logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: RADIOMARIA.FR/ Inne

Trwajcie mocni w wierze!

Poniedziałek, 1 kwietnia 2024 (11:24)

Z ks. bp. Markiem Ailletem, ordynariuszem francuskiej diecezji Bayonne, Lescar i Oloron rozmawia Ewa M. Małecka.

W Polsce koalicja rządząca nic nie robi sobie z konstytucyjnych zapisów zapewniających każdemu człowiekowi prawo do życia, we Francji sprawy zaszły jeszcze dalej: niedawno właśnie do konstytucji wpisano „prawo” do zabicia dziecka w łonie matki.

– Tak, to tragiczne. Myślę, że nastąpiło jakieś zaciemnienie sumień, które w naszym francuskim społeczeństwie postępuje coraz dalej. Francja ma spośród krajów europejskich rekordową liczbę aborcji: w 2022 roku wykonano ich tu 234 tysiące. To mniej więcej jedna aborcja na cztery urodzenia. Przecież przy dzisiejszych postępach genetyki nikt nie może zaprzeczyć, że od pierwszej chwili poczęcia mamy do czynienia z człowiekiem! Tymczasem wciąż się powtarza, że kobieta ma prawo dysponować swym ciałem, podczas gdy nauka wie dobrze, iż embrion od swego zaistnienia jest istotą ludzką odrębną od ciała matki. Jesteśmy też tym krajem w Europie, gdzie najbardziej rozpowszechniona jest praktyka antykoncepcji. Stosuje ją jakieś 90% kobiet w wieku prokreacyjnym. I aborcja staje się dla nich także jedną z metod antykoncepcji.

Mamy jeszcze klauzulę sumienia dla lekarzy, ale jest bardzo prawdopodobne, że aborcja wpisana do konstytucji jako jedno z praw podstawowych wejdzie w konflikt z innymi prawami podstawowymi, takimi jak wolność sumienia czy wolność wypowiedzi. Już przecież mamy délit d’entrave numérique (przestępstwo przeszkadzania [w aborcji] poprzez rozpowszechnianie informacji – jak ujmuje francuski ustawodawca: „w celu odstraszającym, co do cech lub skutków dobrowolnego przerwania ciąży”). Co uderzające, we wszystkich debatach, mocno nagłaśnianych przez media, w Zgromadzeniu Narodowym, jak i w Senacie, całkowicie pomijano kwestię życia dziecka nienarodzonego. Dziecko było wielkim nieobecnym tej debaty. Skupiano się wyłącznie na wolności kobiety. A przecież, jak podkreślał wielokrotnie Jan Paweł II, o czym przypomina także Papież Franciszek, aborcja to umyślne zamordowanie osoby niewinnej.

Są jednak Francuzi, którzy jasno to widzą i starają się przeciwdziałać tej potworności, a Jego Ekscelencja jest znany z popierania takich inicjatyw, jak choćby La Manif pour tous. Zechce nam Ksiądz Biskup opowiedzieć o takich działaniach, choćby w swojej diecezji?

– Staram się, jak pisał Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae, wspierać życie, głosić Ewangelię życia, służyć życiu ludzkiemu: poprzez komunikaty duszpasterskie, które wydaję w związku z bieżącymi wydarzeniami, poprzez konferencje, wystąpienia medialne, dialog instytucjonalny, czuwania modlitewne w intencji życia. Myślę, że dziś przede wszystkim musimy budzić sumienia, przemawiać do sumień ludzkich. W mojej diecezji utworzyliśmy Diecezjalną Akademię Życia, która, według karty przygotowanej przez Jana Pawła II, ma bronić życia ludzkiego, głównie przez organizację wykładów, debat, obchodów, wydawanie komunikatów, deklaracji, a także przez tworzenie instytucji służących życiu. Teraz na przykład staramy się utworzyć dom matki i dziecka, gdzie kobiety w stanie błogosławionym znajdujące się w trudnej sytuacji mogłyby znaleźć warunki do tego, by szczęśliwie donosić swe dzieci. Jestem też bardzo związany ze wspólnotą Mère de Miséricorde, pomagającą matkom w potrzebie, i ze stowarzyszeniem francuskim Alliance Vita, które od lat organizuje w diecezji Uniwersytet Życia – coroczny cykl wykładów pomagających formować sumienia w poszanowaniu życia ludzkiego.

