logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ewangelia

Niedziela, 17 sierpnia 2025 (09:46)

Łk 12,49-53

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.

Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.


Rozważanie

Miecz i ogień

Słowa dzisiejszej Ewangelii, wyrwane z kontekstu, mogą dziwić. Nie pasują do Jezusa. Tak jak obraz łagodnego pasterza, pokornego baranka niosącego pokój światu nie pasuje do wizerunku rewolucjonisty. Rzecz jasna rozumiemy, że nie chodzi tu o ogień i łuny pożarów, złowieszczo rozświetlające krwawe bunty rewolucji francuskiej czy bolszewickiej, nie o pomysły na lepszy świat snute w szalonych głowach Che Guevary czy Mao. Chodzi nie o ten ogień, który niszczy, ale o taki, który oczyszcza, leczy. Spopiela toksyczne sojusze i niweczy powstałe mury nienawiści. Jest to ogień miłości, która chce usunąć wszystko, co zagraża jej samej. Chodzi nie o miecz, który zadaje rany i zabija, ale o słowo Boga „przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Badające ludzkie serce, nazywające po imieniu prawdę i fałsz, wydobywające na światło dzienne wszystko to, co się w nim kryje.

Ewangeliczna gorliwość (Jezus nazywa ją ogniem) jest niezgodą na wszelką małość i egoizm, które rodzą się w człowieku. Jest protestem przeciwko wszystkiemu, co pomniejsza innych, przeciwko stereotypom, zaakceptowanym kompromisom ze złem. Stanowi bunt przeciw lenistwu, gnuśności i bylejakości. Rozłam, o jakim mowa, ma na celu oddzielenie prawdy od tego, co ją tylko udaje. Nie może być – i nie jest! – przesłanką do wznoszenia kolejnych murów.

Słowa Jezusa doskonale wyjaśniają misję Kościoła stającego dziś w obronie wartości, zasad, nazywającego po imieniu wszelkie absurdy rzeczywistości. A że przez to naraża się na zniewagi, zmasowane ataki, furie różnych środowisk? Nie szkodzi. Tak było od początku. „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził” – mówił Jezus. „Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: ’Sługa nie jest większy od swego pana’. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (por. J 15,20). Świat jest w stanie zaakceptować Jezusa, który klepie po ramieniu i powtarza: „Jest OK, nie musisz niczego robić!”, „otwarty” Kościół, który wszystkiemu i wszystkim przyklaskuje, ogranicza się w działaniu do bycia organizacją charytatywną i zapewniania ornamentyki rodzinnych uroczystości. Tylko że pierwszym i najważniejszym zadaniem Kościoła jest prowadzić ludzi do zbawienia. I nikt z tego zadania go nie zwolnił.

Czasem trzeba umieć powiedzieć „non possumus”, nawet jeśli słowa zabolą. Nawet jeśli straci się medialny blask i ktoś na Kościół „się obrazi”. Nie szkodzi. Prawda zawsze się obroni.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik