logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 30 stycznia 2022 (09:39)

Aktualizacja: Niedziela, 30 stycznia 2022 (10:02)

Łk 4,21-30

Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: ’Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście’. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?”.

Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”.

I dodał: „Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”.

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.


 

Rozważanie

Prawda nas wyzwoli

To było kazanie prymicyjne – tak byśmy dziś nazwali słowa Jezusa wypowiedziane w synagodze rodzinnego Nazaretu. Jego sława zapewne wyprzedziła Go, zanim pojawił się w jego rogatkach. Wszak „syn Józefa i Miriam” był wszystkim dobrze znany – przez lata ciężko pracujący na swoje utrzymanie. Spodziewali się, iż blask sławy Jezusa ich też opromieni. A tu taka niespodzianka…

Sytuacja z Nazaretu przypomina prozaiczne historie, z jakimi zmagamy się co dzień. Zapewne mielibyśmy do czynienia z permanentnie trwającą sielanką, gdyby Kościół – papież, kapłani, hierarchowie, ale też rodzice, kadrujące świat przez pryzmat chrześcijańskich wartości media itp. bez mrugnięcia oka akceptowali poczynania wszystkich, którzy chcą po swojemu urządzić świat. To nic, że sól straciłaby smak. A jasny płomień świecy zamieniłby się w kopciucha. Ważne, aby było miło. Niech każdy ma „swoją” prawdę! Żyjmy w pokoju! Przecz z „opresyjną” moralnością, ograniczeniami! A ponieważ Kościół uparcie głosi jedną, niezmienną Drogę, Prawdę i Życie, „miłość do końca” – tę, która nabrała blasku na krzyżu i po zmartwychwstaniu – rodzą się agresja, sprzeciw. Iluż by dziś chciało „strącić Go z urwiska”, na którym zbudowano ich miasto! Aby zdławić głos Pana Boga. Mieć wreszcie spokój!

Musimy pogodzić się z prawdą, że w wielu miejscach także naszej Ojczyzny ludzie wierzący stanowią w praktyce mniejszość. Jezus – ornament świąt, uroczystości domowych – jest OK. Ale Jego zaproszenie do wejścia w głąb Ewangelii, do nawrócenia, porzucenia wygodnych schematów, a przede wszystkim akceptacji słów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” – rodzą bunt!

Czy znajdziemy w sobie tyle sił, by dochować wierności do końca? Czas pokaże.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik