Dożyliśmy czasów, w których protestancki pastor ostrzega niemiecki Kościół katolicki, że dalsze podążanie tzw. drogą synodalną „wymusi protestantyzację Kościoła katolickiego”. Takie właśnie będą skutki „reform” forsowanych w niemieckim Kościele?
– Tak, niezwykle poruszający jest ten właśnie fakt, że Alexander Garth, pastor luterański zarządzający wspólnotą w Wittenberdze, a zatem w mieście, w którym od wystąpienia Marcina Lutra rozpoczęła się reformacja, kieruje z autentycznie chrześcijańską troską przesłanie do katolików w Niemczech, podążających tzw. drogą synodalną. W tym przesłaniu padają m.in. słowa: „Demokratyzowanie Kościoła narodowego zawsze oznacza, że populistyczne, minimalne chrześcijaństwo staje się standardem kościelnym, co prowadzi cały Kościół do banalizacji i rozcieńczenia Ewangelii”.
W tym zwięzłym zdaniu padają właściwie wszystkie główne grzechy, które są dziełem tzw. postępowych katolików w Niemczech – demokratyzacja Kościoła, czyli odejście od prawdy, że Kościół jest dziełem Chrystusa i wyrasta z Eucharystii, a nie z demokratycznych sądów i przesądów. Dalej pada tam określenie populizmu, które jest konsekwencją podążania za duchem czasu i dostosowywania się do opinii publicznej, a nie normy Ewangelii. I wreszcie pada sformułowanie minimalizmu chrześcijańskiego, które w istocie oznacza zdradę samego rdzenia Ewangelii. Ten sam pastor wskazuje postępowym katolikom, by nie reformowali swojego Kościoła, ale po prostu przeszli do wspólnoty luterańskiej. Tam bowiem znajdą to, co chcą narzucić katolicyzmowi.
Kościół w Niemczech stoi u progu schizmy? Wszystkie ostrzeżenia kierowane do niemieckiego Episkopatu z Watykanu spotykają się z lekceważeniem lub sprzeciwem. Falę krytyki i oporu wywołała wśród niemieckiego duchowieństwa niedawna nota Watykanu potwierdzająca niezmienne nauczanie Kościoła odmawiające błogosławieństwa związkom homoseksualnym.
– W moim przekonaniu ten próg został już przekroczony. Kościół w Niemczech, a dokładniej mówiąc ta jego część, która kontestuje i odrzuca nauczanie Magisterium Kościoła katolickiego, jest już poza Kościołem katolickim. Kontestacja, krytyka i ostentacyjny sprzeciw wobec noty Kongregacji Nauki Wiary jest w tym przypadku bardzo czytelnym znakiem. To nie jest przecież odrzucenie czegoś nowego, jakiegoś orzeczenia, które zostało sformułowane na skutek aktualnych hipotez teologicznych. To jest odrzucenie przypomnienia nauki Kościoła – tradycyjnej i ugruntowanej w Piśmie Świętym. Wbrew zatem temu, co pojawia się w buńczucznych wypowiedziach hierarchów i laikatu niemieckiego, to nie jest kontestacja „dokumentu watykańskiego”. To jest odrzucenie nauki Kościoła.
W Niemczech czy Austrii duchowni katoliccy błogosławią relacje osób homoseksualnych podczas prywatnych ceremonii. Również w mijającym tygodniu takie wydarzenia ostentacyjnie odbyły się w niemieckich kościołach.
– Kościół w Niemczech, ale także faktycznie Kościół w Austrii czy Szwajcarii, już od długiego czasu deformuje nauczanie doktrynalne i moralne. Poskutkowało to zarzuceniem spowiedzi indywidualnej, banalizacją Eucharystii, udzielaniem Komunii św. osobom żyjącym w związkach niesakramentalnych, błogosławieństwem związków jednopłciowych. Następnie tę praktykę usiłuje się usprawiedliwić fałszywą doktryną. Z chwilą gdy pojawiały się, czy pojawiają się, reakcje Stolicy Apostolskiej, wspomniane Kościoły lokalne, w tym przypadku zwłaszcza Kościół w Niemczech, reagują w sposób alergiczny czy wręcz histeryczny. Sam byłem świadkiem, kiedy po opublikowaniu noty Kongregacji Nauki Wiary w marcu organizowane były protesty o charakterze „solidarnościowym” z osobami homoseksualnymi. Polegały na profanacji kościołów poprzez wywieszanie na murach kościołów, ale także w ich wnętrzach niby-tęczowych bander. Na stronach internetowych wielu diecezji pojawiły się znaki graficzne określonej ideologii. Wielu hierarchów w V niedzielę Wielkiego Postu podjęło propagandową kampanię na ambonach kontestującą nauczanie Kościoła.
10 maja przeżyliśmy kolejną falę, jeszcze bardziej skandaliczną, polegającą na ostentacyjnym błogosławieniu związków jednopłciowych. Jaka była skala tego zjawiska – nie potrafię w tej chwili określić. Mój przyjaciel z diecezji Münster, z którym się kontaktowałem, twierdzi, że wbrew oczekiwaniom akcja ta nie przybrała masowego charakteru we wspomnianej diecezji. Jednak media donoszą, że w wielu innych diecezjach doszło do takich działań. Wydaje się, że nie jest najistotniejsza skala tego zjawiska, ale samo jego zaistnienie. Nie miało z pewnością charakteru powszechnego, ale nie było też incydentalne.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

