Jezus – jak sam o sobie mówił, „cichy i pokornego serca”
– bierze do ręki bicz ze sznurków i robi „demolkę” na placu świątynnym. Wypędza przekupniów, bankierów, handlarzy. „Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!”. Zazgrzytało. „Przecież zawsze tak było”
– tłumaczyli się Żydzi. Przecież tak jest wygodniej:
po co wlec przez długą drogę zwierzęta, które miały być złożone na ofiarę. Nie lepiej kupić na miejscu, aby dopełnić religijnego obowiązku? Sprawnie i szybko załatwiony „temat” z Jahwe! Zresztą sykle świątynne (waluta, w której regulowano obowiązkowe donacje) można było wymienić tylko w kantorach na miejscu. Wszak denar nosił wizerunek Cezara. Prowizja – rzecz słuszna! I wszyscy zadowoleni. Tylko gdzie w tym wszystkim jest Bóg?
W gęstwinie „obowiązków”, „odhaczania” powinności, religijnej „akuratności”?
Dlaczego Jezus narusza wygodne dla wszystkich, powszechnie akceptowane status quo? Przecież kupcy ułatwiali ludziom spełnianie powinności! Czyni to dlatego, ponieważ szala fałszu, interesowności, jakie przy tej okazji narastały, niebezpiecznie przechyliła się w stronę absurdu. W relację z Bogiem wdarła się mentalność handlowa.
Coś za coś! Jahwe został sprowadzony do poziomu kontrahenta. Gwałtownie reagując na powyższą sytuację, Jezus ostro napiętnował przekonanie, że u Boga można sobie coś „kupić”, „załatwić”, „zakombinować”. Chodziło
o uwolnienie serc od takiego – nieobcego przecież również nam – myślenia. Dalekiego od ducha Ewangelii.
Może nawet bluźnierczego.
Gwałtowność Jezusa (usprawiedliwiona – Żydzi w głębi duszy wiedzieli, że miara się przebrała, dlatego nie ma wzmianki o jakiejkolwiek interakcji) wskazuje na wagę problemu. Miłości Boga nie można wymierzyć syklami
i ofiarami. Kiedy i dziś. Ona jest i zawsze będzie. Nie musimy za wszelką cenę próbować do niej „doskakiwać”, używać jakichkolwiek gierek, by ją zdobyć. Jedyną odpowiedzią na nią może być tylko nasze życie, miłość rozumiana jako pokorna służba, gotowość do ofiary, dawanie siebie innym, życie dla Niego i drugiego człowieka – taka, o której pisze św. Paweł w słynnym hymnie.
Co by dziś Jezus zrobił, widząc naszą „kupiecką mentalność” w myśleniu o Nim?

