logo
logo

Zdjęcie: / -

Błogosławiona Jolanto – módl się za nami

Poniedziałek, 20 października 2014 (02:00)

Któż nie chciałby dorastać w rodzinie, której większość członków to ludzie święci, żyjący na co dzień Ewangelią! Błogosławiona Jolanta (właściwie Jolenta, imię to zostało jej nadane dla pamięci ciotki, królowej aragońskiej, w Polsce zaś używała imienia Helena) miała to szczęście: chwały ołtarzy dostąpiły jej obie siostry Kinga i Małgorzata Węgierska (trzecia, Konstancja, zmarła w opinii świętości) oraz ciotka Elżbieta i stryjenka Salomea. Jej przodkiem był św. Stefan, wielki król Węgier, oraz św. Emeryk i Władysław. Jak podaje hagiografia w jej niemowlęcej komnacie odprawiano co dzień Mszę św., a pierwsze słowa, które wymieniła, były imionami Matki Bożej i Zbawiciela.

Mając nadzieję na wydanie Jolanty za któregoś z piastowskich książąt, król Bela IV wysłał ją na krakowski dwór swej starszej córki Kingi. Gdy osiągnęła wiek 14 lat, wydano ją za księcia kaliskiego Bolesława, z którym (choć starszym o 25 lat) stworzyła szczęśliwą rodzinę. Urodziła trzy córki, z których średnia – Jadwiga – została żoną Władysława Łokietka. Wychowała też dzieci swojego szwagra, księcia wielkopolskiego Przemysła I – cztery dziewczynki i jednego chłopca – późniejszego pierwszego po rozbiciu dzielnicowym króla Polski, Przemysła II.

Jako księżna kaliska uczestniczyła w polityce męża, czego dowodem są podpisy w dokumentach książęcych wspominające o „umiłowanej małżonce, pani Jolancie”. Wspierała ubogich, chorych, bezdomnych i głodnych. Troszczyła się o potrzeby kościołów, kaplic i szpitali. Zapewne miała też udział w licznych fundacjach swojego męża na rzecz klasztorów, szczególnie klarysek i cysterek. Słowem, realizowała zgodny z duchem swojej epoki ideał dobrej pani – księżnej, żony i matki.

W 1279 roku zmarli mężowie obu sióstr. Książę kaliski i wielkopolski w kwietniu, a krakowski w grudniu. Jolanta i starsza o niej o 10 lat Kinga zdecydowały się na wstąpienie do klasztoru klarysek w Starym Sączu. Po śmierci Kingi przeniosła się bliżej swojej córki Anny, mieszkającej u klarysek w Gnieźnie, w klasztorze ufundowanym przez Przemysła II. Tam też zmarła około 1300 roku, pełniąc obowiązki ksieni. Feliks Koneczny wspomina, że Jolanta (podobnie jak Kinga) dbała o rozwój języka polskiego do tego stopnia, że „kazała kapelanowi, żeby jej z łacińskiego brewiarza czytał po polsku, a więc wpatrzony w tekst łaciński tłumaczył go w głos na polski”. I dodaje: „Co za szkoda, że z tych prac nic się nie dochowało na piśmie!”

W czasach, w których wiele kobiet szuka dróg tak zwanej samorealizacji – często kosztem własnej rodziny i wypełniania naturalnego powołania – może być bł. Jolanta patronką, może stać się przykładem pokornego poddania się Bożemu prowadzeniu. Nie szukając zaspokojenia swoich przyjemności oraz pomysłów, okazała posłuszeństwo innym – najpierw ojcu (wychodząc za księcia Bolesława), potem mężowi, na koniec zaś Bożemu wezwaniu do życia pokutnego. Wielu nam współczesnym taka postawa wyjednałaby zbawienie, zaoszczędzając niepotrzebnych cierpień za życia i po śmierci…

ks. Łukasz Kadziński

Nasz Dziennik