Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:
„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
Rozważanie
Triumf człowieczeństwa
Wniebowstąpienie Jezusa jest wydarzeniem wielowymiarowym, niesie paradoksy, do których – patrząc z perspektywy ludzkiej na całą historię zbawienia – się przyzwyczailiśmy. „Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi” śpiewaliśmy przecież jeszcze nie tak dawno w bożonarodzeniowej kolędzie. Kiedy Piłat pytał o Jezusowe królestwo, usłyszał, że nie jest ono stąd, choć wcześniej Mistrz tłumaczył, iż tak naprawdę zaczyna się już tutaj, na ziemi. Przepustką do niego jest wiara, nawet tak mała jak ziarnko gorczycy. Tronem okazał się krzyż, a szczytem miłości – śmierć i zmartwychwstanie. Na Górze Oliwnej Jezus żegnał się z uczniami, ale jednocześnie zapewniał: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Daleki i zarazem tak bliski.
Dzisiejsza uroczystość, oprócz wymiaru teologicznego i historycznego, jest świętem człowieczeństwa: tryumfem nie tylko Syna Bożego, który dzięki jedności z Ojcem pokonał śmierć, piekło i szatana, ale również ułomnej i słabej ludzkiej natury, której Bóg przygotował mieszkanie w niebie. Jak pisał Benedykt XVI w swojej książce „Co to jest chrześcijaństwo?”, związek człowieka z Chrystusem stał się nie tylko relacją „ja-ty”, ale dał też początek nowemu, jedynemu w swoim rodzaju „my”, które przekracza granice życia i śmierci.
Ewangelia dzisiejsza to także posłanie misyjne. Czy ma ono jeszcze sens? „Czy nie lepiej byłoby się spotkać w dialogu między religiami i razem budować pokój na świecie?”– pyta Papież w cytowanym wyżej dziele. I odpowiada: „Nie, ponieważ w takim ujęciu religie byłyby co najwyżej różnymi wariantami tej samej rzeczywistości, a zagadnienie prawdy musiałoby być zawieszone”. To dla wiary jest zabójcze. Aby nieść Jezusa innym, trzeba najpierw Go spotkać i samemu Go pokochać. Pojąć, że „człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie” (św. Jan Paweł II). W Ewangelii św. Mateusza czytamy, że gdy niektórzy wątpili, „Jezus zbliżył się do nich i przemówił”. Zapał misyjny rodzi się z tej bliskości: bliskości słowa Dobrej Nowiny, sakramentu, Kościoła. Z rozpoznania i przyjęcia w pełni prawdy o Bogu, który „do końca nas umiłował”.

