logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Odeszła Maureen Digan – uzdrowiona w Łagiewnikach

Czwartek, 4 czerwca 2026 (18:22)

W poniedziałek 1 czerwca w Stanach Zjednoczonych
zmarła Maureen Digan, kobieta uzdrowiona przed laty
przy grobie św. Siostry Faustyny w Krakowie-Łagiewnikach.

Kobieta stała się apostołką Bożego miłosierdzia – była związana z Narodowym Sanktuarium Bożego Miłosierdzia
w Stockbridge. Świadkiem cudu był śp. o. Serafin Michalenko, marianin.

Będąc zakonnikiem, o. Michalenko posługiwał ofiarnie ludziom, aż w końcu w 1981 r. stał się świadkiem cudu... Maureen Digan, mieszkanka stanu Massachusetts, była ciężko chora – cierpiała na limphedemę – słoniowaciznę, wolno postępującą, ale nieuleczalną chorobę. Kobieta
przez 10 lat przebyła 50 operacji. Lekarze uważali, że jej przypadek jest beznadziejny. Maureen amputowano już jedną nogę do biodra, a czekał ją kolejny zabieg na drugą kończynę. Maureen bardzo się bała. Nie mogła się pogodzić z chorobą, buntowała się i w końcu straciła wiarę. 

Wtedy kobieta poznała Boba. Młodzi zakochali się.
Pomimo wielu problemów, kolejnych operacji, amputacji nogi kobiety, a nawet chwilowych rozstań pobrali się. Lekarze zastrzegali, że małżonkowie nie będą mogli
mieć dzieci i rzeczywiście pierwsze zostało poronione.
Po dwóch latach małżeństwa Maureen urodziła jednak
syna Bobbiego. Niestety, okazało się, że chłopczyk ma uszkodzony mózg. Gdy miał niespełna dwa lata, przestał mówić i chodzić. Szpital stał się niemal drugim domem
dla niego i jego mamy. Jakby problemów było mało, Maureen groziła amputacja drugiej nogi... 

– Razem z mężem i ciężko chorym synem Maureen mieszkała niedaleko Bostonu. Kiedy małżonkowie dowiedzieli się, że zostałem wyznaczony na wicepostulatora na Amerykę Północną, przyjechali mnie prosić o modlitwę i relikwię Siostry Faustyny. Maureen
była w takim stanie, że nawet nie mogła wyjść
z samochodu, żeby wejść do świątyni. Zszedłem więc
do niej i pomodliłem się nad nią. Powiedziałem, że relikwię prześlę im do domu, ale oni wyjaśnili mi, że nie ma
na to czasu, gdyż zabieg ma się odbyć nazajutrz. 

Kobieta nie zdecydowała się jednak na operację, a jakiś czas potem przyjechał do mnie jej mąż Robert i poprosił, bym razem z nimi pojechał do Krakowa, do grobu Siostry Faustyny, gdyż tam wydarzy się cud i muszę być jego świadkiem. Kiedy otrzymałem pozwolenie na wyjazd,
od razu rozpoczęliśmy nowennę za wstawiennictwem Siostry Faustyny.

Robert nie miał wątpliwości. On dużo się modlił
i głęboko wierzył w cud. W słowa Chrystusa:

„Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą” (Mt 7,7-8).

Wiedziałem, że Państwo Digan nie znają polskiego
i trzeba im pomóc. Nie chciałem też zaprzeczać wielkiej wierze Roberta, męża Maureen. Kiedy po wielu perypetiach przyjechaliśmy do Krakowa, zamieszkaliśmy w klasztorze
u sióstr. O naszym przyjeździe zawiadomiono ks. kard. Franciszka Macharskiego, a on przyszedł modlić się
z nami przed słynącym łaskami obrazem Pana Jezusa Miłosiernego. W ostatnim dniu pobytu Maureen, która
była wcześniej bardzo zbuntowana, poszła do spowiedzi.
W tym też dniu – 28 marca 1981 r. – wydarzył się cud. Puchlina zupełnie znikła z nogi i chora przestała odczuwać ból. Kiedy chciała założyć but, musiała wypychać go papierem, aby nie spadł jej z nogi... Zaskoczona nie powiedziała mi tego od razu – dowiedziałem się o tym dopiero, kiedy przyjechaliśmy do Rzymu...
Kiedy zwiedzaliśmy Wieczne Miasto, chodziła o kuli,
nie narzekała na ból – opowiadał marianin.

Specjalna komisja zbadała przypadek uzdrowienia Amerykanki Maureen Digan i uznała, że było ono natychmiastowe, całkowite i niewytłumaczalne
z punktu widzenia medycyny. 

W kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach w gablotach umieszczone są wota, które przypominają wiernym
o uzdrowieniu Maureen Digan.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl