W swojej korespondencji siostra Rut opiekująca się sierotami informuje, że w kraju rośnie problem głodu.
Doniesienia „The Economist” wskazują, że inwazja na Ukrainę „zniszczy życie ludzi z dala od pola bitwy” i to na ogromną skalę. Wojna zachwiała globalnym systemem żywnościowym, wcześniej osłabionym m.in. przez COVID-19.
Siostra Rut Ciesielska, misjonarka z Centrum Dobrego Samarytanina w Bukanga, szuka wsparcia wobec dramatycznej sytuacji, w jakiej się znajduje. Na co dzień opiekuje się grupą 22 dzieci w wieku od 6 miesięcy do 16 lat. To sieroty, które żyją w trudnych warunkach. W placówce brakuje mebli, szaf, krzeseł, a niektóre łóżka nie mają materacy.
Do tej pory miejsce to wspierali liczni ludzie dobrej woli. Sytuacja na Ukrainie i pandemia – co przyznaje siostra Rut – odwróciły jednak uwagę świata od tego regionu, przez co coraz trudniej zdobyć środki na żywność. Niedożywione dzieci często chorują i mają słabą odporność.
By obniżyć koszty życia, Centrum Dobrego Samarytanina posiada własne pola. „Od dwóch lat nie mamy zbiorów. Ulewa zniszczyła nam całą plantację bananów. Sadziłyśmy je własnymi rękami z nadzieją, że zdobędziemy jedzenie. W ciągu jednej nocy wszystkie banany padły, a pole wyglądało jak po wojnie” – wyjaśnia siostra Rut. Dodaje, że podjęta została kolejna próba, a na polu zasadzono kukurydzę, która w Tanzanii jest podstawowym produktem żywnościowym. Tym razem plonów nie było jednak przez suszę.
W swojej prośbie do PKWP siostra Rut wypisała produkty, jakie chciała zakupić z otrzymanych środków. Misjonarka, za pieniądze, które otrzymała – obok kukurydzy – próbowała pozyskać m.in. ryż, fasolę, olej i cukier. Ceny jednak, o czym przekonała się na targu, gwałtownie rosną. Dwa miesiące temu worek kukurydzy kosztował ok. 26 dolarów. Teraz ta kwota wzrosła niemal dwukrotnie. Podobnie jest z mąką.
„Ceny skaczą każdego dnia. Ludzie z naszej wioski płaczą, bo nie wiedzą, co będzie dalej. Do tej pory w większości domów w Bukanga jadło się raz dziennie. Tych ludzi nie było stać na nic więcej. Już teraz dzieci umierają z głodu” – mówi siostra Rut. Pamięcią sięga do swoich początków na misjach. Wskazuje, że 16 lat temu, gdy przyjechała w to miejsce, za pięć dużych ryb zapłaciła 5 tys. szylingów. Teraz nie stać jej, by mogła kupić choćby najmniejszą rybę dzieciom z Centrum Dobrego Samarytanina.
W dramatycznych słowach misjonarka podkreśla, że jeśli „nie znajdą się serca gotowe, by pomóc, dużo osób tutaj, w Afryce, umrze”. O nadchodzących tragediach od kilku tygodni konsekwentnie alarmował ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Wyjaśnia, że głód może uruchomić nową falę przemocy. Wykładowca UKSW spodziewa się też rosnącej presji migracyjnej. Wskazuje na Egipt. – Sytuacja ekonomiczna i polityczna jest tam w miarę stabilna. Chleb zdrożał jednak o 100 proc. Wobec tego wyobraźmy sobie, co może dziać się w takich krajach jak Sudan Południowy – mówi.
Według „Financial Times” w Egipcie pszenica odpowiada za 35-39 proc. spożycia kalorii na osobę. Kraj jest największym na świecie importerem tego zboża. Rząd podjął decyzję o dotowaniu chleba. W spichlerzach – przekonują urzędnicy – są zapasy na cztery miesiące. Zaczęły się poszukiwania nowych źródeł dostaw.
Afrykę miał w nadchodzących tygodniach odwiedzić Ojciec Święty Franciszek. Papież chciał dotrzeć do Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu Południowego. Na wizytę nie pozwolił jednak stan zdrowia. Ojciec Święty poprosił wiernych z Afryki o modlitwę, by jak najszybciej mógł znaleźć się wśród nich.

