logo
logo

Zdjęcie: Małgorzata Pabis/ Nasz Dziennik

Cud do beatyfikacji ks. Władysława Bukowińskiego

Środa, 7 września 2016 (21:41)

Cud, który przebadano w procesie beatyfikacyjnym ks. Władysława Bukowińskiego, wydarzył się w czerwcu w 2008 r. w Karagandzie. Tam też w 2013 r. odbył się proces o domniemanym cudzie za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Wszystkie komisje stwierdziły, że jest to cud. Otworzył on drogę do beatyfikacji.

Cud do beatyfikacji ks. Bukowińskiego wydarzył się w Karagandzie, obok jego grobu. Doświadczył go polski ksiądz Mariusz Kowalski, kapłan z diecezji płockiej, który w nim ucierpiał.

Ks. Kowalski grał z kolegami w piłkę na boisku i w pewnym momencie upadł na twarz. Stracił przytomność. Wezwano pogotowie i nieprzytomnego mężczyznę zawieziono do szpitala. Jako że obrażenia były bardzo duże, lekarze nie dawali wielu szans na to, że będzie żył. Mówili, że jeśli nawet przeżyje, na pewno będzie niepełnosprawny.

– Księża, którzy byli na boisku, od razu poszli do kaplicy i modlili się o zdrowie dla ks. Mariusza, przyzywając wstawiennictwa ks. Bukowińskiego. Do tej modlitwy dołączyły potem także siostry zakonne – opowiada ks. Jan Nowak, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Bukowińskiego. 

I stała się rzecz niesłychana, a medycyna nie umiała jej wyjaśnić. Dwa dni później poszkodowany w wypadku całkowicie wyzdrowiał i wyszedł ze szpitala do domu.

– Skutki tej choroby, którą uważano za tragiczną, były żadne i nie pojawiły się żadne komplikacje. Ksiądz Kowalski całkiem zdrowy powrócił do domu, a jeden z lekarzy, który jest nawet niewierzący, uznał, że to jest rzeczywiście zjawisko nadzwyczajne, bo właściwie ksiądz powinien być roślinką albo umrzeć. Tymczasem ks. Mariusz Kowalski jest zupełnie zdrowy i wciąż pracuje w Kazachstanie. Będzie nawet na beatyfikacji ks. Bukowińskiego – mówi ks. Nowak.

Małgorzata Pabis

NaszDziennik.pl