Podczas odbywającej się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu ogólnopolskiej konferencji „Młodzi, nie dajcie się zwariować!” wygłosił Ksiądz Doktor prelekcję. Do kogo, poza tytułowymi młodymi, była skierowana konferencja?
– Ta konferencja odbyła się w ramach Duszpasterstwa Trzeźwości Komisji Episkopatu ds. Trzeźwości. Było to spotkanie duszpasterzy diecezjalnych z całej Polski, a Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu była współorganizatorem wydarzenia. Dopiero podczas tej konferencji poruszyłem pewne tematy. To spotkanie naukowe, które jest już za nami, jest jednym z elementów wstępu do tego, co planujemy zorganizować w przyszłym roku. Mowa o Krajowym Kongresie Apostolstwa Trzeźwości 2017.
W swoim wystąpieniu mówił Ksiądz wiele nie tylko o młodych, ale często dzieciach już mocno uzależnionych…
– Im szybciej następuje inicjacja alkoholowa, tym szybciej następuje uzależnienie. Amerykańskie badania naukowe już kilkadziesiąt lat temu pokazały, że jeśli przesuniemy inicjację alkoholową z 18. na 21. rok życia, to mamy 4 razy mniej alkoholików w społeczeństwie. Dlatego w Stanach Zjednoczonych, kojarzonych z najbardziej wolnym miejscem na świecie, żeby sięgnąć legalnie po alkohol, trzeba mieć skończone 21 lat. To bardzo sensowne, bo proszę sobie wyobrazić, że u nastolatka uzależnienie może wystąpić już po paru tygodniach. Nie przesadzam. Znam takich osobiście. To się łączy z brakiem ukształtowania elementarnej dojrzałości. Czternasto-, piętnastolatek nie ma jeszcze rozwiniętej sfery moralnej, duchowej. To także problem z jeszcze niemożliwym przewidywaniem skutków.
Ksiądz ma do czynienia z taką młodzieżą. Jak uzasadniają wczesne sięganie po używki? Czy są to te same argumenty, które zwykle się słyszy: ciekawość, chęć zaimponowania grupie…
– Sami naukowcy dają się nabrać na subiektywne deklaracje młodzieży. Ci bardzo często przyznają się, szczególnie w anonimowych ankietach, że sięgają po napoje alkoholowe. Wyjaśniają przy tym, że robią to dla integracji w grupie lub z tak zwanej czystej ciekawości albo żeby podkreślić swoją dorosłość. Wtedy ja wyjaśniam, że to są tylko deklarowane motywy, a nie te prawdziwe. Bo rodzi się wtedy pytanie, dlaczego taki ktoś próbuje udowodnić swoją dojrzałość, przez to, że integruje się z grupą pijących, a nie abstynentów. Dlaczego jest ciekawy alkoholu, a nie matematyki, pływania czy czegokolwiek innego. Jedyny faktyczny motyw sięgania po psychotropy to jest to, że ktoś sobie nie radzi z sobą, emocjami. Życie zamiast cieszyć, jest wypełnione lękiem, napięciami. Stąd, żeby o tym zapomnieć, rodzi się pokusa sięgania po psychotropy. Chce w ten sposób zaznaczyć, że to nie alkohol sam w sobie jest problemem, problem jest w człowieku. Tylko radość młodych ludzi sprawia, że nie interesują ich używki.
Dorośli, szczególnie nauczyciele, rodzice, jak mantrę powtarzają pytanie: jak uchronić młodych przed używkami?
– Dwie rzeczy. Jeśli mamy młodych ludzi, którzy nie weszli jeszcze na drogę uzależnień, to wychowanie jest jedyną formą skutecznej pomocy i profilaktyki. Stąd tutaj rola rodziców. Jeśli rodzice bardzo kochają siebie nawzajem, to będzie to podstawą miłości do dzieci. Jeżeli dzieci widzą miłość małżonków – najpierw względem siebie, to dzieci są spokoje, czują się bezpiecznie. Jeśli rozmawiają z dziećmi, odpowiadają na każde pytania, przytulają, spędzają czas, uczą dojrzałej miłości, to dzieci w przyszłości będą twierdzą nie do zdobycia. One sobie poradzą i będą odporne na wszelkie niepowodzenia albo wpływy środowiska.