Jak wiele osób uczestniczy w tych inicjatywach katolickich w diecezji Księdza Biskupa?

– We Francji jesteśmy świadkami drastycznego regresu praktyk religijnych. Mówi się, że w 1960 roku 25% Francuzów uczestniczyło we Mszy św. w każdą niedzielę. 40 lat później już tylko 10%, a w 2020 roku od 1,8% do 3%. Taka jest średnia w całym kraju. W naszej diecezji trochę wyższa, pomiędzy 5% a 8% mieszkańców przychodzi na Mszę św. w każdą niedzielę. Myślę, że to ta sama mniejszość, która uczestniczy też w duszpasterstwach rodzin, duszpasterstwach młodzieży, w inicjatywach na rzecz życia etc. To mniejszość, ale myślę, że w naszych krajach, dawniej chrześcijańskich, obecnie poddanych tak systematycznej dekonstrukcji, która w istocie wymierzona jest właśnie przeciwko wierze katolickiej, będzie tak jak to przepowiedział w pewnym wywiadzie już w 1969 roku kardynał Ratzinger, późniejszy Papież Benedykt XVI: katolicy staną się mniejszością, a wszystko odrodzi się właśnie z małych wspólnot, żyjących wiarą w sposób bardzo radykalny, w wielkiej miłości braterskiej. To były prorocze słowa.

To wizja w ostatecznym rachunku optymistyczna, jednak zakłada po drodze katastrofę: przecież Kościół w sensie instytucjonalnym nie jest ukształtowany tak, by być w mniejszości.

– To prawda, ale mimo to trzeba wierzyć. Taka jest też nasza chrześcijańska nadzieja: przecież wszystko zaczęło się od dwunastu apostołów, rzuconych w świat pogański, który w dodatku przez całe stulecia prześladował chrześcijan, co zresztą czyni do dziś. Uważam, że trzeba zgodzić się spojrzeć prawdzie w oczy: doświadczamy prawdziwego załamania się wiary katolickiej, jesteśmy świadkami tego, co Jan Paweł II nazywał cichą apostazją. Pan Jezus, mówiąc o znakach poprzedzających Jego ponowne przyjście, wspomniał o powszechnej apostazji. Zadał to przejmujące pytanie: Czy Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, znajdzie wiarę na ziemi? Kościół zawsze zaczyna od małych wspólnot katolików skłonnych żyć swoim powołaniem do świętości. Chrześcijanin to człowiek powołany do świętości, a Kościół wciąż zapewnia wszelkie środki konieczne do uświęcenia ludzi. Do uświęcenia grzeszników, którymi wszyscy jesteśmy. Osobiście jestem pełen nadziei, ponieważ w tym morzu ruin, jakie stanowi nasze społeczeństwo, a czasem nawet Kościół pogrążający się w zamęcie, widzę właśnie małe wspólnoty, powstające, rozkwitające, łączące się. Bo, jak powiedział późniejszy Papież Benedykt XVI we wspomnianym wywiadzie, te małe wspólnoty odbudują Kościół, gdyż będą przyciągały większość społeczeństwa. Ludzie doświadczający w świecie bez Boga swej wielkiej nędzy znajdą w owych wspólnotach, w ich świadectwie, odpowiedź na egzystencjalne pytania, które zawsze się pojawiają.

Tylko czy ludzie zagubieni trafią do tych wspólnot, gdy nie uczy się ich rzetelnie historii, a wszechobecna propaganda antykatolicka oskarża Kościół o wszelkie zło świata?

