Jezus powiedział do saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania:
„Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją”.
Rozważanie
Bóg żywych
Saduceusze byli znani z pragmatyzmu. Nie wierzyli w zmartwychwstanie, nie przyjmowali wielu prawd odnoszących się do życia duchowego. Liczył się konkret, żelazna logika oparta na czysto ludzkich dywagacjach. Pytanie, jakie postawili Jezusowi, jak też przywołane przy tej okazji prawo lewiratu (Pwt 25,5-10) miało za zadanie Go skompromitować, udowodnić nieracjonalność czy wręcz śmieszność głoszonych przezeń nauk. Nie udało się. Jezus pokazał, że przyszły świat niewiele będzie miał wspólnego z ziemską rzeczywistością, nie jest jego „lepszą wersją” – raczej nowością, której dziś nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Istotna jest konkluzja Chrystusowej odpowiedzi: najważniejsze jest odniesienie do Boga – Boga żyjącego i Boga żywych, a nie umarłych. Tego, który jest wierny Przymierzu i który zaprasza każdego z nas do pełni życia z Nim.
Kiedy myślimy o Niebie, nader często mamy przed oczami świat, który stanowi rzeczywistość lepszą, piękniejszą, doskonalszą, w której będzie się nam żyło bardziej komfortowo, bez zmartwień i trosk, dobrze znanych z codzienności. Tak zapewne będzie. Nie na tym jednak polega życie wieczne. Jego istotą będzie wejście w jedność z Bogiem, w relację dającą nieprawdopodobnie wiele szczęścia, dziś niedosiężnego, niewyobrażalnego. Niestety, pokusa pragmatyzmu, zatrzymania się na zewnętrznej stronie życia, grozi również nam. Pana Boga „wkalkulowujemy” w codzienność, nader często traktujemy Go jako polisę na wieczność. Klękając do sakramentu pokuty, bardziej myślimy, co powiedzieć, aby „dobrze wypaść”, zamiast uświadomić sobie: „Kogo spotkam?”. Zadeptujemy nadmiarem słów Ewangelię, psychologizowaniem, emocjami, tak naprawdę nigdy Go nie spotykając.
Bóg nie będzie sądził z pozorów, zna ludzkie serce do głębi. To nasza nadzieja i ratunek, ale też wyzwanie, by pragmatyzm nie zakrył miłości, nie zamienił jej w zgliszcza.

