logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Inne

Ewangelia

Niedziela, 5 lipca 2015 (08:26)

Mk 6,1-6

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.

A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?”. I powątpiewali o Nim.

A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał. 


 

Niechciany prorok

Najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Doświadczył tego Jezus w rodzinnym mieście. Ale nie tylko. Nie jest łatwo być apostołem dla swoich najbliższych – przekonał się o tym Jezus, przekonują się ludzie, którzy choć zaangażowani w przeróżne działania ewangelizacyjne, jednocześnie nie są w stanie poruszyć serc swoich najbliższych. Zawsze wtedy boli. Najbardziej bezradność.

Rodzi się pytanie: dlaczego? „Byłem świadkiem, a nie umiałem dać świadectwa” – pisał Herbert. Czy tylko dlatego? Może też chodzi o swoisty „święty kurz”, który nieruszany zaczyna okrywać codzienność – niby go nie widać, ale jest, szpeci. Reszty dopełnia przyzwyczajenie. Z lęku (wstydu, nawyku) wolimy udawać, że wszystko jest w porządku – tego zaś, kto ujawnił kłopotliwą prawdę, brutalnie wypraszamy ze swojego życia. Analogiczny mechanizm zadziałał w Nazarecie, gdy Jezus ze swoimi uczniami zawitał do rodzinnego miasta – nie tylko zresztą tam. Podobnie się stało np. w kraju Gadareńczyków (por. Mt 8,28-34) i w innych miejscach. – Odejdź od nas! Może i masz rację, ale zbyt wiele musielibyśmy zmienić w swoim życiu, byś znalazł u nas godne mieszkanie!... – słowa te nie padły wprost, ale taki mniej więcej sens miała reakcja ludzi. Wystraszonych perspektywą zmiany i zdesperowanych niechęcią do zakasania rękawów i wydobycia z głębi duszy zalegającej tam zgnilizny.

Boga można wyrzucić z życia, udawać, że Go nie ma, zlekceważyć. W pewnym momencie jednak sumienie się obudzi. I dotrze do wnętrza prawda, że życie bez Niego przypomina zastawioną pięknie sklepową witrynę, za którą nic nie ma. Warto jednak odnaleźć odwagę, by zaprosić do siebie Chrystusa.

ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik