logo
logo

Zdjęcie: Arch. Instytutu Prymasowskiego / -

Prymas ratował Kościół

Czwartek, 28 maja 2015 (14:02)

Z prof. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Dziś mija 34. rocznica śmierci ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jaką rolę w utrzymaniu niezależności Kościoła od komunistów w PRL odegrał ks. kard. Stefan Wyszyński?

– Trudno sobie wyobrazić Kościół w tej kondycji, w której był i przetrwał komunizm, bez ks. kard. Wyszyńskiego. Przede wszystkim on rozumiał najgłębszy sens zmagań z komunizmem. Ten sens nie dotyczył kwestii władzy świeckiej, a zmagań na płaszczyźnie kulturowej. Komuniści wytoczyli Kościołowi wojnę religijną o rząd dusz, propagując skrajny ateizm. Rozumiał, że to jest rzecz najgłębsza w całych zmaganiach i taką walkę podjął, chociażby przez wielką nowennę, przez obchody 1000-lecia chrztu Polski, przez trzymanie dyscypliny wśród duchowieństwa. Swoją postawę przypłacił więzieniem, ale od zniewolenia uratował Kościół.

Uwięzienie Prymasa Tysiąclecia mocno uderzyło w Kościół?

– Patrząc na sprawę powierzchownie, była to klęska Kościoła. Dlatego że głowa polskiego Kościoła znalazła się w realnym więzieniu. To po pierwsze. Po drugie, Kościół był zmuszony do akceptacji dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych, a więc niezwykle groźnego, który zniewalał go administracyjnie. Lecz gdy głębiej spojrzymy na uwięzienie Księdza Prymasa, to władza przegrała. Uwięzienie to stało się symbolem prześladowania religijnego. To, że władza musiała pokazać publicznie, że prześladuje Kościół, stanowiło klęskę, bo jej celem było zniewalanie Kościoła bez tak spektakularnych działań w sensie przemocy. Naród natychmiast skupił się więc wokół Prymasa jako realnej głowy Kościoła w Polsce i jako tego, który cierpi za Kościół. Gdy ksiądz kardynał został uwolniony, jego autorytet wśród księży biskupów stał się niepodważalny.

Uwięzienie miało także wydźwięk międzynarodowy.

– Na całą sprawę bardzo stanowczo zareagował Watykan. Stolica Apostolska zdecydowała się także na nałożenie kar kościelnych. Dotknęło to także Bolesława Bieruta. Pokazało to również, że komunizm jest ideologią zbrodniczą, a nie wyzwalającą robotników spod ucisku.

Dużym zaskoczeniem dla władz były zainicjonowane przez ks. kard. Wyszyńskiego śluby Narodu?

– Dla władz był to gigantyczny problem. Śluby jasnogórskie odbyły się w czasie, gdy Ksiądz Prymas był jeszcze więziony, i otwierały okres dziewięcioletniej nowenny. Władze były bardzo zaskoczone tym, że ten czas pokazał, czym jest dla Polaków religia katolicka i Kościół. To Kościół i religia leżą u podstaw państwowości polskiej. Władze zaczęły więc tworzyć program obchodów państwowych 1000-lecia państwa polskiego. Pokazywanie tych obchodów w sensie alternatywnym do obchodów kościelnych były odbierane groteskowo, gdyż początki państwowości Polski łączą się z rokiem 966, a więc ze chrztem Polski. To, co państwowe i religijne, było ze sobą związane, a komuniści starali się to rozdzielać. Doszło nawet do totalnej konfrontacji. Jednak rok 1966 pokazał, że w tej konfrontacji władza jest przegrana. Mało tego. W opinii wielu historyków ta przegrana była pierwszym elementem domina, czyli powolnego, a systematycznego osłabiania systemu komunistycznego.

Możliwy byłby wybór ks. kard. Karola Wojtyły na Papieża bez ks. kard. Wyszyńskiego?

– Trudno to sobie wyobrazić. Sam Jan Paweł II mówił, że nie byłoby jego pontyfikatu, gdyby nie Prymas Wyszyński. Jan Paweł II w swoim zawołaniu „Totus Tuus”, w swojej maryjności był niezwykle wiernym kontynuatorem całej symboliki i programu duszpasterskiego związanego z milenium. Kościół nie przetrwałby w tej kondycji bez ks. kard. Wyszyńskiego. A mimo prześladowań ta kondycja była dobra w znaczeniu oddziaływania społecznego. A nie byłoby Jana Pawła II bez takiego Kościoła w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 28 maja 2015 (14:02)

NaszDziennik.pl