logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: See Below/cc.3.0/ Wikipedia

Islamiści znaczą chrześcijan

Czwartek, 22 sierpnia 2013 (02:05)

Islamiści w Egipcie oznaczają chrześcijańskie domy i sklepy czarnym znakiem „X”, aby było wiadomo, kogo atakować. Spłonęło już ponad 80 kościołów, dochodzi do linczów, mówi się już nawet o religijnych czystkach.

 

Islamiści biorą odwet na chrześcijanach, oskarżając ich, że są współodpowiedzialni wraz z wojskiem za obalenie głowy państwa Mohammeda Mursiego. Zwraca na to uwagę koptyjsko-katolicki biskup Kyrillos William Samaan z Asjut.

– To jest oczywiście absurd. 33 mln Egipcjan domagało się jego rezygnacji. My, chrześcijanie, nie byliśmy jedynymi, którzy demonstrowali przeciwko Mursiemu – zaznacza. W podobnym tonie wypowiada się także egipski jezuita o. Samir Khalil Samir, doradca Stolicy Apostolskiej ds. islamu. Zauważa, że to sami Egipcjanie odsunęli Mursiego i Bractwo Muzułmańskie od władzy, bo ich rządy okazały się kompletną porażką. – Zamiast postawić Egipt na nogi, zajęli się islamizacją wszystkich dziedzin życia i doprowadzili gospodarkę do ruiny – wskazuje.

Niestety, islamiści nie chcą nawet myśleć o pojednaniu, do którego wzywają nowe władze, i stosując krwawą przemoc, nadal realizują swoje cele. Spalili już ponad 80 kościołów. Plądrują też placówki chrześcijańskie, takie jak szkoły czy szpitale. Ludzie boją się wychodzić z domów. Kończą się im zapasy żywności. – Chciałbym jakoś do nich dotrzeć, by im pomóc, ale sam od dwudziestu dni nie mogę opuścić biskupstwa – wyznał ks. bp Juhannes Ezzat Zakaria z Luksoru, nazywając sytuację w kraju tragiczną.

Biskupi koptyjscy mówią już nawet o czystkach religijnych, jakich dokonuje Bractwo Muzułmańskie. Świadczyć o tym może np. oznaczanie przez islamskich ekstremistów w miastach Minya i Al Nazla czarnym znakiem „X” domostw i sklepów chrześcijańskich.

To odpowiedź na apel szejka Yusifa al-Qaradawiego, jednego z duchowych przywódców Bractwa Muzułmańskiego, który miał wzywać do odwetu na wyznawcach Chrystusa. Chrześcijanie egipscy nie mają wątpliwości, że to forma wskazania, kogo trzeba atakować, i próba ich zastraszenia. Podobne działania odnotowano także w innych miastach. W Beni Suef, Fajum i Asjut do chrześcijańskich domów i firm dotarły ulotki wzywające wyznawców Chrystusa do opuszczenia Egiptu. Cytowany przez MidEast Christian News chrześcijanin Abul Ezz el-Hariri Muslim, były kandydat na prezydenta, zwraca uwagę, że ataki na kościoły i placówki chrześcijańskie są tylko pierwszym krokiem na drodze do wymordowania lub przesiedlenia Koptów z Egiptu. Taki właśnie cel stawia sobie Bractwo Muzułmańskie. Ich plan zakłada czystki i przesiedlenie Koptów.

Egipscy chrześcijanie czują się zdradzeni przez Zachód i USA. Apelują o nieprzymykanie oczu przez społeczność międzynarodową na przemoc, jakiej dopuszcza się Bractwo Muzułmańskie. Na razie do wielkich tego świata nie przemawiają nawet takie zdarzenia, jak choćby barbarzyński lincz na taksówkarzu, który został zakatowany przez tłum islamistów za to, że miał świecący krzyż na tablicy rozdzielczej samochodu, czy porwanie kilku sióstr zakonnych ze zniszczonej wcześniej szkoły w Suezie. Obwożono je potem po mieście ciężarówką, obrzucano bluźnierstwami i wyzywano od niewiernych.

Tylko nacisk ze strony mieszkańców miasta sprawił, że zostały uwolnione. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że wielu umiarkowanych muzułmanów staje w obronie chrześcijan. Jak poinformował „Nasz Dziennik” polski misjonarz w Aleksandrii ks. Jan Bednarz, w większości małych miast powstały Komitety Chrześcijańsko-Muzułmańskie w obronie kościołów i szkół. – Moim zdaniem, zbyt wiele interesów zewnętrznych doprowadziło do obecnej sytuacji w Egipcie, ale także przemilczanie aktów przemocy i prześladowań chrześcijan – wskazuje salezjanin.

Sławomir Jagodziński

Aktualizacja 10 września 2013 (13:32)

Nasz Dziennik