Księże Arcybiskupie, jak połączyć dwa obrazy: z jednej strony entuzjazm i radość Papieża wynikające ze spotkania z młodymi w ramach Światowych Dni Młodzieży, a z drugiej cisza i zaduma w Auschwitz-Birkenau?
– Ten entuzjazm Ojca Świętego wynikający ze spotkania z młodzieżą całego świata jest jak najbardziej uzasadniony. Ta młodzież często bardzo spontaniczna jest pięknym obrazem Kościoła, który jest zjednoczony wokół Ołtarza Pańskiego i wokół osoby Papieża – Namiestnika Chrystusowego. Jest to powód do wielkiej radości. Natomiast Auschwitz-Birkenau jest miejscem związanym z cierpieniem. Cisza oddaje atmosferę tego miejsca i Papież Franciszek uczynił bardzo wymowny gest, przybywając tam właśnie w milczeniu. Zresztą jest to zgodne z tym, co swego czasu powiedział Ojciec Święty, że w niektórych sytuacjach, kiedy zawodzą słowa bądź kiedy słowa są niewystarczające lub najzwyczajniej trudno znaleźć odpowiednie słowa, żeby wyrazić to, co czuje serce, po prostu trzeba zapłakać. To bardzo wymowna wypowiedź, zwłaszcza w odniesieniu do tego, co mogliśmy zobaczyć dzisiaj. Milczenie też może być głosem, często nawet bardziej doniosłym niż słowa. Ten głos milczenia Papieża zachęca nas do głębszej refleksji, do zadumy nad tym, do jakiej tragedii może prowadzić brak wierności przykazaniom Dekalogu. Sądzę, że ten przekaz poszedł w świat i oby tylko – zwłaszcza w obliczu zagrożeń i niepokojów, jakie przeżywa ludzkość – został właściwie odebrany.
Ojciec Święty Franciszek przemawia poprzez słowa, ale także poprzez gesty. Który z tych języków bardziej dociera do młodych?
– Myślę, że jest tu pewna analogia, nawiązanie do samego Pana Jezusa. Kiedy czytamy Ewangelię, to widzimy, że podobnie postępował Chrystus Pan. Uczył, ale nie poprzestawał na słowach, tylko za słowami szły czyny. Jest to zresztą droga, którą powinien podążać każdy chrześcijanin, bo wiara bez uczynków jest martwa. Trudno powiedzieć, co jest ważniejsze – czy słowa, czy czyny, ale istotą jest to, żeby słowa współgrały z czynami i odwrotnie – żeby czyny korelowały ze słowami. Byłoby źle, gdyby inną drogą szły słowa, a inną czyny człowieka. Nie oceniałbym jednak, co jest ważniejsze, co bardziej chwyta młodzież – czy słowa, czy czyny. Słowa są ważne, bo tworzą pewną rzeczywistość, a wypowiadane przez Papieża Franciszka wywołują wśród młodzieży euforię. Ale z drugiej strony młodzież jest doskonałym obserwatorem i nie da się nabrać na puste gesty. U Ojca Świętego młodzi dostrzegają, że słowa idą w parze z czynami i dlatego to akceptują.
Co sprawia, że młodzież tak lgnie w końcu do starszego człowieka, jakim jest Franciszek? Co więcej – lgnie do człowieka, który stawia jej bardzo konkretne wymagania...
– Proszę zwrócić uwagę, że podobnie było ze św. Janem Pawłem II, ale także z Benedyktem XVI. We wszystkich tych przypadkach młodzież dostrzega autentyzm ojców i przewodników w wiarze. Zresztą Ojciec Święty Franciszek mówił o tym w przesłaniu do księży biskupów w katedrze wawelskiej, że każdy biskup, ale i kapłan powinien towarzyszyć swoim wiernym w tej owczarni, w której jest pasterzem. Myślę, że pięknie pasuje tu określenie, że powinien być zawsze – czasem z przodu, czasem z boku, a czasem z tyłu, być z tymi, którzy może się ociągają, a może po prostu nie nadążają. I to towarzyszenie jest w mojej ocenie bardzo istotne i ono również przemawia do młodzieży. W tej roli Papież pokazuje się nam jako nie ten z piedestału, ale jako ten, który chce być blisko ludzi, oczywiście w miarę możliwości, bo trudno Ojcu Świętemu być fizycznie blisko każdego niejako na wyciągnięcie ręki, ale zawsze można mu towarzyszyć. Do tej bliskości przyzwyczaił nas już św. Jan Paweł II, który wiele razy przybywał do swojej Ojczyzny i za każdym razem pociągał za sobą ludzi. I chyba wielu z nas ta jego bliskość się udzieliła, wielu z nas pomógł na drodze życiowych wyborów, na drodze wiary właśnie poprzez te pielgrzymki i swoją obecność wśród nas. Bardzo podobnie jest z Papieżem Franciszkiem, który do nas przybywa, z nami jest i do nas kieruje przesłanie. Co więcej – nie lukruje, ale stawia konkretne wymagania.
Wśród komentarzy wydarzeń z Krakowa i podróży Franciszka na Błonia pojawił się również taki, że papiestwo przeszło od lektyki do tramwaju…
– To są komentarze dziennikarzy, którzy zawsze starają się dostrzec niekoniecznie to, co jest najważniejsze, i swoje przekazy budują na czymś w rodzaju sensacji. Lektyka, która dziś może dziwić, na pewnym etapie historii Kościoła była czymś bardzo istotnym. Jej zastosowanie wynikało z bardzo prostego powodu – mianowicie w tamtych czasach nie było kamer, telebimów czy telewizji, a wielu ludzi chciało zobaczyć Ojca Świętego, stąd pojawiła się lektyka, podwyższenie, na którym lepiej było go widać. Dziś Papieże nie używają też tiary – potrójnej papieskiej korony, która trafiła do muzeum. Zmieniła się także Liturgia. To wszystko razem świadczy o żywotności Kościoła. I w takim duchu zrozumienia epoki trzeba podejść do czasów, w których takie tradycje czy też wydarzenia miały miejsce. Często pojawia się pokusa, żeby do czasów minionych dostosowywać naszą współczesną mentalność czy w ogóle naszą kulturę, ale wprost jest to niemożliwe. Trzeba też zrozumieć, kim jest Papież jako Biskup Rzymu, jako Głowa Kościoła, ale też Głowa Państwa Watykańskiego. Dopiero kiedy pochylimy się nad tym wszystkim, łatwiej będzie nam zrozumieć to, co widzimy, a co tak naprawdę nie jest istotą rzeczy. Istotą jest to, że Papież jest Głową Kościoła, przewodnikiem, który prowadzi nas do Pana Boga. Ta cała otoczka jak lektyka czy tramwaj, którym Franciszek przybył na krakowskie Błonia, to są tylko narzędzia.
Franciszek, zwracając się do zebranych pod oknem papieskim, podał prostą, ale jakże ważną receptę na udane małżeństwo, zamykającą się w trzech słowach: proszę, dziękuję, przepraszam. Tylko tyle i aż tyle…
– Słowa te skierowane były, owszem, do małżonków czy narzeczonych, ale także odnosiły się do naszego życia wspólnotowego. Te trzy słowa: proszę, dziękuję, przepraszam, jeśli tylko uczynimy je swoim mottem, spowodują, że nasze życie nie będzie traumą czy przepełnione egoizmem, ale będzie bardziej życzliwe i bardziej ludzkie. Jest to zatem recepta uniwersalna na życie małżeńskie, rodzinne, ale też w ogóle na życie wspólnotowe. Zresztą ten wątek często pojawia się podczas rekolekcji, a wszystko po to, żeby w życiu widzieć nie tylko czubek własnego nosa, ale pójść znacznie dalej, przybierać postawę altruistyczną i być otwartym na innych ludzi.
Co Księdza Arcybiskupa uderza w dotychczasowych wypowiedziach Ojca Świętego Franciszka?
– Kiedy wczoraj wieczorem wsłuchiwałem się w słowa Papieża Franciszka wypowiadane na krakowskich Błoniach, to pomyślałem sobie, że niezależnie od naszego powołania do życia w rodzinie, w kapłaństwie czy zakonie, warto, abyśmy zawsze mieli w sobie pasję, która będzie nas prowadziła, uzdalniała i pobudzała do działania. Ojciec Święty mówił o młodych, którzy poddają się bez walki i stają się „przedwczesnymi emerytami”, są zmęczeni, przepracowani, a przez to smutni. I to, co niezwykle ważne – żebyśmy w sobie potrafili odkryć taką pasję, żebyśmy nasze życie, nasze powołanie przeżywali z pasją, z energią. Oczywiście nie oznacza to, że każdy, kto odnajdzie w sobie pasję i będzie ją realizował, automatycznie uniknie życiowych problemów, konfliktów czy niepowodzeń, ale ważne, żeby odkryć w sobie taką pogodną pasję. To, co również przykuwa moją uwagę, to coś, co w zasadzie obserwujemy od pierwszych chwil pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka, który zaraz po wyborze na Stolicę Piotrową prosił o modlitwę w jego intencji. Te słowa: „Proszę, módlcie się za mnie”, które słyszymy też podczas jego pielgrzymki do Polski są w mojej ocenie potrzebą Franciszka, a jednocześnie zachętą do wzajemnej duchowej łączności z tym Papieżem i wspieraniem go w niełatwej posłudze Piotra naszych czasów. Reasumując – to, co zwraca moją szczególną uwagę w przekazie Papieża Franciszka do nas wszystkich, nie tylko do młodych, to po pierwsze potrzeba odnalezienia w sobie pasji w posłudze kapłańskiej, biskupiej czy w życiu świeckim, a drugie to duchowe zaplecze wyrażone w łączności modlitewnej.
Młodzież w tych dniach spotyka się z Papieżem, ale już wkrótce ŚDM się skończą i młodzi powrócą do swoich krajów, środowisk. Czy tych kilka dni w Polsce wystarczy im do przemiany serc?
– Do przemiany serca czasem wystarczy moment. Ale wydaje mi się, że na ŚDM do Krakowa przybyła młodzież z całego świata, piękna młodzież – zarówno w relacji do Pana Boga, jak i do innych ludzi. Cechuje ją entuzjazm i radość. Ci ludzie wiedzą, po co przybyli na spotkanie z Ojcem Świętym. Czy tych kilka dni im wystarczy? Myślę, że w dużej mierze zależy to od środowisk, z których przybyli i do których powrócą. A więc czy mają to niezbędne zaplecze i środowisko, gdzie ten ogień, który w nich zapalił Pan Bóg podczas tych dni skupienia, modlitwy, ale i radości, będzie mógł płonąć. Czy wystarczy im zapału? Tylko Pan Bóg zna odpowiedź na to pytanie. Podczas ŚDM w trakcie spotkań z Ojcem Świętym, podczas katechez, uczestnicząc w Eucharystii i nabożeństwach, otrzymują pewne wskazówki – można powiedzieć – talenty, ale jednocześnie wskazanie, żeby ten talent pomnażać. Byłoby idealnie, gdyby młodzież wróciła do swoich środowisk, do grup duszpasterskich, do swoich parafii i odnalazła tam duszpasterzy, którzy pomogą jej te wartości utwierdzić w sobie i w tych wartościach wzrastać. Jest to zatem zadanie dla młodzieży, ale też wezwanie dla duszpasterzy, animatorów, aby pomogli tym ludziom być i trwać bliżej Pana Boga. Przyglądając się uczestnikom ŚDM, dostrzegam w tych młodych ludziach duży potencjał. Buduje zwłaszcza to, jak potrafią z jednej strony się radować, bawić, ale z drugiej skupić się na modlitwie. To jest piękne, jak na chodniku czy na trawniku młodzi się gromadzą i się modlą.
A zatem w młodzieży jest potencjał…
– Młodzież to nadzieja Kościoła i świata, jak mówił św. Jan Paweł II. I tu się nic nie zmieniło. Młodzież – co raz jeszcze chcę podkreślić – jest piękna i to jest optymistyczne także dla nas, starszych, którzy często może nawet zbyt pochopnie narzekamy na ludzi młodych. Ale – jak sądzę – należałoby sobie życzyć, żeby takiej młodzieży, jaką w tych dniach obserwujemy na ulicach Krakowa, było jak najwięcej w Polsce i na świecie. Módlmy się o to do Pana Boga. Módlmy się także za rodziców, aby wspierali młodzież w poszukiwaniu dobra, bo – jak wiemy – konkurencja, aby objąć rząd dusz, często nieprzebierająca w środkach, jest dzisiaj bardzo duża. Zawalczmy o młodzież, bo ona jest nadzieją nie tylko dla nas, ale także dla przyszłych pokoleń.

