logo
logo

Zdjęcie: arch./ Inne

Błogosławiony Jerzy Popiełuszko, męczenniku bezbożnego komunizmu – módl się za nami

Wtorek, 25 listopada 2014 (02:00)

Od dzieciństwa pragnął kapłaństwa, dlatego też jako jedyny z pięciorga rodzeństwa poszedł do liceum w Suchowoli, aby potem wstąpić do seminarium duchownego w Warszawie. Będąc wikariuszem w wielu parafiach, jednocześnie towarzyszył warszawskim środowiskom medycznym jako ich duszpasterz. Wkrótce, po ciężkiej operacji tarczycy, sam zaczął mieć duże problemy ze zdrowiem, dlatego zamieszkał w parafii pw. św. Stanisława Kostki jako rezydent z (teoretycznie) mniejszą liczbą obowiązków. Ostatniego dnia sierpnia 1980 r. trochę przypadkowo (wszyscy kapłani w parafii byli zajęci) został wysłannikiem Prymasa Tysiąclecia do strajkujących z Huty Warszawa. Od tego spotkania przy ołtarzu rozpoczął się niezwykle istotny etap kapłańskiej posługi ks. Jerzego – towarzyszenia robotnikom.

Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego razem z ks. proboszczem Teofilem Boguckim rozpoczął odprawianie comiesięcznych Mszy św. za Ojczyznę. Zaangażował się też w pomoc prześladowanym członkom zdelegalizowanej „Solidarności”, uczestniczył w procesach aresztowanych robotników, organizował wsparcie dla rodzin internowanych. Bezkompromisowość i odsłaniające prawdę homilie ściągnęły na niego wściekłość władz: zaczęły mnożyć się zastraszenia, dwukrotnie włamano się do mieszkania ks. Jerzego, był śledzony i aresztowany pod spreparowanymi zarzutami. Lato 1984 r. stało się zaś początkiem nagonki medialnej sterowanej przez ówczesnego rzecznika rządu, który Msze św. za Ojczyznę nazywał „seansami nienawiści”.

19 października 1984 r. na drodze z Torunia do Warszawy ks. Jerzy został uprowadzony przez funkcjonariuszy Departamentu IV MSW. Nie wiemy, co się z nim działo aż do 30 października, kiedy to z zalewu we Włocławku wyłowiono jego zmasakrowane ciało. Wydaje się, że nienawiść do ks. Jerzego i prawdy, którą głosił, zatruła najważniejszych urzędników ówczesnego systemu, którzy zapragnęli jego śmierci. Możliwe, że za tą zbrodnią kryło się też piłatowe tchórzostwo przed niezadowoleniem moskiewskich towarzyszy.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest swoistym znakiem pewnego nierozliczenia, wciąż pozostają aktualne (zwłaszcza dziś) słowa tego kapłana męczennika wypowiedziane w maju 1984 r.: „Sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeśli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować. […] Naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami”.

ks. Łukasz Kadziński

Nasz Dziennik