logo
logo

Zdjęcie: arch. / -

Głoszenie Królestwa Bożego i wezwanie do nawrócenia

Sobota, 3 października 2015 (03:15)

W naszych medytacjach pierwszosobotnich przyszła kolej na rozważenie tajemnicy głoszenia Królestwa Bożego i wezwania do nawrócenia. Do tej misji Twój Syn przygotowywał się całe trzydzieści lat swego życia ukrytego, które spędził z Tobą i z przybranym swym ojcem Józefem. Jednak już wtedy, jeszcze jako dziecko, nauczał Was, a także nas, którzy rozpamiętujemy dzieciństwo Zbawiciela.

Czy tak nie było w Jerozolimie, gdyście Go odnaleźli nauczającego mędrców i doktorów? (Łk 2,41-50) „Synu, czemuś to nam uczynił?” – zapytałaś wtedy z wyrzutem, jak każda ziemska matka w podobnej sytuacji zapytałaby swoje dziecko. I co Wam wówczas odpowiedział Jezus? „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”. Wyście jednak nie zrozumieli tego, co Wam powiedział. Potrzeba Ci było czasu, modlitwy, rozważania i rozpamiętywania tego zdarzenia, by w pełni zrozumieć jego sens. A może sam Jezus później w serdecznej rozmowie w cztery oczy wytłumaczył Ci wszystko? A może nie trzeba było słów i wyjaśnień? Może działał tu sam Duch Święty?

A czego Jezus uczy nas, którzy rozważamy Jego życie ukryte? Uczy nas pokory, której wciąż tak nam brakuje. Uczy nas szarej codzienności, która nieraz tak nam ciąży, a która może być fascynującą przygodą, jak to potwierdzają liczni święci. Uczy nas umiłowania solidnej i uczciwej pracy, którą się kocha dlatego, że jest udziałem w stwórczym dziele Boga, i którą się wykonuje po to, by służyć innym, a nie, by była ona wyłącznym celem zarabiania pieniędzy. Uczy nas umiłowania milczenia pośród rozgadanego świata i tej cichości, która umożliwia nam słuchanie Boga, którego głos znika w zgiełku telewizorów, w hałasie ulicznego wrzasku. Ciszy, w której można usłyszeć własne serce. Tego wszystkiego uczy nas Jezus przez swoje życie ukryte przy Twoim, Matko, boku. Mówi także do naszych rodzin, że jeśli On w nich żyje, są szczęśliwe i radosne. Gdy Jezus odchodzi, jak to się na krótko zdarzyło w Twojej, Maryjo, rodzinie, gdy zagubił się w Jerozolimie, rozpoczyna się lęk, niepokój, niepewność, wtedy znika z niej szczęście.

To, czego uczył Cię Twój Syn, obficie owocowało w Twoim życiu i pozwalało przezwyciężać bolesne doświadczenia.

Pewnego razu Jezus odwiedził swoje miasteczko, które bez wątpienia kochał, bo z nim łączyły się jasne wspomnienia dzieciństwa. Któż z nas nie kocha tych wspomnień? Jaka to była radość dla Ciebie! Syn wrócił! Nie na długo, co prawda, ale te dni wspólnie spędzone z pewnością będą szczęśliwe. A potem znów kiedyś wróci, jeśli taka będzie Jego wola, odwiedzi stęsknioną Matkę. Któż mógł przewidzieć, że te wszystkie marzenia i projekty tak szybko się rozwieją, że te wyczekiwane odwiedziny skończą się tak dramatycznie…

Oto Jezus swoim nauczaniem ściągnął na siebie taki gniew ziomków i ukazując im prawdę o nich, tak zranił ich pychę, że wywlekli Go z synagogi, by Go zabić (Łk 4,16-30). Co czuło wtedy Twe Niepokalane Matczyne Serce? Jak się zachowałaś? Jaki ból i przerażenie! Jednego tylko byłaś pewna: godzina Twego Syna jeszcze nie nadeszła i Bóg znajdzie sposób, by Go wybawić z tego niebezpieczeństwa. I rzeczywiście: Jezus, „przeszedłszy pośród nich, oddalił się” (Łk 4,30). Jak to się stało – nie wiemy. Po prostu Jego prześladowcy musieli nagle stwierdzić, że Jezusa nie ma wśród nich. Wybuchnęli wściekłością, rozbiegli się, by Go szukać, pobiegli do Twojego domu, bo pewnie tam się ukrył, a gdy i tam Go nie znaleźli, rozeszli się z przekleństwami na ustach. Słuchałaś tych bluźnierstw pod adresem Jezusa, ale także Twoim, ponieważ ludzka małość, a czasem podłość, gdy nie może dosięgnąć winnego, wyładowuje swoją nienawiść na niewinnych.

Krwawiło Twoje Niepokalane Serce, gdy słuchałaś tych niegodziwych słów. A przecież jakże często ta sytuacja nadal się powtarza. Dziś również są ludzie, którzy z nienawiści byliby gotowi zamordować Jezusa jeszcze raz, gdyby tylko mogli, a ponieważ nie mogą, bluźnią Jemu i Tobie. To są te ciernie tkwiące w Twym Sercu, które pokazałaś Siostrze Łucji w klasztorze w Pontevedra, a które tak ranią i taki ból Ci sprawiają, a nie ma nikogo, kto by je z Twego Serca powyjmował i sprawił Ci ulgę. „Tak mało jest ludzi – zdajesz się mówić – którzy by chcieli mi przynieść ulgę. Ty przynajmniej…”. Te Twoje słowa, Maryjo, skierowane są do każdego z nas: „Ty przynajmniej, mój synu, moja córko, zechciej spełnić moją prośbę i przez nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, o które cię proszę, wynagradzaj mi to, co cierpię od niewdzięcznych ludzi”.

Ucz nas, nasza najlepsza Matko, tej trudnej sztuki słuchania i naśladowania.

 


 

Warunki nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca

1. Spowiedź
2. Komunia Święta
3. Część Różańca
4. Piętnastominutowe rozmyślanie nad wszystkimi tajemnicami różańcowymi albo nad jedną wybraną tajemnicą

Ks. Andrzej Gładysz SAC

Nasz Dziennik