logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 25 października 2020 (08:49)

Aktualizacja: 1 listopada 2020 (11:40)

Mt 22,34-40

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”.

On mu odpowiedział: „’Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem’. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: ’Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego’. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy”.


Rozważanie

Ratunek dla świata

Możliwe, że dla wielu osób przesłanie dzisiejszej Liturgii Słowa nie będzie do końca czytelne. Wszak miłość to najpiękniejsze, ale też najbardziej zakłamane słowo świata. Profanujemy, ośmieszamy ją codziennie, przypisujemy jej znaczenia, które z natury rzeczy są jej obce. Nie brakuje ludzi, którzy nie wierzą w nią. I bardzo z tego powodu cierpią.

Dzieci mówią: „Mamusiu, ja cię bardzo, ale to baaaardzo kocham!”. To dziecięce wyznanie ma wymiar bardzo konkretny. Bóg ma dla dziecka twarz mamy i taty. A później, wraz z dorastaniem, przed młodym człowiekiem pojawia się nowe zadanie: dostrzec Pana Boga jako Tego, który jest ponad światem. Przemieniać swój sposób myślenia, mówienia i działania na sposób Boży. Każdą decyzję podejmować w taki sposób, żeby się Jemu podobała. Mieć Go zawsze przed oczami i kochać miłością absolutną i szaloną, rozrywającą serce z tęsknoty!

Nierealne do spełnienia? Absurdalne? Szalone? Być może. Ale przecież jesteśmy „ludźmi w drodze”, idziemy ku spełnieniu się słów, ku ich pełni – w teologii katolickiej nazywamy to niebem. Ciągle dojrzewamy do niego. Nie wolno nam się też wyrzec radykalizmu wpisanego w Chrystusowe pierwsze i najważniejsze przykazanie. One czynią nas punktem odniesienia, prowokują.

Jeśliby szukać dziś społecznych racji bytu chrześcijaństwa, to najpełniejsze swoje uzasadnienie znajduje ono w potrzebie przywrócenia światu podstawowego, pierwszego znaczenia słowu, bez którego traci on swój sens: miłość. Nie chodzi o taką „miłość”, która jest braniem we władanie, ale taką, która zmierza do przekraczania siebie. Ma wpisaną gotowość do tracenia, spalania się, trudu i ofiary. Która jest cierpliwa i łaskawa, nie unosi się pychą, nie szuka swego, nie pamięta złego. Która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję (por. 1 Kor 13,1-8). To nie ucieczka w banał, w utarte slogany, ale przypomnienie, co jest ratunkiem, jedynym – w wielości różnorakich diagnoz – antidotum na zdziczenie, które rozchodzi się coraz szerzej, zatruwając ludzkie serca i umysły.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik