

Łk 13,22-30

Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy.

Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”

On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: ’Panie, otwórz nam!’, lecz On wam odpowie: ’Nie wiem, skąd jesteście’. Wtedy zaczniecie mówić: ’Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś’.

Lecz On rzecze: ’Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!’ Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.


 

Rozważanie

Katolik bezobjawowy

O wierze nie mówi. Uważa, że to sprawa tak prywatna, iż nie ma mowy o przenikaniu się światów. Jest mu obojętne, czy znak krzyża znajduje się w pokoju, w którym spędza wiele godzin w ciągu dnia, czy nie. Przecież to nieważne. Dawno przestał dla niego cokolwiek znaczyć.

„Katolik bezobjawowy” od czasu do czasu pójdzie na Mszę św. w niedzielę. Codzienne przed snem pilnie odmawia pacierz, ale gdy trzeba następnego dnia zawalczyć o królestwo Boże (o którego przyjście modli się, mówiąc „Ojcze nasz”), odpuszcza. Jest niewidzialny. Nie dostrzega problemu w tym, że jego koledzy/koleżanki linczują wszystko, co kiedyś było dla niego ważne, dowcipkują z Jezusa, świętych, Kościoła. Ba! Szczyci się, iż jest otwarty i tolerancyjny. Jest mu obojętne, że na jego oczach dokonuje się dekonstrukcja ustalonego przez Stwórcę porządku. Wiadomo, prawo do szczęścia jest najważniejsze! Pan Bóg niech się lepiej do tego nie miesza. On też woli stać z boku.

Uwielbia za to krytykować wszystko, co związane z Kościołem. Dlaczego? Sam do końca nie wie. Zasadniczo – za wszystko. Rzecz jasna, posiada recepty na jego reformę. Podstawowa, to zamienić go w organizację charytatywną, zakazać mówienia o piekle i grzechu. Kościół ma być plasterkiem na życiowe bolączki („Jak trwoga, to do Boga”), robić wszystko, aby „było miło”. Jak trzeba – nawet ocenzurować Ewangelię. Problem w tym, że okopanie się na pozycji kibica, krytyka – bez jakiegokolwiek ruchu w stronę zmiany, własnego nawrócenia, poczucia się odpowiedzialnym za los innych – prowadzi go do destrukcji. A co najsmutniejsze – do zagubienia Tego, który w istocie jest najważniejszy: Jezusa Chrystusa, Pana i Zbawiciela. Uczynienia Go tłem, mało istotnym ornamentem. Czasem – nikim.

„Zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: ’Panie, otwórz nam!’ […] zaczniecie mówić: ’Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś’. Lecz On rzecze: ’Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!’”.

Czy to biblijna parabola? Księżowskie „strachy na lachy”? Niestety, to bardzo realna przyszłość wielu naszych braci i sióstr. Szkoda.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik