Widziałem pogrzeb Ojca Świętego.
W wigilię Bożego Miłosierdzia
2 kwietnia 2005 r. o godzinie 21.37
Miłość nam umarła.
Księża, wstawajcie,
odprawiajcie Msze!
Płakali dobrzy i dranie.
Ustawiali znicze ze łzami
przy kościołach, przy krzyżach,
wzdłuż ulic. Pogodzili się w Sejmie,
wyciszyli się kibice, na krótko,
tylko na miesiąc.
Stanął mi przed oczyma
Sienkiewiczowy
opis śmierci Piotra.
A Piotr po raz ostatni
patrząc na miasto Cezarów,
wyciągniętą prawicą
błogosławi urbi et orbi.
A w Watykanie był pogrzeb
według rzymskich rytuałów.
Drewniana trumna na ziemi,
jedna róża na trumnie,
wiatr szarpał kartami księgi,
wreszcie zamknął księgę i amen.
I co my zrobimy bez Papieża,
co mówił do nas i za nas?
Teraz Wy będziecie mi świadkami. (Dz 1,8)
Subito Santo!
Nie tak szybko, ale bardzo szybko
Papież Polak został błogosławionym,
a potem kanonizowanym,
czyli ogłoszony Świętym.
Janie Pawle, teraz przyjdź
pośród Świętych wywyższony,
Słowa Twoje zamień w czyn
Bóg niech będzie uwielbiony.
Niech zadrży ziemia, zagra róg:
bo nic nad Boga i Któż jak Bóg!