– Po pierwsze, jak wszyscy wiemy, Jezus sam zapowiedział w Ewangelii, że wśród znaków zapowiadających Jego ostateczne przyjście będą prześladowania. Nie unikniemy ich. I to właśnie prześladowania są dla chrześcijan okazją do dawania świadectwa wiary. Jak stwierdził Tertulian w II wieku: Sanguis martirum semen christianorum est (Krew męczenników jest posiewem chrześcijan). To właśnie przez świadectwo dawane w czasach prześladowań chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się ponad wszelkie przewidywania. A po drugie, Jezus zapowiedział też wśród znaków poprzedzających swoje przyjście, że Ewangelia będzie głoszona na całym świecie. Jest to więc dla nas wezwanie, by wprost i wszelkimi środkami głosić naszą wiarę i aby wierzyć, że Słowo Boże, niosące Prawdę, jest zdolne dotrzeć do sumień ludzkich pomimo wszelkiej propagandy. O tym, że dociera, świadczy fakt, że jesteśmy świadkami znacznego wzrostu liczby dorosłych katechumenów, którzy pochodzą właśnie ze środowisk oddalonych od wiary, czasami wrogich, a jednak pukają do wrót Kościoła, by prosić o chrzest. W tamtym roku we Francji ochrzciliśmy ponad pięć tysięcy osób dorosłych, o tysiąc więcej niż w roku poprzednim. Średnia ich wieku to trzydzieści lat. Nie zgorszyły ich, nie odstręczyły skandale w Kościele, tak bardzo nagłaśniane przez media. Ci ludzie, wręcz zalewani propagandą antykatolicką, antykościelną, przecież zaufali Kościołowi na tyle, żeby poprosić o chrzest! Jest to znak nadziei.

Wydał Ksiądz Biskup także notę popierającą dążenia rolników protestujących przeciw polityce UE. Czytamy w niej m.in., że średnio co drugi dzień ktoś spośród francuskich rolników popełnia samobójstwo.

– Już od dawna w naszych społeczeństwach rolnicy są zapomniani, a przecież to oni nas żywią. W ostatnich latach coraz częściej podaje się w wątpliwość politykę rolną UE, która oczywiście przewiduje różne dopłaty itp., ale godność rolnika nie polega na tym, żeby żył z subwencji. Godność człowieka wymaga, by żył z owoców swej pracy. Dramat rolników w UE od dawna polega na tym, iż nie daje się im żyć z tego, co wyprodukują. Zaczynają sobie uświadamiać, że ich zawód zanika. Narzuca im się takie ograniczenia fitosanitarne, które ogromnie windują koszty. To jest paradoks UE: z jednej strony ograniczenia narzucane własnym rolnikom, z drugiej ideologizacja wolnej wymiany handlowej. Te decyzje są wzajemnie sprzeczne: ci sami ludzie, którzy narzucają nam wszystkie te wyśrubowane normy, podpisują z krajami z całego świata umowy na przywóz do nas żywności, która żadnych norm nie spełnia. Do tego dochodzi cała ideologia ekologiczna. Każe się nam wierzyć, że im więcej hodujemy zwierząt, tym bardziej zatruwamy planetę, więc trzeba zlikwidować hodowle i produkować mięso syntetyczne. Za tym wszystkim stoi mafia wielkich potęg finansowych, które coraz bardziej się bogacą, ze szkodą dla społeczności przywiązanych do ziemi, przede wszystkim rolników. Praca warunkuje rozwój człowieka, a jej brak może prowadzić nawet do samobójstwa. Żyjemy zresztą w społeczeństwie popełniającym gremialne samobójstwo: wszystkie te prawa przeciwne życiu ludzkiemu, eutanazja i aborcja, cała kultura wokizmu, starająca się odciąć człowieka od natury… To kolejny paradoks, bo w imię haseł ekologicznych każe się nam przestrzegać praw natury po to tylko, by je beztrosko łamać w tym, co dotyczy życia ludzkiego. A przecież człowiek jest koroną stworzenia, jest tym, dla kogo Bóg stworzył całą resztę. I rolnicy są ostatnią grupą łączącą dzisiejsze społeczeństwo z naturą. To więc nie tylko kwestia ekonomiczna czy społeczna, ale ogromne wyzwanie antropologiczne. To przewrót cywilizacyjny. „Rolnik” to słowo odsyłające do roli, do ziemi rodzicielki, ziemi stworzonej przez Boga, co nam przypomina, że my też jesteśmy stworzeniami Bożymi. To właśnie tę świadomość współczesna ideologia chce zniszczyć. Chce narzucić nam obraz człowieka, który sam się „stwarza”, sam się produkuje, za pomocą technik przez siebie wynalezionych. A więc trzeba go możliwie najbardziej odciąć od jego więzi naturalnych. Dlatego rolnicy są niczym prorocy dla dzisiejszego świata.

