logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 9 października 2022 (09:49)

Łk 17,11-19

Zdarzyło się, że Jezus, zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.

Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!”. Na ten widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin.

Jezus zaś rzekł: „Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?” Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.


Rozważanie

Wdzięczność

Choć nie ma jej w katalogu cnót, za taką śmiało może uchodzić. Wszak już w starożytności Cyceron pisał, że „wdzięczność jest nie tylko największą cnotą, lecz matką wszystkich innych cnót”. Nie brakowało opinii, iż jej brak wzmacnia w człowieku egoizm, zatruwa właściwy ogląd rzeczywistości. Święty Ignacy Loyola uznał niewdzięczność za korzeń całej ludzkiej biedy.

W liście do Szymona Rodriguesa, jednego ze swoich pierwszych współtowarzyszy, uczył, że „niewdzięczność jest najbardziej okropna ze wszystkich grzechów. […] Jest zapominaniem o otrzymywanych łaskach, pożytkach i błogosławieństwach. Jako taka jest ona przyczyną, początkiem i źródłem wszystkich grzechów i nieszczęść”. O niej też wspomina Pan Jezus w proklamowym dziś fragmencie Ewangelii.

Gdyby tak udało się policzyć, a następnie ująć w statystyczne tabele, ile w naszej modlitwie jest uwielbienia Boga, wdzięczności za łaski, jakie od Niego otrzymujemy, jaka zaś jej część to same tylko prośby, jak by to wyglądało? „Jezu, błogosław, daj, pomóż, uzdrów, wskaż kierunek, obdaruj niebem… Maryjo, prowadź, chroń, wyproś mi błogosławieństwo u Syna! Święci patronowie, wstawiajcie się za nami! Aniele Boży, stróżu mój – ty zawsze przy mnie stój!”. Kościoły zaludniają się młodymi ludźmi przed maturą, egzaminami, ale kiedy już jest „po”, świecą pustkami. Jak trwoga, to do Boga – brzmi stare porzekadło. Jakże prawdziwe. Zapominamy o wdzięczności, tak jak dziewięciu uzdrowionych trędowatych.

Proście, a otrzymacie. Kołaczcie! Bądźcie natrętni, stanowczy, nie odpuszczajcie! – zachęcał sam Pan Jezus. Problem w tym, żeby zachować proporcje, aby Kościół, przestrzeń modlitwy, nie zamienił się w „biuro usług dla ludności”. Grozi nam skomercjalizowanie przestrzeni ducha – tak funkcjonujemy we współczesnym świecie i przenoszenie matryc zachowań jest nieuniknione.

Modlitwa wdzięczności, adoracji, uwielbienia jest aktem czystej miłości. Ona nas odróżnia od tych, którzy wiarę traktują „kliencko”. Wdzięczność buduje tożsamość. Określa relacje i pozwala uwolnić się od ciągle obecnego, natrętnego „ja” domagającego się uwagi, stawiania w centrum. Przywraca Stwórcy należną cześć i miejsce w porządku wszechrzeczy.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik