Szanowni Przedstawiciele
Kancelarii Prezydenta RP,
Kancelarii Premiera RP,
Szanowni Państwo Administracji
Rządowej i Samorządowej,
Organizacji i Stowarzyszeń,
Poczty Sztandarowe różnych formacji
i Solidarności Rolników Indywidualnych,
Bracia Kapłani,
Czcigodne Siostry,
Wszyscy Kochani moi!
Chcę, abyście wiedzieli, co teraz odczuwam w sercu i myśleniu. Trzydzieści pięć lat temu, 12 maja 1981 roku, głosiłem kazanie do gniewnych chłopów, którzy w tej katedrze modlili się, aby Duch Boży mocniejszy był od samodzierżawnych i mocarnych sprawujących wtedy władzę.
Na sztandarach mieliście wypisane zawołania: My z gniewu zrodzeni! Żądamy chleba i sprawiedliwości! Boże ojców naszych – broń nas! Boże, coś Polskę! Nie rzucim ziemi skąd nasz ród! Jak dzwon waliło mi wtedy serce. Tam pod amboną stał mój tata. Ukrywał ciężkie łzy ze wzruszenia,
a mi brzmiały słowa Ezechielowej wizji:
Otwieram groby wasze
i z grobów was wyprowadzę,
abyście wiedzieli,
że nawet z wyschniętych kości
może Bóg wzbudzić sobie
naród doskonały
i poznacie, że On jest Panem (por. Ez 37,1-14)
Słuchałem tych słów wobec majestatu śmierci Ojca Narodu, Stefana kardynała Wyszyńskiego. On Was prosił:
Uczcie się! Organizujcie się, bo zniszczą Was pośrednicy.
Bogactwem narodu są owoce ziemi. Brońcie ziemi, bo to matka karmicielka.
A dziś brzmią mi w uszach słowa Białego Proroka, Syna tej Ziemi, który w Zielone Świątki, 2 czerwca 1979 r., wołał: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej Ziemi!...
O, jak On kochał Polskę! Pocałunek złożony na Ziemi Polskiej… to jakby pocałunek złożony na rękach mojej matki, albowiem Ojczyzna jest naszą matką.
Więc i ja za Ezechielem, za świętym Papieżem Polakiem
przywołam dawne czasy i dziękował będę Bogu za to,
że tę ziemię dał naszym ojcom.
*
Wracali niegdyś od Betlejem żłobu
Święci Królowie…
Ów król północy zaszedł w nasze żyta.
Zabłądził w zbożu jak w lesie,
bo zboże rosło wysoko,
jak las w kraju Lecha,
więc zabłądziwszy rzekł:
Wyprowadź, Boże!
Aż oto przed nim odkrywa się strzecha
królewskiej chaty, bo Lech mieszkał w chacie…
(J. Słowacki)
Wszyscyśmy Lechici,
od króla Piasta Kołodzieja,
od Króla Wielkiego,
co sądził pod drzewem,
i od świętej Królowej,
co pytała męża:
A kto im za łzy zapłaci?
Biedny jest los oraczów.
Pobożny Jan Kazimierz
Matce Bożej Łaskawej
we Lwowie ślubował
ale ślubów nie dotrzymał:
A ubogie pospólstwo oraczów
po odniesionej nad Szwedem wiktorii
wolnym uczynię od wszelkiego okrucieństwa.
W czym mi dopomóż Matko Miłosierdzia,
Królowo moja i Pani!. (wg H. Sienkiewicza)
Nie spełnił król ślubów.
Opłakany był los
pańszczyźnianego chłopa.
Bolały dyby pańskie
i łajanie karbowego.
A gdy była potrzeba
to i poeci wołali:
Jeden tylko, jeden cud
Z szlachtą polską polski lud. (Z. Krasiński)
Byli więc kosynierzy pod Racławicami,
szli chłopi na bagnety pod Olszynką Grochowską,
z szabelką na Moskala.
To chłopi oddziałów ochotniczych
widzieli Cud nad Wisłą
i śmierć księdza Skorupki pod Radzyminem.
Szczęśliwszy od pańszczyźnianych chłopów
był wolny najmita,
co po Bożym Narodzeniu
szukał służby za metr zboża.
Był parobkiem, był służącym,
najmitą, ale wolnym.
A Janko Muzykant wierzył mamie:
A będę miał w niebie
prawdziwe skrzypki?
Będziesz miał, synku, będziesz!
I Antek pytał:
A nauczą mnie tam, mamo,
wiatraki budować?
Nauczą cię nawet
w kancelarii pisać!
A Sierotka Marysia
gąski pogubiła.
I Jaś nie doczekał.
Długi był dzień pańszczyźniany.
Zostało tylko narzekanie chłopa,
jak modlitwa pokutna:
Zachodźże słoneczko,
skoro masz zachodzić,
bo mnie nogi bolą
po tym polu chodzić!
Stąd już tak blisko
do piosnki partyzanckiej:
Dziś do ciebie przyjść nie mogę…
W pole wyjdź pewnego razu
na snop żyta ręce złóż
i ucałuj jak kochanka,
ja żył będę w kłosach zbóż. (St. Magierski?)
A po Żołnierzach Wyklętych
zostało nam wołanie:
Jeszcze Polska nie zginęła!
Umieram za Polskę…
Wychowaj syna na dobrego Polaka!
Zostańcie z Bogiem!
Chłopi Czcigodni
Bracia moi Rodzeni!
Józef Chełmoński uwiecznił nam tylko
historyczną wizję krajobrazu wiejskiego
i pracy łowickiego chłopa.
Bociany!
Dziadziuś, zjedz śniadanie
z dwojaków.
Wnusiu, zobacz, bociany przyleciały!
Orka
Ciężko wołom.
Ciężko człowiekowi z sochą.
Boże z Twoich rąk żyjemy,
Lecz naszemi pracujemy.
My Ci damy trud i poty,
Ty nam daj urodzaj złoty. (Fr. Karpiński)
Burza!
Synku, niebo się chmurzy,
Zasłonię cię od burzy. (K.I. Gałczyński)
Kuropatwy
Zmarznięte i głodne.
Już niedługo będzie wiosna.
Patrz!
Żurawie przyleciały,
krzyczą rano nad błotami.
Pod Twoją obronę
to najpiękniejszy mój obraz.
Wioska uśpiona.
Królowa czuwa nad nami.
*
Nie ma już prawdziwych chłopów.
Zostały tylko resztki
Solidarności Rolników Indywidualnych.
Nie ma już pracowitych Borynów. Zostali producenci.
Krew naszą piją drapieżni pośrednicy.
A mnie tak tęskno. Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi przez uszanowanie,
tęskno mi, Panie!
Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
są jak odwieczne Chrystusa wyznanie
Bądź pochwalony!
Tęskno mi, Panie!
*
Zielone Świątki.
Pachnie tatarakiem,
więc wszystko będzie nowe.
Tylko czy resztka Was, Chłopów,
z Solidarności Rolników Indywidualnych
pamięta o 8 września?
Pora siać!
Matka Boska Siewna przypomina.
Nie ma już siewców.
Siewniki sieją.
A dziadek ziarno poświęcał.
A dziadek przed siewem ziemię całował
i boso znaczył, dokąd zasiane,
jak Boryna:
A gdy ziarna zabrakło
pustą ręką siał,
jakby samego siebie rozsiewał
na te praojcowe zagony.
Gospodarzu, ostań z nami!
A dyć jestem, cegój?...
Nagle niebo się rozwarło,
a tam w jasnościach oślepiających
Bóg Ojciec siedzący na tronie ze snopów…
Pódziże do mnie utrudzony parobku!
Zachwiał się Boryna,
roztworzył ręce jak w czas Podniesienia
i odrzekł: Panie Boże wielki zapłać!
I runął na twarz przed tym
Majestatem Przenajświętszym
i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie.
Tylko Łapa wył długo i żałośnie. (wg Wł. Reymonta)
Taki jest los siewcy.
Sam będzie rzucony na ziemię
i obumrze, aby stracone życie
przyniosło plon stokrotny.
Chłopi, pamiętajcie o żniwach.
Dobrze, że kombajny wyręczają
kosiarzy i podbieraczki
od niewolniczej pracy,
ale prawdziwy kosiarz to pytał
Boga w niebie:
Czy ja mogę to wziąć?
Bom tylko orał, siał,
a Ty chleb rozmnożyłeś.
I całował dziadek kłosy urodziwe,
które chlebem pachniały.
Przepiórki wołały: Pójdźcie żąć!
Kuropatwy prosiły:
Omiń nas, bo tam, w gnieździe
są małe pisklęta.
Nie zabijaj nas!
I zostawiał dziadek kępkę zboża
na osłonę, a one dziękowały.
Chłopi Czcigodni!
A kto z Was ma jeszcze tyle wiary,
aby po wymłóceniu kombajnem
uklęknąć na polu,
wznieść ręce ku niebu
i dziękować:
Wszystko Cię, mój Boże, chwali
Aleśmy i to poznali
Że najmilszą Ci się zdała
Pracującej ręki chwała. (Fr. Karpiński)
Lżej jest ludziom na wsi,
bo maszyny pomagają,
ale czy ludzie są lepsi?
Pamiętajcie, Chłopi,
o Waszym świątecznym kalendarzu:
Matki Boskiej Siewnej!
Do chłopów wołam i do kapłanów
i do nauczycieli, i do rodziców:
Pora siać!
Choćby i pod wiatr,
ale trzeba siać!
Tylko siejcie dobre ziarno,
nie kąkol i chwasty.
Matki Boskiej Adwentnej
Pan organista opłatki roznosił,
a Matka Boska pytała:
Gdzie się ma Pan Jezus narodzić?
Matki Boskiej Gromnicznej
Mama w kościele gromnicę poświęcała,
aby nas Matka Boska Gromniczna
od gromów i nawałnic obroniła
i od wilków, co się światła boją.
Dziś są dachy ognioodporne,
są odgromniki na budynkach,
ale zagrożeń więcej i wilków,
i kundli, co na szlachetnych szczekają.
I Zagrzewna, po Józefie.
Skowronki przyleciały.
Bociany gniazd swoich szukają,
a święty Józek przywiózł ciepła wózek.
Umajona
Przez cały maj,
przy kapliczkach,
krzyżach i w kościołach
modlą się pobożni ludzie.
Cała Polska rozmodlona
i chwalą Matkę Bożą łąki umajone,
góry, doliny zielone.
Jagodna
Mieszczuchy na wieś
na urlopy przyjeżdżały,
a Matka Boska w lesie
dzbanem jagody rozsypała,
na wakacje,
dla miejscowych
i dla gości.
Jeszcze Zielna
Już po żniwach.
Mama kwiaty pozbierała,
tata – kłosy i owoce,
wszystko w wieniec ustrojone
na dożynki,
na dziękczynienie Bogu i ludziom.
Chłopi potrafią dziękować.
Tylko chamowie nie dziękują
ani Bogu, ani ludziom.
O Ty, której obraz w każdej polskiej chacie
I w ubogim sklepiku i w pysznej komnacie.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy.
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy.
(J. Lechoń)
*
Zmęczyłem Was, ale miejcie chłopską cierpliwość, to tylko raz na 35 lat.
Jest jeszcze jedno chłopskie świętowanie, pieczenie chleba.
Dziś są piekarnie, sklepy z pieczywem, kto by chleb w domu piekł? Nawet pieców nie ma.
A mnie tęskno za świętem pieczenia chleba.
Teraz i chłopi nie wiedzą, co to jest przednówek.
To czas, kiedy już nie było starego chleba,
a jeszcze nie było nowego.
Była tylko bieda, ale ludzie byli dobrzy, bo dzielili się ostatnim kawałkiem chleba – jak Komunią.
Mama zaczyniała chleb.
Brała zakwas ze starego pieczywa,
mieszała z trzema miarami mąki,
dzieżę stawiała na ciepłej lepce,
a wszystko przykrywała troskliwie,
żeby dobrze wyrosło.
– Dzieci, teraz bądźcie cicho,
bo chleb rośnie.
I naprawdę było słychać
jak chleb rośnie.
Potem mama formowała bochny,
posypywała makiem, żegnała krzyżem,
a tata drewnianą łopatą
przykrytą chrzanowymi liśćmi
wsadzał chleb do pieca.
Na brzegu były małe placki
– podpłomyki.
Czekaliśmy na nie
z głodem i łakomstwem,
a mama najpierw zrobiła
akademicko-katechetyczny
wykład:
Dzieci!
Chleba nie je się samemu,
chlebem trzeba się podzielić.
Pierwszy chleb zanieście do sąsiadów,
tam jest bieda,
tam są dzieci!
Mama, skąd Ty miałaś takie uniwersytety?
Patrzcie, a dziś uczeni,
ekonomiści i rządzący
nie potrafią rozwiązać problemu głodu.
Mówią, że 40 tys. ludzi rocznie
umiera z głodu, ale bezbożny
polityk, aby nie naruszyć
równowagi rynku,
woli zniszczyć,
zatopić nadwyżki pożywienia,
byle nie dać głodnym.
Bo wy, Panowie, nie chodzicie
do Komunii Świętej,
wy nie dzielicie się opłatkiem ani chlebem.
Jesteście jamochłony,
bezużyteczne, a szkodliwe.
Jesteśmy w Unii Europejskiej.
Zawsze byliśmy w Europie.
Ojciec Święty nas uczył,
że Europa musi oddychać
dwoma płucami – Zachodu i Wschodu.
Jesteśmy Europie potrzebni, ale:
Do Europy bezmyślnym stadem
Wlokąc za sobą miłość i zdradę
poszliśmy niosąc nasze symbole
przez perz i ugór, i puste pole,
zdeptaną dumę i honor i wiarę. (J.K. Węgrzyn)
Takiej Unii, bez Komunii – nie chcę!
Krzyż święty i Orzeł,
i Biało-czerwona,
To Polska, to moja
Ojczyzna rodzona!
A Ojczyzna moja to ta ziemia droga,
gdziem ujrzał słońce i uwierzył w Boga,
gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła
w polskiej mnie mowie pacierza uczyła
(M. Konopnicka)
Dlaczego Polska umiera?
Bo jaśnie oświeceni
sprzedali Polskę i okradli.
Została nam bez posagu
i bez wzięcia.
Rodacy!
Potrzeba mi chłopów takich
jak Ślimak z Placówki.
Trzeba mi kilku Drzymałów
by obronić ziemię.
Ludzie, dokąd uciekacie,
zostawiając dom, rodzinę, Ojczyznę?
Dla chleba, księże, dla chleba!
Boże, przecież Polska może wyżywić
80 milionów Polaków
i jeszcze chlebem z obcymi się podzielić.
Wszystko nam dałeś
co da mogłeś, Panie! (L. Rydel)
Roztrwonili nam wszystko,
same kupce a rataje!
Nie mamy króla, ani wodza,
ani proroka. (Dn 3,26)
Przestępcy odeszli wolni.
Oskarżają nas przed sanhedrynem,
a myśmy zaprzysiężnie
śpiewali: Nie będzie
Niemiec pluć nam w twarz!
Więc co?
Sami sobie naplujemy?
Kundle na prezydenta szczekają.
Łapa nie szczeka, bo chłopski, księżacki,
bo szlachetny!
Chłopi!
Gdy okręt tonie,
a wiatry go przewracają
głupio tłumoczki zbiera,
a ku ratowaniu okrętu nie bieży. (ks. P. Skarga)
Gdybym zapomniał ciebie, Ojczyzno moja,
moje święte Jeruzalem,
niech przywrze język do mego podniebienia,
niech uschnie moja prawica,
a Ty, Boże na niebie zapomnij o mnie. (ks. P. Skarga)
Amen za Was i za siebie. (A. Mickiewicz)
Więc już nie proszę Boga Ojca,
ale żebrzę:
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych win przeklętych
Niech będzie biedny, ale czysty…
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi
Mocnych w mądrości i dobroci…
Daj pracującym we władanie
Plon ich pracy we wsi i miastach
Bankierstwo rozpędź i spraw Panie,
By pieniądz w pieniądz nie porastał.
Głupcom odejmij dar marzenia
A sny szlachetnych ucieleśnij.
Każda niech Polska będzie wielka…
Daj wielkość serc gdy będzie mała.
Przywróć nam chleb z polskiego pola. (J. Tuwim)
Ale po cóż ja Wam maluję
ten cudowny chłopski świat,
skoro tam, za oknami,
dzieją się dziwne rzeczy.
Nawet chłopi stracili chłopski rozum.
Więcej.
Stracili wzrok i nie widzą
cudu rozmnożenia chleba.
Stracili słuch, i nie słyszą już
śpiewu skowronków i słowików.
Stracili chłopski węch, i nie czują
zapachu ojcowskiego chleba.
Wolą chleb zmodyfikowany,
importowany, obcy.
Chłopi z Krobii – biskupiacy
nauczyli mnie hymnu
o chłopskim pługu:
Pługu mój, pługu
będziesz ty orał pola i niwy
tak jak orali rodacy,
bo serce ojca by zapłakało
gdybyś ty orał inaczej.
Moja ty wiosko biedna.
Jeśli piorun nie trzaśnie
nikt już się nie przeżegna. (ks. J. Twardowski)
*
Zielone Świątki – Zesłanie Ducha Świętego.
Więc wołam:
S p ó j r z Duchu Święty
na rozpad atomu, moralności i ładu,
na rozpad porządku i cywilizacji,
prawa, rozsądku, logiki
i wszystkich wartości.
Z s t ą p
na rakowate miasta i wsie,
na zatrute zboża, ogrody i sady,
na martwe rzeki i morza.
K r ą ż
nad nami, ludźmi chaosu,
kłamstwa i obłędu,
W y b a w n a s
od głupoty udającej mądrość,
od kłamstwa udającego prawdę,
od chamstwa udającego obrażoną godność,
od nienawiści udającej miłość,
O ś w i e ć n a s i prowadź
z ziemi mroku i rozpaczy
do Królestwa Bożego,
do stolicy ustawionej
z kryształu i światła.
Drogowskazie wbity
na rozstajnych drogach kosmosu. (R. Brandstaetter)
I s p r a w
niech partie chłopskie zadbają o chłopów.
Niech rządy sprawiedliwości okażą
sprawiedliwość oraczom, siewcom,
sadownikom, hodowcom i producentom.
Niech Ojczyzna moja
stanie się nam niebem,
potężna Bogiem
i bogata chlebem.
Amen.
A po śląsku – Szczęść Boże!
A po łowicku – Zostańcie z Bogiem!
Amen.

