Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:
„Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”.
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
Rozważanie
Jednego ducha i jednej myśli
„Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” – pisał św. Paweł do wiernych w Koryncie (1 Kor 1,10). Jakże małostkowe wydają się nam dziś spory, które wybuchły w młodym Kościele. „Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa!” – autorzy stwierdzeń przebijali się argumentami, kto z nich jest lepszy, doskonalszy, świętszy, kto ma ważniejszego mentora, który więcej znaczy! Najmniej ważny w tym wszystkim był Chrystus.
Owa małostkowość nie jest i nam obca. Bywa, że przy okazji wizyty duszpasterskiej ludzie opowiadają w tym roku, że nie spotkali się z bliskimi w święta, ponieważ mają inne poglądy na polską rzeczywistość. Do tego doszło! Świadomie generowane złe emocje, rosnąca nienawiść sprawiają, że pęknięcia stają się coraz głębsze, złość – coraz bardziej zapiekła, coraz mniej jest miejsca na argumenty. A przecież w zdecydowanej większości owym podziałom ulegają chrześcijanie – czytający tę samą Ewangelię, wyznający wiarę w tego samego Pana Jezusa Chrystusa. Komuś bardzo zależy na tym, aby ludzi skłócić, podzielić, zantagonizować. Metody są różne na przestrzeni wieków, ale ktoś, kto ma z tego największą radość, ciągle jest ten sam…
„Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać” (Mk 3,29) – przypominał Chrystus. Najczęstszą, choć zarazem zwykle bagatelizowaną przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak jedności wewnętrznej. Człowiek rozbity, zakochany w swoim egoizmie, targany sprzecznymi namiętnościami będzie czynił wokół siebie dużo szumu, nagłaśniał swoje racje tylko dlatego, by zasypać przepaść, która w nim zionie. Sam będąc nieszczęśliwy, innych będzie wciągał w pochłaniającą go otchłań. Dlatego początek drogi do pojednania zawsze jest w ludzkim sercu. Niepodzielonym i czystym, miłosiernym i sprawiedliwym, oddanym Bogu. Od tego trzeba zacząć.