Podaje Ksiądz także receptę na to, jak obchodzić się z osobami już uzależnionymi: odsunąć się i pozwolić cierpieć. Brzmi to zupełnie zaskakująco, a na pewno jest trudne do realizacji…
– Kiedy ktoś uzależnia się albo wchodzi na jakąkolwiek drogę marnotrawienia swojego człowieczeństwa – mówiąc językiem biblijnym – to ten człowiek, czy młody, czy dorosły, nie wyjdzie z tego, jeśli nie cierpi. No bo po co miałby zostawić taki styl życia, który dręczy, jeśli by wcale tak tego nie czuł? Dlatego ojciec z przypowieści o marnotrawnym synu nie przeszkadzał mu w cierpieniu, kiedy ten zsyłał je na siebie sam. Ojciec wiedział, że jeśli pójdzie do syna, zawiezie mu jedzenie, ubrania i pieniądze, on powie mu coś w stylu: „Tatusiu, dziękuję ci, że tak się o mnie troszczysz. Widzę, że musisz mnie mocno kochać, wracam z tobą”. I pewnie ruszyłby nawet razem z nim z powrotem do domu, ale po chwili dorzuciłby pewnie jeszcze: „Tato, jedź, ja ciebie dogonię, pójdę tylko pożegnać się z kolegami. Rozumiesz, tak wypada”.
No i poszedłby: znów pić, ćpać, współżyć z nierządnicami, już nie za swoje pieniądze, bo tych dawno nie miał, ale za pieniądze dane ponownie przez ojca. Otóż, gdy mamy wokół siebie bliskich, dzieci uzależnione, w pierwszym momencie nie możemy pomóc inaczej niż przez to, że pozwolimy im cierpieć. Podam typowy ostatnio przykład: 8-letnie dziecko jest już uzależnione od komputera i siedzi do późna w nocy. Natomiast rano prosi mamę, żeby mógł nie pójść do szkoły, bo jest tak mocno zmęczony. Mądra mama powie: „Synku, rozumiem, że cierpisz, i ufam, że to cię nauczy, żebyś dziś wieczorem poszedł wcześniej spać. Jeśli nie będziesz ponosił konsekwencji, to dziś będziesz grać jeszcze dłużej”. Tylko wtedy, kiedy ktoś ponosi konsekwencje swojego uzależnienia, kiedy bardzo cierpi, może jak syn marnotrawny powiedzieć sobie, że u Ojca było lepiej. To znaczy: w życiu poprzednim, kiedy nie było tych rzeczy, które teraz są – byłem szczęśliwszy.
Cierpienie uzależnionego jest zatem ostatnią deską ratunku.
A co z troską rodziny, bliskich uzależnionego? Kreśli Ksiądz wizję biernego przyglądania się komuś, kogo przecież kochają…
– Nic poza osobistym cierpieniem w życiu uzależnionego nie będzie punktem zwrotnym. Uzależniony nie reaguje na nasz ból, troskę, także na naszą miłość.
Człowiek uzależniony nie chce naszej miłości. Ktoś powie, chwileczkę, przecież miłości chce każdy! Otóż nie. Miłości chcą tylko ci, którzy kochają. Natomiast ci, którzy są w kryzysie, chcą naiwności, bezradności swoich bliskich. Oni liczą na naszą potulność. Na przykład: syn, 15-letni narkoman, chce, aby rodzice nie reagowali. Jeśli oni go kryją, to nie jest miłość, to jest dobicie. Cóż z tego, że bez złej woli. Po odkryciu, że syn ma narkotyki, powinni natychmiast zadzwonić po policję, dzięki temu policja może wyeliminować dilerów, a syna – jeśli trzeba – można skierować na przymusowe leczenie. I dopiero wtedy, gdy wychodzący z uzależnienia będzie tego chciał – otoczyć go natychmiast naszym wsparciem i troską. To jest trudna, ale bardzo dojrzała postawa rodzicielska. W ogóle postawa, jaką należy przyjąć w obcowaniu z uzależnionymi.

