logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Zobowiązujące wezwanie

Sobota, 30 lipca 2016 (02:27)

Z ks. prof. dr. hab. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Małgorzata Bochenek.

Jak odczytywać wizytę Ojca Świętego Franciszka w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau?

– Była ona pełna symbolów, gestów, ciszy wypełnionej modlitwą. Obecność Papieża Franciszka w obozie Auschwitz-Birkenau powinniśmy połączyć z wizytami w tym miejscu dwóch jego poprzedników: Jana Pawła II i Benedykta XVI. Papieże, z których jeden wywodził się z narodu ofiar, a drugi z narodu sprawców, dali klucz do zrozumienia Auschwitz. Ich słowa znamy, one bardzo mocno do nas przemawiają. Do Auschwitz-Birkenau przybył Ojciec Święty, który pochodzi z Argentyny, więc mamy do czynienia z nowością. Przybył na to miejsce Papież, który nie doświadczył tych dramatycznych europejskich realiów II wojny światowej. Jednak trzeba podkreślić, że mamy też do czynienia z ciągłością. Wypowiedziane tutaj słowa Jana Pawła II i Benedykta XVI należy odczytywać jako najważniejszy klucz do wymownej ciszy przepełnionej modlitwą Papieża Franciszka. W tej ciszy słowa Papieża Polaka i Papieża Niemca nabierają nowego blasku.

Jednym z symbolicznych gestów Ojca Świętego było podejście i ucałowanie elementu pozostałości obozowej.

– To bardzo piękny i wymowny gest. Ojciec Święty w ten sposób uczcił pamięć wszystkich ofiar obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Te ofiary nie mają swoich grobów, po ich ciałach został dym, który uniósł się z kominów krematoriów. Wobec tego nie mamy relikwii tych męczenników, natomiast tymi relikwiami są pozostałości z obozu, ich miejsca cierpienia i kaźni, ale równocześnie miejsca nadziei, że ich cierpienie nie będzie bezowocne ani – na co wskazuje także wczorajszy dzień – nie zostanie zapomniane.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Małgorzata Bochenek

Nasz Dziennik