W owym czasie wyszło rozporządzenie cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Podążali więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta.
Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.
Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Powiła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.
W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. I rzekł do nich anioł: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”.
I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał”.
Rozważanie
Podejdź bliżej!
Opis narodzin Pana Jezusa zawdzięczamy św. Łukaszowi. Jako uczeń św. Pawła wielokrotnie rozmawiał z apostołami, zapewne też znał Maryję, spotykał Ją. Przedstawił Ją w sposób subtelny, delikatny. Może to z tego właśnie powodu powstała legenda, iż namalował (niektórzy dodają, że na deskach, z których zrobiony był stół) Jej ikonę. Czy tak rzeczywiście było? Nie wiemy. Na pewno „namalował” Miriam i Jej historię słowem. I jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni.
Na pierwszy rzut oka kronikarski opis narodzin Syna Bożego nie wyróżnia się niczym szczególnym: ot, biednym ludziom urodziło się dziecko. Nie chciano ich gościć w gospodzie, bo nie wyglądali na takich, co mogliby suto zapłacić za pokój (wszak to był high sezon – spis ludności w całym państwie), poza tym kobieta rodząca dziecko powoduje zaciągnięcie rytualnej nieczystości (także przez tych, którzy nieopatrznie mogliby się jej dotknąć) – pobożni żydzi nie chcieli ryzykować w tak szczególnym momencie. Pozostała więc stajnia (obora?) ze stajennymi wyziewami, towarzystwem zwierząt, niekoniecznie zachwyconych obecnością ludzi. Nic z sielanki. Mało jasełkowy obraz. Owszem, Bóg dołożył do tego „pozłacane ramy” – chóry anielskie, światło, pokłon pasterzy. Dla nas to zrobił, bo kochamy ornament. Ale przecież chodzi nie o sielankę, ale o zbawienie świata. Święty Łukasz w Ewangelii dzieciństwa pisze o pasterzach, którzy „trzymali straż nocną nad swoją trzodą”. Widzieli z daleka rzeczy, których nie byli w stanie racjonalnie wytłumaczyć. „Nie bójcie się!” – usłyszeli od anioła. Mieli wątpliwości, ale zaufali. Odnaleźli w sobie odwagę, aby wyruszyć w drogę – szczególną pielgrzymkę wiary – i złożyć hołd Dziecięciu. Nie spodziewali się, jak bardzo zmieni ona ich życie: „wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane”.
Doświadczenie mocy, bliskości Boga zawsze przemienia. Warunek jest jeden: trzeba przełamać strach, podejść bliżej – z daleka niewiele widać. Obudzić w sobie „zbawczą ciekawość” (jak to uczynili pasterze, Nikodem czy Zacheusz), bez żalu rozstać się ze schematami i uprzedzeniami. Uwierzyć, że Jezus przychodzi do wszystkich, nawet tych, dla których święta to „magia” i góra prezentów – niestraszne Mu „ziemskie barłogi”, odrzucenie, obojętność.
Boże Narodzenie nie jest po to, aby było miło, sielsko. Ono „ustawia”, programuje naszą wewnętrzną pielgrzymkę wiary na cały rok. Wystarczy odpowiedzieć odwagą i miłością na Bożą miłość. Podejść bliżej – do Jezusa, Jego słowa, sakramentów, Kościoła, by później powrócić do codzienności, „wielbiąc i wysławiając Boga”.

