logo
logo

UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 24 maja 2020 (08:12)

Mt 28,16-20

Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:

„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.


Rozważanie

Jestem z wami

Czy wstępując do nieba, Pan Jezus pozostawił po sobie dzieło – po ludzku rzecz ujmując – niedokończone? Tylko nielicznym objawił się po swoim zmartwychwstaniu. Nienawiść w tych, którym poplątał szyki „nową nauką z mocą” i którzy krzyczeli: „Na krzyż z Nim!”, zapewne pozostała. Doświadczyli jej zresztą wkrótce Jego wyznawcy. W Galilei żegnała Go gromadka uczniów. Żadni byli z nich bohaterowie, żadni intelektualiści czy teologowie. Co więcej, jak pisze ewangelista, „niektórzy wątpili”. Nawet w tym momencie: po rozmowach ze Zmartwychwstałym, po dotykaniu ran! Tylko ręce załamać… Dostali potężną władzę i misję, która wydawała się absolutnie nie do zrealizowania z takim „personelem naziemnym”. A jednak się udało. Dlaczego?

Wniebowstąpienie Jezusa nie oznacza Jego ziemskiej absencji. Sam powiedział, że będzie z nami „po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20), że nie zostawi nas sierotami. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28) – tłumaczył św. Paweł Ateńczykom. „Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci” – brzmi jedna z aklamacji, którą wypowiadają wierni podczas Mszy Świętej po przeistoczeniu. A zatem jesteśmy zanurzeni w Bożej obecności. I jesteśmy tylko narzędziami w Jego rękach. Im jesteśmy Mu posłuszniejsi, pokorniejsi, tym większe rzeczy może przez nas czynić. Czy raczej: mimo nas, mimo naszej małości i grzechu.

Jak bumerang powraca dziś – w nowych, uwspółcześnionych odsłonach – herezja pelagianizmu (w V w. zwalczana szczególnie ostro przez św. Augustyna). Z grubsza rzecz ujmując, chodzi o to, że łaska Boża nie jest konieczna do zbawienia – jest ono osiągalne bez jej pomocy, a dokonuje się ono li tylko dzięki ludzkiemu wysiłkowi, inteligencji, zaradności, doskonałości itp. Tak naprawdę Chrystus nie jest do niczego potrzebny, podobnie sakramenty, Kościół. Wystarczy być „dobrym człowiekiem”, reprezentować tzw. dobroludzizm, o którym sporo pisze ks. kard. Robert Sarah – tłumaczą „otwarci” chrześcijanie. Reszta to niekonieczny dodatek. Łatwo wpaść w tę pułapkę, nawet kierując się szczerymi intencjami.

Pamiętajmy jednak, że bez Niego nic nie znaczymy. Bez Niego nic nie zbudujemy. Zostaniemy sami z pustym niebem.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik