logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Wyjątkowa relikwia

Środa, 13 maja 2015 (19:58)

Dziś – w 34. rocznicę zamachu na św. Jana Pawła II – w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie została odsłonięta sutanna, w którą był ubrany na placu św. Piotra w Rzymie 13 maja 1981 roku.

– Niech ona będzie świadkiem tego zamachu, ale też świadkiem wielkości Jana Pawła II – powiedział ks. kard. Stanisław Dziwisz. Od dziś cenna relikwia będzie wystawiona na widok publiczny w jednej z kaplic kościoła górnego sanktuarium św. Jana Pawła II, będącego częścią papieskiego Centrum „Nie lękajcie się!” w Krakowie. 

– Trudno ją było dłużej trzymać w domu. Trzeba było ją przekazać w miejsce, w którym będzie przechowywana. Niech ona będzie świadkiem tego zamachu, ale też świadkiem wielkości Jana Pawła II – mówił ks. kard. Stanisław Dziwisz na konferencji prasowej poprzedzającej odsłonięcie sutanny, którego dokonał wspólnie z s. Tobianą, pracującą w apartamentach papieskich Jana Pawła II.

Ksiądz kard. Dziwisz zaznaczył, że sutanna jest relikwią, a nie obiektem muzealnym, dlatego została umieszczona w kościele, a nie w muzeum.

– Jeszcze bardziej przybliża nam Ojca Świętego przez jego cierpienie i przez tę historię. Mamy świadomość, że to cierpienie wysłużyło na pewno wiele łask dla ludzi – powiedział metropolita krakowski i dodał: – Nasze siostry pilnowały, aby ta sutanna się zachowała, zabrały ją ze szpitala do domu. Ona była schowana i nikomu niepokazywana.

 W 34. rocznicę zamachu ks. kard. Dziwisz wspominał wydarzenia z placu św. Piotra 13 maja 1981 roku. – Wtedy zaczęła się historia tej sutanny – 13 maja, we wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej – przypomniał ks. kard. Dziwisz, podkreślając, że po tych wydarzeniach Ojciec Święty połączył zamach z objawieniami fatimskimi. – Wcześniej nie znał, zwłaszcza trzeciego sekretu. Kiedy podniósł się trochę na zdrowiu, poprosił, żeby mu ten trzeci sekret przyniesiono – wspominał. 

Metropolita krakowski zaznaczył, że był to dzień wyjątkowego nieszczęścia, ale i łaski. Przypomniał, że Ojciec Święty jeszcze w ambulansie, kiedy miał świadomość, coraz słabszy głos, mówił, że przebacza temu, kto to zrobił; nie wiedział, kto to był – ale przebaczał. I ofiarował to za Kościół, za ludzkość.

– Potem nieraz mówił, że jest szczęśliwy, że mógł swoje cierpienie ofiarować za Kościół. Po postrzale z braku krwi, spadającego ciśnienia i słabnącej pracy serca Ojciec Święty stracił świadomość. Widać, że on się bardzo wykrwawił. Tylko Opatrzność Boża – on sam mówił, że Matka Boża Fatimska – uratowała go od śmierci. W szpitalu były takie momenty, że lekarze wątpili, czy da się go uratować. Przyszedł do mnie, jako do księdza, doktor Buzzonetti i mówi, że trzeba dać ostatnie namaszczenie, sakrament chorych, ponieważ ciśnienie bardzo spadło, zaledwie się odczuwa bicie serca. Potem podano krew, ale pierwsza się nie przyjęła. Znaleźli się lekarze, którzy ofiarowali własną krew. Dopiero dzięki temu stopniowo powracał do sił tak, że mogli go operować – relacjonował wydarzenia sprzed 34 lat ks. kard. Dziwisz.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl