Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.
Rozważanie
Boży globalizm
Autor Dziejów Apostolskich ze szczegółami opisuje spektakularność wydarzenia, zdziwienie świadków, zachwyt uczniów. Jak istotny ślad musiało ono pozostawić w jego uczestnikach, jeśli mowa Piotra wygłoszona tuż po nim (tak, tego samego, który kilka tygodni wcześniej zaparł się Jezusa) sprawiła, że słuchający „przejęli się do głębi serca”? Wielu przyjęło chrzest. Czytamy, że „przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz” (por. Dz 2,1-41)?
Nie o sensacyjność, poruszenie zmysłów i woli chodziło jednak w dniu zesłania Ducha Świętego. Mamy kontynuację objawiania się Boga jako Tego, który ukochał nas „do końca”, przekracza granice, jednoczy, porusza, uzdalnia do podjęcia nowych zadań, zabiera lęk. Bogactwo dzisiejszej liturgii słowa ukazuje w konkretach tę różnorodność, jest uwerturą symfonii, którą staje się właśnie Kościół. Ów, o ile tak można powiedzieć, „chrześcijański globalizm” jest jedynym, jaki pojawił się w dziejach, a który ma w sobie potencjał zmiany oblicza ziemi. Każdy inny to tylko suma partykularnych, często wykluczających się i zbudowanych na egoizmie interesów.
W Dziejach Apostolskich czytamy, że zgromadzeni na placu usłyszeli Ewangelię „w swoim języku”. To ważne dla nas, dzisiaj podzielonych, szukających Kościoła w wersji 2.0, 3.0 itd., najlepiej bez krzyża i bez wymagań albo i bez Zmartwychwstałego, który tylko „komplikuje” życie. Określenie wykracza daleko poza sens lingwistyczny. Cóż to bowiem znaczy: usłyszeć Ewangelię w swoim języku? To pozwolić, by słowo Chrystusa – mocą Ducha Świętego, który prowadzi „do całej Prawdy” – stało się integralną cząstką mojej egzystencji, zamieszkało we mnie (jak się to stało w Maryi podczas zwiastowania), by każdy dzień stał się wielkim „tak” wypowiedzianym wobec Bożego zaproszenia.