 

Co możemy zrobić, skoro przyszło nam żyć w czasach, kiedy siły wrogie Panu Bogu i nam samym są już tak rozpętane?

– Stając wobec projektów ideologicznych przeciwnych zamysłom Bożym, w istocie toczymy walkę duchową. Nie dajmy się zmylić co do natury tej walki! Nawet jeśli są to zmagania w wymiarze społecznym i politycznym, które nie należą bezpośrednio do sfery działalności Kościoła, to katolicy świeccy są powołani do tego, by tę rzeczywistość doczesną kształtować po chrześcijańsku, w sposób zgodny z wiarą, z nauczaniem Kościoła. Ale przede wszystkim chodzi tu o walkę duchową. Moim zdaniem cała ta kultura dekonstrukcji, a właściwie destrukcji: życia, człowieka, jego pracy, jego natury, społeczeństwa, wszystko to, o czym mówiliśmy, ma jedno źródło, którym jest nieustająca od początku stworzenia walka szatana przeciwko Bożemu zamysłowi miłości. Dlatego uważam, że nie ma co tracić czasu na potępianie wrogów, którzy nie są z ciała i krwi, jak mówi św. Paweł w Liście do Efezjan. Są to duchy nieprawości na wyżynach niebieskich, które chcą zniewolić ludzkość, których wściekłość budzi dusza zwracająca się ku Bogu, które chcą ją Bogu wyrwać. Jest to więc ta wielka walka opisana w rozdziale XII Apokalipsy, gdzie demon czyha na Dziecię Niewiasty, aby je pożreć, gdy tylko się urodzi. Szatan nie przestaje zwalczać dzieci Bożych. Gdy widzę jak dziś przez zabójcze prawa ludzie, sami nie wiedząc, co czynią, zwalczają zamysł Boży, przypomina mi się ten fragment Ewangelii, w którym Jezus mówi do Żydów, że są synami diabła, który jest zabójcą od początku i ojcem kłamstwa. To jest ta sama pierwotna walka szatana przeciw stwórczemu zamysłowi miłości Bożej. Nie dajmy się zmylić: u źródeł wszystkich tych zmagań, które toczymy, czy to w sferze ewangelizacji, czy to w sprawach społecznych i politycznych, jest walka duchowa.

W 1991 roku w czasie Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie Jan Paweł II skomentował po francusku słowa Apelu Jasnogórskiego: czuwam – to znaczy jestem człowiekiem sumienia, nie mylę dobra ze złem, pracuję nad zwalczaniem zła najpierw w sobie samym, następnie wokół mnie. To właśnie jest walka duchowa, którą chrześcijanie muszą toczyć nieustannie i która jest podstawą wszelkich walk doczesnych. I musimy ją toczyć z ufnością w Panu. Pan działa i ma moc docierać do sumień ludzkich poprzez wszystko i ponad wszystkim, co my jesteśmy w stanie zrobić. Tak jak był wszechmocny w historii Izraela i później, w historii naszych narodów chrześcijańskich. We Francji, choćby w czasach Joanny d’Arc, i w historii Polski też wielokrotnie pokazał, że potrafi interweniować. Potrzebuje tylko, żebyśmy oczekiwali Go z wiarą i ufnością i nie kapitulowali w naszej własnej walce ze złem, zabiegali o świętość i starali się pozostać zjednoczeni w Panu. Jak nas wzywał Benedykt XVI w swoim testamencie duchowym: „Trwajcie mocni w wierze i nie dajcie się zwieść!”.

Dziękuję za rozmowę.

Ewa M. Małecka

Nasz Dziennik